Jedną z najbardziej imponujących cech Fede Valverde jest jego niesamowita siła strzału, która wciąż zaskakuje, niezależnie od tego, ile razy piłkarz Realu Madryt prezentuje ją w kolejnych meczach.
Podczas udziału w podcaście "El Pajarito” został zapytany, czy wie, jaką maksymalną prędkość osiągnął któryś z jego strzałów na bramkę. Przyznał, że nie zna tej wartości, ale podzielił się zapadającą w pamięć historią.
"Już zdarzyło mi się kontuzjować bramkarza. Skontuzjowałem Lukę Zidane’a w ramię. Chciałem zapaść się pod ziemię, myślałem, że mnie wyrzucą z boiska, kontuzjowałem syna Zidane’a” – opowiadał pomocnik grający z numerem osiem w Realu.
"Niektórzy bramkarze już doznali urazów po moich strzałach. Najczęściej to wybicia barku. Mam bardzo szczupłe nogi, nie wiem, skąd biorę tyle siły” – dodał Valverde, śmiejąc się.
Trudne początki
Urugwajczyk wspomniał także swoje pierwsze chwile w Castilli. "To był ogromny wstyd, zniszczyło mnie to. Pomyślałem: ‘Nie wiem, co ja tu robię’. Gdy dotarłem na parking, od razu zauważyłem, że moi koledzy z Castilli mają świetne samochody, a ja ledwo mogłem sobie pozwolić na przyzwoite auto, mimo że grałem już w pierwszej drużynie Peñarolu. Zacząłem się zastanawiać: ‘W co ja się pakuję?’ Wszedłem do szatni i zobaczyłem bardzo drogie marki ubrań, a ja nie chciałem się przebierać albo robiłem to bardzo szybko, żeby nikt nie widział. To był szok” – przyznał.
Na koniec wyjaśnił, skąd wzięła się jego ksywka: "Byłem wszędzie. Jeden z moich trenerów nazywał mnie pajarito. Mój tata tego nie lubił, ale tylko on tego nie widział. Teraz jestem sokołem, bo gram bardziej agresywnie. Ale wciąż jestem pajarito”.
________________
TV Smart - Usługi telekomunikacyjne – Telewizja.
Pakiet Max miesiąc za 0 zł
