Po trzech remisach i walkowerze za niesławny mecz ze Śląskiem, Wisła Kraków w piątek wyszła na boisko szczególnie zmotywowana do odwrócenia trendu i ponownego budowania przewagi na szczycie 1. Ligi. Widać to było po bardzo jednostronnych pierwszych minutach, zresztą zwieńczonych golem.
Sprawdź szczegóły meczu Wisła Kraków - Miedź Legnica
Do trafienia doszło w 8. minucie, gdy długi wrzut z autu przedłużył wysoko Wiktor Biedrzycki w polu karnym, a Angel Rodado miał czas wyczekać na spadającą piłkę. Nie przyjmował, tylko huknął prawą nogą i posłał piłkę blisko słupka, zaskakując Lucicia w bramce Miedzi.
Hiszpan i jego koledzy nie chcieli na tym poprzestać, lecz kolejne gole nie chciały wpadać – Miedź rozbijała ataki i w 19. minucie wyprowadziła ten pierwszy na bramkę Letkiewicza. Mansfeld dostał cudowne podanie, a strzelił obok bramki. Raptem dwie minuty później kibice Wisły nie wierzyli, że Jordi Sanchez nie pokonał Lucicia sam na sam.
Miedź stopniowo zdołała wyrównać rywalizację, ale nie wynik – strzał Antonika z 40. minuty był za słaby, by zaskoczyć Letkiewicza. Natomiast w drugą połowę to goście weszli zdecydowanie lepiej. W 52. minucie rzut wolny ze znacznej odległości bił Jakub Serafin, a przed bramką do piłki wyskoczył fantastycznie Bartosz Kwiecień i wpakował ją w okno.
W 60. minucie była szansa na ponowne prowadzenie Wisły, gdy Frederico Duarte wybrał samolubnie strzał z dystansu i był bliski powodzenia – piłka zahamowała na górnej siatce. Miedź wróciła pod pole karne miejscowych i naciskała dalej. Gdy w 64. minucie uderzał Serafin, Letkiewicz zbił piłkę na bok, tyle że tam na dobitkę czekał świeżo wprowadzony Mateusz Bochnak, który dał prowadzenie Miedzi.
Na 20 minut przed końcem z rzutu wolnego próbował Angel Rodado, lecz posłał piłkę nad bramką. Legniczanom pasowało schodzenie do niskiej obrony i destrukcja, a gra na czas tylko dodatkowo wybijała Krakowian z rytmu. Wydawało się, że gospodarze bezradnie boksują w miejscu, nie mogąc spenetrować defensywy Miedzi. Dopiero w 82. minucie to się udało, gdy wysoka piłka od Lelievelda znalazła Jordiego Sancheza na dalszym słupku i w końcu zdobył gola dla Wisły.
Mariusz Jop zmianami, a trybuny dopingiem mobilizowały Wisłę do dalszych ataków i opłaciło się! W 88. minucie Giger posłał wrzutkę na głowę Sancheza. Jego strzał nie wszedł do bramki, ale Rodado mógł szczupakiem dobić z główki i zrobił to, wprawiając widownię w euforię! Doliczony czas nie dał jasnej sytuacji żadnej z drużyn i przy tumulcie na trybunach Wisła powiększyła - chwilowo - przewagę na szczycie tabeli do 11 punktów.

