Po przegraniu trzech z ostatnich pięciu meczów, "Czerwone Byki" z Lipska zsunęły się poza podium Bundesligi i musiały wywieźć z hamburskiego Millerntoru komplet punktów, by nie stracić dystansu. Dla gospodarzy, tonących w strefie spadkowej, dorobek w tabeli też był kluczowy w zaległym meczu 16. kolejki.
Sprawdź szczegóły meczu Sankt Pauli – RB Lipsk

Gospodarze – grający bez pauzującego Adama Dźwigały – byli skazywani na pożarcie, dlatego czekała ich niemała praca w defensywie, by nie stracić wcześnie gola. Zespół Arkadiusza Pyrki nie tylko trzymał się dzielnie i odcinał drogę do światła bramki, ale nawet pokusił się o ciekawe ataki.
W 18. minucie Fujita doskonale prostopadłą piłką odnalazł Ricky-Jade’a Jonesa, który nie spalił, za to dał się dogonić i ograbić z piłki Williemu Orbanowi. Moment później Jones posłał piłkę w boczną siatkę. I choć liniowy wskazał spalonego dość kontrowersyjnie, to i tak napastnik musiałby najpierw wykorzystać szansę, by sytuacja budziła kontrowersje.
Dopiero na 10 minut przed przerwą Antonio Nusa oddał pierwszy celny strzał gości, pewnie zatrzymany przez Nikolę Vasilja. To zwiastowało przejęcie kontroli przez RBL, jednak David Raum uderzał niecelnie, a kolejne uderzenie Nusy po ziemi Vasilj zdołał sparować z kłopotami. Najbliżej gola było w 45+2. minucie, gdy Baumgartner zewnętrzną częścią stopy wypuścił Romulo, który nie zmieścił piłki przy dalszym słupku.
Przerwa ostudziła temperaturę spotkania i Lipsk długo nie mógł ponownie „siąść” na rywali. Dopiero w 57. minucie Romulo Cardoso uderzał obok bramki, a kilka minut później impas został przełamany: po rzucie rożnym z 66. minuty Diomande domykał rzut rożny przed polem karnym. Gdy piłka spadła do niego, huknął zza linii, a rykoszet pomógł wsunąć futbolówkę przy samym słupku bramki Sankt Pauli.
"Kiezkicker" też szukali swoich okazji w ostatnim fragmencie, jednak próba ataku Pyrki z 79. minuty zasługuje na wzmiankę raczej statystycznie – nie miał szans dojść do strzału przy świetnej asekuracji Ridle Baku. Dopiero w 89. minucie Jackson Irvine fatalnym kiksem nie oddał strzału przed otwartą bramką, a Martijn Kaars kończył akcję uderzeniem wyłapanym przez Gulacsiego.
Kaars okazał się jednak bezcenny w doliczonym czasie, gdy Raum powalił go w polu karnym i dał jedenastkę gospodarzom. Sam poszkodowany podszedł do piłki i choć Węgier miał ją na rękach, to nie zdołał powstrzymać silnego uderzenia na wagę remisu w ostatnich sekundach meczu.

