Śląsk Wrocław nie ma ostatnio dobrej prasy, nawet jeśli odłożymy na bok skandal z meczem-widmo czy pobicie dwóch piłkarzy pod dyskoteką. Zaczęło się od przegłosowania w styczniu monstrualnej kwoty 30 milionów dotacji z miejskiej kasy. Klub generuje tak ogromne koszty, że konieczna okazała się restrukturyzacja.
I choć sekcja kobieca – według prognozy Śląska na 2026 rok – miała pochłonąć tylko 1,5 mln z aż 46,6 mln zł wszystkich kosztów, to jej likwidacja miała być jednym z istotnych elementów wspomnianej restrukturyzacji, obok cięć w akademii. Choć wystarczy rzut oka na oficjalne zestawienie kosztów Śląska i widać, że to pierwsza drużyna mężczyzn generuje nie tylko najwięcej kosztów, ale też zdecydowanie więcej niż u większości ligowych rywali.
Dokładnie takie postulaty (cięcia wydatków kosztem kobiet i młodzieży) wysuwało w lutym stowarzyszenie kibiców Wielki Śląsk i miasto się z nimi zgodziło. Wiceprezydent Renata Granowska unikała słowa „likwidacja”, choć do tego sprowadzały się plany przeniesienia zawodniczek Śląska do drużyny Ślęzy.

Piłkarki nie były informowane o planach wobec klubu
A przecież to Śląsk jest klubem ekstraligowym, podczas gdy Ślęza gra o ligę niżej. I na pewno nie dla wszystkich piłkarek wystarczyłoby tam miejsca. Co gorsza, zawodniczek nawet o planach nie informowano. Choć doniesienia zaczęły się pojawiać w połowie lutego, jeszcze kilka dni temu piłkarki Śląska musiały wiedzę czerpać z mediów.
Dlatego w niedzielę pojawiło się oświadczenie drużyny, w którym nie szczędziły gorzkich słów. "Rozumiemy i szanujemy prawo miasta do decydowania o przyszłości klubu, ale w tym przypadku zostałyśmy potraktowane skrajnie przedmiotowo. Postawiono nas przed faktem dokonanym, bez możliwości podjęcia próby zmiany decyzji" – czytamy w komunikacie zawodniczek. Piłkarki wyszły też na ostatni mecz w koszulkach z hasłem "nie dla sprzedaży sekcji kobiecej" i banerem z napisem "nie pozbywajcie się naszej historii".
Publikacja listu przysporzyła dalszej krytyki Śląskowi Wrocław, tym razem już nie tylko w mediach, ale również z ust znanej fanki polskiego sportu, Agnieszki Chylińskiej. Piosenkarka dołączyła w tym wypadku do krytycznego chóru słowami: "Chciałabym dzisiaj wesprzeć piłkarki nożne ze Śląska Wrocław. Nie chodzi o to, że wyróżniam barwy jakiegoś klubu sportowego w Polsce. Chciałam mocno zaprotestować przeciw zamysłom i próbom niszczenia polskiej kobiecej piłki nożnej. Dziewczyny nie dajcie się".
Prezydent cofa decyzję i pokazuje palcem winnych
Reakcji prezydenta Jacka Sutryka doczekał się dziś Piotr Potępa z redakcji Wrocławskich Faktów. Jak się okazuje, "nigdy nie było niczyim zamiarem ani intencją instytucjonalne osłabianie lub likwidacja sekcji żeńskiej Śląska Wrocław". Skoro nie chodziło o likwidację sekcji, do czego wprost sprowadzały się zapowiadane kroki (usunięcie sekcji ze struktur Śląska i przeniesienie do Ślęzy), to o co chodziło?
Prezydent twierdzi, że "podjęto jedynie decyzję o poszukiwaniu najlepszych rozwiązań sportowych i organizacyjnych, które wzmocnią w tym przypadku piłkę kobiecą, a jednocześnie jeszcze wyraźniej niż dotychczas pokażą strukturę kosztów tej działalności".
Sutryk jasno wskazuje winnych: "Z przykrością stwierdzam, że z tego zadania, które powierzyłem zarządowi klubu – w osobie Remigiusza Jezierskiego – oraz po stronie miasta mojej zastępczyni, prezydent Renacie Granowskiej, nie wywiązano się w należyty sposób. Wymienione osoby oraz moi współpracownicy nie zrealizowali postawionych przed nimi zadań".
"W związku z powyższym, a także pojawiającymi się wątpliwościami, oświadczam ostatecznie, że sekcja kobieca, jak i Akademia Śląska będą funkcjonować w strukturze WKS Śląsk Wrocław w spółce lub fundacji Śląska, której fundatorem jest WKS Śląsk S.A. Nie ma więc zagrożenia, że w dotychczasowej działalności klubu cokolwiek ulegnie zmianie, a piłkarki nożne w dalszym ciągu będą grały, reprezentując barwy Śląska Wrocław".
I po publikacji tego oświadczenia prezydenta Sutryka kobieca sekcja Śląska zareagowała następująco:
