Pierwsza kontrowersyjna sytuacja miała miejsce w 39. minucie. Jude Bellingham początkowo otrzymał żółtą kartkę po starciu z Cristiano Romero, ale po interwencji VAR upomnienie dostał zamiast Anglika Argentyńczyk. To on bowiem przy nadepnięciu trafił pomocnika Królewskich, a od czerwonej kartki Romera uratowała zbyt mała siła faulu, co potwierdził Comite Tecnico de Arbitros (CTA), organ odpowiedzialny za sędziów w Hiszpanii.
Tuż przed przerwą Federico Valverde został nadepnięty na kostkę przez Kang-ina Lee, który nie został za to w żaden sposób ukarany. Kapitan Los Blancos dokończył mecz, ale późniejsze badania wykazały kontuzję, przez którą będzie pauzował przez trzy tygodnie. W tym przypadku CTA przyznał się do błędu sędziów, napastnik Atletico powinien był zostać wyrzucony z boiska.
Jedynym zawodnikiem, który jednak zobaczył czerwoną kartkę w tym spotkaniu, był Dean Huijsen. Krótko po przerwie sfaulował w polu karnym wbiegającego Giuliano Simeone, który wywalczył rzut karny, co poprowadziło Colchoneros do zwycięstwa.
Niezadowolony Jose Mourinho przyniósł na pomeczową konferencję prasową wydrukowane zdjęcia z obu sytuacji, gdy Real bezskutecznie domagał się czerwonej kartki dla rywala. "Spokojnie mogliśmy zrezygnować z konferencji prasowej, bo cała historia tego meczu jest właśnie tutaj" - stwierdził, trzymając zdjęcia w ręku. "To były dwie ewidentne czerwone kartki" - dodał.
Prezes LaLiga skrytykował medialnych popleczników
Poczucie krzywdy opisał w swoim tekście także hiszpański dziennik El Debate, na co w serwisie X odpowiedział prezes hiszpańskiej ekstraklasy Tebas. "I znowu to samo – poplecznicy reżimu tworzą tę samą starą opowieść – nieustanne spiski. Gdy nie chodzi o aferę Negreiry, to o sędziów" - napisał. "Ten artykuł idzie jeszcze dalej. Twierdzi, że sędziowie szkodzą biznesowi, który ich utrzymuje" - kontynuował szef LaLiga.
"O co dokładnie tu chodzi? O to, by sędziowie podejmowali decyzje na podstawie przychodów, oglądalności czy klubowego herbu?" - pytał Tebas w cytowanym tekście.
"Real Madryt jest kluczowy dla LaLiga. Ale twierdzenie, że rozgrywki bez niego nie mają żadnej wartości, pokazuje pogardę wobec innych klubów, ich kibiców i historii. Liga nie należy do nikogo" - przypomniał.
Real odpowiedział ostrym oświadczeniem
Real Madryt poczuł się oburzony sugestią, że najbardziej utytułowany klub Hiszpanii miałby wykorzystywać niektóre media do szerzenia określonej narracji. Klub wydał więc już kultowe "Communicado Oficial" w odpowiedzi na słowa Tebasa.
"Nasz klub uważa za nie do przyjęcia, że prezes LaLiga wykorzystuje swoją pozycję instytucjonalną, by w ten sposób nadal dyskredytować i atakować Real Madryt" - czytamy na początku oświadczenia.
"Wobec tego niewłaściwego i powtarzającego się zachowania uważamy, że hiszpański futbol zawodowy pilnie potrzebuje lidera, który będzie potrafił nim zarządzać i rozwijać jego pełny potencjał, a jego podstawowym obowiązkiem będzie zachowanie neutralności" - dodał gigant z Bernabeu.
Po siódmej kolejce Real zajmuje czwarte miejsce ze stratą sześciu punktów do prowadzącej Barcelony. Atletico po minimalnym zwycięstwie w derbach jest drugie, ale ma tylko punkt przewagi nad Los Blancos.
