Spotkanie Huberta Hurkacza (28. ATP) z Lorenzo Musettim (26. ATP) z powodzeniem można sobie wyobrazić w ćwierćfinale dużego turnieju, obaj w końcu pokazywali się już w top 10 rankingu ATP, a do tego jesienią sygnalizują powrót do wysokiej dyspozycji.
Wg analityków Opta przed meczem wskazanie było minimalnie na korzyść Włocha (51/49), który niedawno wygrał turniej w Lyonie, a potem wziął odwet na Francesie Tiafoe za przegraną w finale w Cincinnati.
Sprawdź szczegóły meczu Musetti - Hurkacz
Łeb w łeb, ale nie w tie-breaku
Pierwszy set wyraźnie pokazał, że tym razem wyrównane przewidywania analityków mają swoje podstawy. Choć to Polak minimalnie częściej słał asy, to Musetti miał wyższą celność pierwszego podania. Przez pierwsze trzy gemy podający nie dawali nawet zbliżyć się do ugrania gema, a w czwartym Hurkacz uzyskał break pointa po pierwszej w meczu dłuższej wymianie. Włoch obronił się pewnie.
26-latek w pojedynkach z Hurkaczem miał korzystny bilans 3-2, ale dziś dopiero w trzecim gemie zdobył pierwszy punkt przy podaniu rywala. Hubert jeszcze raz próbował szukać przełamania w szóstym gemie, jednak nienaganny technicznie Włoch pokazywał bardzo szeroki wachlarz umiejętności.
Choć był niemal bezbłędny przy siatce, Polak grał mniej agresywnie i to forma Musettiego wydawała się bardziej decydująca dla przebiegu seta, który nieubłaganie zmierzał w kierunku tie-breaka. Ten zaczął się nieźle, choć szansa na mini przełamanie w trzecim punkcie uciekła po najbardziej żmudnej dotąd wymianie.
To wydawało się kosztowne, gdy nasz zawodnik wyrzucił forhend po returnie Lorenzo. Błyskawicznie odrobił jednak stratę. Wydawało się, że mecz nabiera rumieńców, tyle że po coraz dłuższych wymianach przyszedł prosty błąd Polaka, na który Musetti zareagował forhendem do linii i mógł serwować po seta. Załatwił sprawę już podaniem.
Koniec niegodny tak zaciętego spotkania
Prosty błąd dał przewagę Włochowi i Hurkacz wyraźnie nie mógł wrócić po tym do równowagi. Przy serwisie pozostawał nie do ruszenia, ale ilekroć szukał ataku przy podaniu Musettiego, widać było brak pewności. Dlatego w piątym gemie doszedł tylko do 40:40.
Sytuacja Polaka była o tyle trudna, że w przebiegu meczu rywal popełniał błędy głównie wtedy, gdy nie miały większego znaczenia, zaś Hubert wtedy, gdy walczył o kluczowe punkty. Dlatego w ósmym gemie stan 30:30 przy serwisie Wrocławianina mógł niepokoić. Polak uspokoił wszystkich pewną ręką.
Spotkanie nieuchronnie zmierzało w kierunku kolejnego tie-breaka i tym razem zaczęło się znacznie korzystniej dla Huberta. Jego wejście w kort dało mini breaka na 3-2, tyle że Lorenzo momentalnie odrobił stratę. Choć 29-latek walczył zaciekle, to rywal utrzymał serwis na 5-4 i w kluczowym momencie zaskoczył Polaka, uzyskując mini breaka na 6-5.
Rakietowy return Hurkacza zgasił pierwszą piłkę meczową dla zawodnika z Carrary, a po dwóch dobrze rozegranych punktach to nasz tenisista miał w końcu piłkę setową. Zgasił ją smecz Toskańczyka, który doszedł do trzeciej piłki meczowej po kolejnym wyrzuconym - choć minimalnie - forhendzie Polaka. Przy czwartej piłce meczowej zupełnie nieudany wolej kosztował Hurkacza zakończenie meczu w ostatnim turnieju sezonu.
Wyjątkowo szkoda tego pojedynku, ponieważ ograniczenie np. autowych forhendów mogłoby dać zupełnie inny wynik. Nie dlatego, że było ich aż tak wiele, ale dlatego, jak ciasny i wyrównany był to mecz. Teraz Lorenzo Musetti pozostaje w La Defense i zagra z Alexandrem Zverevem, a Hurkacz kończy sezon na pierwszej rundzie paryskiego turnieju.

