W mediach społecznościowych pojawiły się seksistowskie opinie, które podważały kompetencje nowej trenerki. Klub z Berlina zapewnił, że Eta ma pełne wsparcie. Oficjalne konto Unionu odpowiedziało w mediach społecznościowych na krytyczne i obraźliwe komentarze.
"Mamy stuprocentowe zaufanie do Loui. Mianowaliśmy ją z pełnym przekonaniem. Uważam za szaleństwo, że musimy się usprawiedliwiać i zmagać się z seksizmem w dzisiejszych czasach" – powiedział Horst Heldt, dyrektor ds. męskiej piłki nożnej w Unionie Berlin.
W roli trenerki pierwszego zespołu Eta zadebiutuje w sobotę. Union zagra z Wolfsburgiem, w którym występuje polski bramkarz Kamil Grabara.
"Marie-Louise Eta ma bardzo pragmatyczne podejście do wszystkiego. Jest świadoma, że spotkała ją wyjątkowa szansa. Piłka nożna jest dla niej na pierwszym planie. Chce pracować z drużyną i być na boisku" - podkreślił dyrektor ds. komunikacji klubu Christian Arbeit.
Eta została mianowana tymczasową trenerką i ma prowadzić zespół w ostatnich pięciu meczach sezonu. Union zajmuje 11. miejsce w Bundeslidze i ma siedem punktów przewagi nad strefą spadkową. W przyszłym sezonie Eta ma objąć kobiecą drużynę, ale możliwe, że będzie kontynuować pracę z mężczyznami.
"Myślę, że w tej chwili nie ma sensu niczego wykluczać" – poinformował Heldt.
Eta od wielu lat należy do sztabu szkoleniowego Unionu. Wcześniej prowadziła męską drużynę do lat 19 oraz odpowiadała za rozwój kobiecej sekcji.
Decyzja o jej powołaniu spotkała się z uznaniem burmistrza Berlina Kaia Wegnera, który nazwał ją "silnym sygnałem dla profesjonalnej piłki nożnej i kobiet w elitarnym sporcie". Wegner zanotował jednak wpadkę, gdyż w opublikowanym poście popełnił błąd w nazwisku trenerki.
