Mecz "otworzył" nam się już w pierwszych minutach spotkania i w jednej z pierwszych akcji. Daleko od swojej bramki w łatwy sposób piłkę na rzecz Montrella Culbreatha stracił Luis Diaz. Kolumbijczyk machał rękoma i sugerował, że doszło do faulu, ale zamiast tego powinien walczyć o piłkę i wracać do obrony. Nie zrobił tego, a kilka sekund później Aleix Garcia uderzył na bramkę Svena Ullreicha i przy pomocy rykoszetu od Alexandra Taha wyprowadził gospodarzy na prowadzenie.
Od tego momentu inicjatywę na boisku przejęli goście, którzy zamykali rywali na swojej połowie. Pojedyncze okazje marnował Nicolas Jackson, a w 26. minucie piłkę do siatki Aptekarzy wpakował Tah. Choć "wpakował" to złe słowo, bo futbolówka po prostu się od niego odbiła i wpadła do siatki. Analiza VAR wykazała jednak, że były piłkarz Bayeru został trafiony w rękę, więc gol nie może zostać uznany.
Punkt kulminacyjny spotkania mieliśmy jednak później, ale wciąż w pierwszej połowie. Jackson był bowiem kompletnie spóźniony w ataku na Martina Terriera i trafił go wślizgiem prosto w kostkę. Sędzia najpierw pokazał mu żółtą kartkę, ale po chwili został wezwany do monitora i już po pierwszej powtórce wiedział, że musi wyrzucić Senegalczyka z boiska. Od tego momentu goście grali o jednego zawodnika mniej.
Druga połowa zaczęła nam się od podobnych emocji, bo najpierw świetnej okazji sam na sam nie wykorzystał Diaz, który poślizgnął się tuż przed strzałem na kilka metrów od bramki, a chwilę później Malik Tillman mknął z piłką od połowy boiska na spotkanie z Ulreichem, ale przy strzale posłał piłkę obok słupka, marnując świetną okazję.
Dosłownie po tej sytuacji na boisku zameldował się Harry Kane, który miał ratować wynik dla lidera Bundesligi. I ledwo pojawił się na murawie, a już pressingiem doprowadził do błędu bramkarza Bayeru, który przy dalekim wykopie trafił w Anglika. Piłka odbiła się w róg pola karnego, a zwłokę Jarrella Quansaha wykorzystał Diaz, który pojawił się pierwszy przy futbolówce i podał na pustą bramkę do Kane'a. Ten doprowadził do wyrównania, ale VAR dopatrzył się kontaktu jego ręki z piłką przy wspomnianym bloku na bramkarzu, przez co Bayern znowu został pozbawiony gola.
Okazał się jednak, że do trzech razy sztuka. Gospodarze niczego nie nauczyli się na swoich błędach i po fatalnym zagraniu Roberta Andricha piłka znalazła się w posiadaniu Michaela Olise, który wypuścił w bój Diaza, a Kolumbijczyk wreszcie pokonał bramkarza gospodarzy i tym razem sędziowie nie odebrali już bramki gościom. Mieliśmy remis w Leverkusen.

Kolumbijczyk w zaledwie 10 minut przebrnął jednak drogę z nieba do piekła. Najpierw bowiem zobaczył żółtą kartkę za bardzo wysoko podniesioną nogę i draśnięcie nią głowy rywala, za co mógł już wylecieć z boiska, a później sędzia uznał, że symulował w polu karnym w celu wywalczenia rzutu karnego i pokazał mu drogę do siatki. Bayern został w dziewiątkę!
Od tego momentu w natarciu był oczywiście Bayer, który przy dwóch zawodnikach więcej na murawie wreszcie miał zdecydowaną przewagę. Najpierw blisko bramki niewystarczająco dobrze zareagował Ibrahim Maza, później Malik Tillman sprawdził Ulreicha, aż wreszcie Jonas Hoffmann został bohaterem Bayeru i w doliczonym czasie strzelił na 2:1. Bohaterem był jednak tylko przez kilkadziesiąt sekund, bo po nich sędziowie VAR cofnęli ją ze względu na spalonego.
