Informacja o śmierci Jacka Magiery sprawiła, że normalny porządek wydarzeń w polskiej piłce nożnej musiał ustąpić miejsca refleksji. Kanał Sportowy zakończył przed czasem program o nadchodzącej kolejce, Weszło TV odwołało program poświęcony Legii Warszawa. Bo nie da się udawać, że czeka nas piłkarski weekend jak każdy.
Minuta ciszy przed każdym meczem szczebla centralnego wydaje się naturalną reakcją ze strony PZPN, kluby i osobistości polskiej piłki dzielą się swoimi pożegnaniami z cenionym szkoleniowcem. Choć moment jest wyjątkowo bolesny, to jednocześnie wystawia znakomite świadectwo samemu Magierze, który jest żegnany nie tylko jako trener, ale jeszcze bardziej ceniony człowiek.
"Gdy pochwaliłem mu się podczas jednego z meczów ligowych, że zaraz zostanę ojcem, odparł, że to dla niego najlepsza wiadomość dnia i czułem, że to nie kurtuazja" – wspomina Błażej Łukaszewski (Canal+).
Z kolei związana od lat z Lechem Monika Wantola (wydawca Interia.pl) napisała wprost: "Wspaniały człowiek. Jeden z najsympatyczniejszych ludzi w polskiej piłce. Dziękuję za każdy uśmiech, za każdą wymianę zdań, to był zaszczyt Pana poznać".
Kto znał go znacznie bliżej, ten dziś potwierdza, jak Cezary Kucharski. "To świetny człowiek, dobry piłkarz i trener. Pamiętam jego przyjście do Legii 30 lat temu. Wszystko co najlepsze w życiu miał przed sobą. Jego osoba czyniła świat piłki lepszym".
I choć nie każdy miał okazję spędzić dekady z Jackiem Magierą w swoim życiu, to nawet osoby spotykające go okazjonalnie czuły, że to więcej niż rozmówca. "Jedna z najsympatyczniejszych, najcieplejszych, najbardziej uśmiechniętych osób w piłkarskim środowisku. Zrobiliśmy kilka wywiadów, zawsze trwały dłużej, niż zakładaliśmy. Zawsze było o czym porozmawiać, do czego się uśmiechnąć..." – wspomina Piotr Wesołowicz (Sport.pl).
Świat polskiej piłki bywa nazywany bagienkiem, ale nawet znana z konfrontacji jego członków platforma X.com zamieniła się dziś w potok zgodnych, ciepłych wspomnień o człowieku, który swoim życiem czynił świat trochę lepszym.
"Chociaż byłem tylko szesnastoletnim, anonimowym dla niego dzieciakiem, potraktował mnie z szacunkiem i sympatią. Bo właśnie w taki sposób traktował wszystkich. Dla piłkarzy był mentorem, wychowawcą i liderem – uwielbiali go dlatego, że nie widział w nich tylko sportowców. Widział w nich ludzi. A w tych ludziach zawsze dostrzegał dobro" – opisuje go Sebastian Staszewski.
