Domowicz i Piwkowska po pierwszym ślizgu zajmowały ósme miejsce, ale po bardzo dobrym drugim awansowały na szóstą pozycję, co było znakomitym wynikiem i na takim właśnie zakończyły swój występ na ZIO 2026.
Był to niewątpliwy sukces biało-czerwonych, które nie kryły łez wzruszenia po zakończeniu ślizgu i cieszyły się z tego wyniku. Po czasie jednak rozpętała się niemała burza, ponieważ w rozmowie z Interią.pl swoje żale na związek wylała Nikola Domowicz.
"Nasze sanki mają dziewięć lat i przy starcie skrzypią, jak stara szafa. Jest sezon olimpijski, a nie dostałyśmy nowych metali. Jak mamy gonić świat? Może, jak trochę więcej osób uwierzy w nasz sport i pojawią się sponsorzy, a do tego zmienią ludzie w związku, to może wtedy coś drgnie. Liczę na to, bo obecnie wiele spraw stoi w miejscu od dekady, co jest bardzo przykre" – powiedziała Domowicz.
Dodała jeszcze swoje żale personalne w stronę związku, zwłaszcza do sekretarza generalnego związku Janusza Tatery.
"Przepraszam, ale z ludźmi ze związku nie da się rozmawiać. Jestem już właściwie po igrzyskach olimpijskich i mogę to w końcu powiedzieć. Wyrzucę to zatem z siebie. Z tymi ludźmi nie da się rozmawiać. Nasz kolega Mateusz Sochowicz wiele razy próbował i nic się nie zmieniło. Mnie to w ogóle nie chcą słuchać. Pan Janusz Tatera, który jest sekretarzem generalnym, nie ma bladego pojęcia o niczym, co się dzieje. Przyjechał na igrzyska i tylko nam przeszkadzał".
