Patryk Dobek: jadę na obóz do RPA za swoje, bo wierzę w powrót do formy

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Patryk Dobek: jadę na obóz do RPA za swoje, bo wierzę w powrót do formy
Patryk Dobek wierzy w powrót do dobrej formy
Patryk Dobek wierzy w powrót do dobrej formy
PAP
Patryk Dobek cały czas ma nadzieję, że uda mu się przygotować odpowiednią formą na igrzyska w Paryżu. "Jadę na obóz w RPA za swoje, bo wierzę w powrót do najlepszej dyspozycji" – powiedział PAP brązowy medalista olimpijski z Tokio w biegu na 800 m.

Po wielkim wejściu w świat 800-metrowców, złotym medalu halowych mistrzostw Europy na początku 2021 roku, a później historycznym dla Polski medalu olimpijskim na tym dystansie, Dobek zmierzył się ze ścianą. Najpierw był nieudany sezon 2022 – słabe występy na mistrzostwach świata w Eugene i mistrzostwach Europy w Monachium. Potem nie było lepiej, bo sezon 2023 stracił cały. Teraz wraca i znów ma przed sobą misję – wydaje się – niemożliwą. W kilka miesięcy musi przygotować formę na Paryż. Gdyby nie to, że tak właśnie zrobił przed Tokio, wydawałoby się to zupełnie abstrakcyjne.

"W tej chwili fajnie, że w ogóle biegam, bo jestem po dość poważnej kontuzji. Po Tokio, z uwagi na obniżone środki treningowe, doznałem urazu i on się przez długi czas utrzymywał. Jestem na końcowym etapie leczenia. To było złamanie zmęczeniowe, taka była diagnoza" – przekazał 30-letni Dobek.

Jak przyznał, właśnie ta kontuzja wykluczyła go de facto z biegania w 2023 roku. Wrócił na halowe mistrzostwa Polski w Toruniu. W ostatni weekend wystartował na 400 i 800 m. W tej drugiej specjalności nie był jednak w stanie nawiązać walki nie tylko o wygraną z Mateuszem Borkowskim, ale nawet o medal. Był piąty ze słabym czasem.

"Fajnie, że odbudowałem się szybkościowo. Trochę jestem zniesmaczony biegiem eliminacyjnym na 400 m, bo było mnie stać na znacznie więcej. Cieszę się jednak, że w ogóle mogłem wystartować, bo w cięższym treningu jestem od nieco ponad miesiąca" – tłumaczył.

Obecnie szkoleniowcem Dobka jest Aleksander Matusiński – opiekun doświadczonej i utytułowanej Justyny Święty-Ersetic.

"On ma zdrowe podejście do pracy ze mną i do mnie jako człowieka. Fajnie, że udało się odbudować szybkość, bo ta już jest. Występ na 800 m w Toruniu był tylko sprawdzianem, bo do takiego biegania się jeszcze nie przygotowywałem. Nie ma co zawieszać kolców na kołek. Jest już w miarę dobrze. Czułem to w nogach, że wracam do lepszej dyspozycji" – wskazał.

Zapytany przez PAP, czy wystarczy mu czasu przed Paryżem, żeby pojechać tam po coś, a nie tylko, aby odhaczyć udział, wyraził na to nadzieję.

"Staram się. Jeżeli zdrowie pozwoli, to będą wyniki. Trenujemy. Przede mną marzec i kwiecień – kolejne zgrupowanie w RPA. Jadę tam, bo trener Matusiński wyrusza tam ze swoją grupą, a ja nie chcę zostawać sam w Polsce. Poprzedni sezon mi nie wyszedł, więc nie mam szkolenia zagranicznego. Przysługują mi tylko zgrupowania krajowe, więc do RPA jadę za swoje, ze środków sponsorskich, które udaje mi się zbierać. Chcę przygotować się w dobrych warunkach, ale przede wszystkim ćwiczyć z moim trenerem" – zaznaczył.

Dobek przyznał, że przed Tokio był przede wszystkim bardzo dobrze przygotowany motorycznie, szybkościowo.

"Wystarczyło to wykorzystać. Teraz mam trochę więcej doświadczenia. Wiem, że wtedy się udało i mam to w głowie. Jeżeli się w coś wierzy, to widać światło i trzeba za tym iść" – dodał.

Dopytywany, czy wierzy naprawdę w powrót do biegania na 800 m na poziomie medalu igrzysk, wskazał, że w jego ocenie "jest to możliwe".

"Staram się do tego dążyć. Wydaje mi się, że będę przygotowany w Paryżu najlepiej, jak tylko się da. (...) Muszę trenować 400 m, aby być dobry na 800 m. Chciałem zakwalifikować się na HMŚ w Glasgow do sztafety 4x400, aby jeszcze przetrzeć się szybkościowo w dobrej stawce. Dodatkowo chciałem być w grze, w kadrze. Mógłbym młodym chłopakom pomóc swoim doświadczeniem. W eliminacjach biegu na 400 m na HMP coś nie zagrało, ale wiem, jak jestem przygotowany szybkościowo. Trener też to wie. Lecimy dalej" – podsumował Dobek.