Po bezprecedensowym komunikacie prezesa Jarosława Królewskiego piłkarska Polska z jednej strony zaczęła się gotować od dyskusji, ale z drugiej… wyczekuje informacji, co to właściwie oznacza. Wiele będzie zależeć od kompletu rozpatrzonych czynników i pełnego kontekstu zdarzeń.
Walkower na niekorzyść Wisły Kraków wydaje się pewny – ta kara wynika wprost z regulaminu rozgrywek i trudno o inną interpretację. Jednak Cezary Kulesza podczas łączenia ze studiem TVP Sport zasugerował, że kroki zostaną podjęte dopiero wtedy, gdy mecz faktycznie się nie odbędzie.
"Musimy działać stopniowo. Konsultujemy wszystko z działem prawnym. Jeżeli będzie taka możliwość, to będzie obopólny walkower. Z regulaminu wynika, że dostanie Wisła, bo nie dojedzie na ten mecz, ale tak samo może dostać Śląsk Wrocław" – zapowiedział prezes PZPN. Podczas tego samego łączenia zapewnił jednak, że "będą to potężne kary".

To byłby bardzo poważny cios w cele sportowe obu klubów walczących o awans do Ekstraklasy. O ile Wisła musiała go wkalkulować w swoją decyzję, o tyle możliwość walkowera dla Wrocławian stanowi zaskoczenie. W takim przypadku nie tylko Śląsk nie zyskałby nic w tabeli, ale też miałby odjęte 3 gole, analogicznie do Wisły.
Dodatkowo, jak twierdzi Tomasz Włodarczyk (Meczyki.pl), Śląsk Wrocław może dostać bardzo dotkliwie po kieszeni. W grę wchodzą kary rzędy nawet 5 milionów złotych, choć realnie pułap będzie znacznie niższy. Dla kontekstu warto przypomnieć, że dotąd kary za niezgodną z przepisami odmowę wpuszczenia kibiców drużyny przeciwnej szły najwyżej w dziesiątki tysięcy.
Otwarta pozostaje kwestia, czy sprawa nie będzie miała kolejnych zwrotów. Już po publikacji tego tekstu Jarosław Królewski zasugerował, że na przesądzanie o walkowerze przeciwko Wiśle jest zdecydowanie za wcześnie. "Nie jedziemy na mecz, co wcale nie oznacza że godzimy się na walkower".
