Po kontrowersyjnym zwolnieniu Xabiego Alonso i blamażu w Copa del Rey, Real Madryt w sobotę został przywitany tumultem gwizdów przez trybuny, a w kierunku Florentino Pereza zaczęło się machanie chusteczkami. Zwłaszcza Vinicius – co nie jest już nowością – nie mógł liczyć na przychylność trybun.
Sprawdź szczegóły meczu Real Madryt – Levante
Do przerwy ciąg dalszy kryzysu
Levante wiedziało o koszmarnej atmosferze w obozie rywala, dokładnie jak wiedziało o problemach Realu w grze przeciwko nisko ustawionej, skonsolidowanej defensywie. Pozbawieni pewności siebie, jakby usztywnieni, piłkarze Realu mieli poważne problemy z zagrożeniem beniaminkowi w pierwszych minutach.
Widok 10 piłkarzy Los Blancos na połowie gości był normą, ale z posiadania sięgającego nawet 80 proc. nic nie wynikało. Dopiero w 33. minucie Raul Asencio wypuścił górną piłką Mbappe sam na sam, lecz Francuz posłał uderzenie daleko od bramki. Bliżej szczęścia był moment później Pablo Martinez, uderzając tuż nad bramką gospodarzy.
Pod koniec 37. minuty widzowie doczekali się celnego uderzenia, tyle że główka Gonzalo Garcii była jak podanie w ręce Mathew Ryana. Serca zabiły zdecydowanie mocniej trzy minuty przed przerwą, bowiem Levante otrzymało rzut wolny, a Pablo Martinez z ponad 20 metrów był o włos od wkręcenia piłki przy słupku po minięciu muru. To właśnie przyjezdni z Walencji byli bliżej gola do przerwy, a to oznaczało kolejną falę gwizdów po gwizdku sędziego.
Oddech ulgi i spokój po przerwie
Po zmianie stron nie wrócili bezradni Gonzalo Garcia i Eduardo Camavinga, a „Królewscy” wyraźnie próbowali dokręcić śrubę przyjezdnym. Efekty szybko się pojawiły – szybsze ataki Realu dziurawiły defensywę Levante i po 10 minutach od wznowienia Kylian Mbappe padł faulowany przez Adriana Delę. Snajper lekkim strzałem po ziemi wykorzystał okazję.
Uzyskana przewaga wyraźnie zdjęła presję z barków Merengues, którzy w kilka minut podwyższyli prowadzenie. Tym razem rzut rożny wykonywał Arda Guler, do którego wrzutki z lewej flanki idealnie złożył się Raul Asencio, posyłając główkę zupełnie poza zasięgiem bramkarza.
Levante nie miało wielu okazji, by na nowo podłączyć się do rywalizacji. Na 20 minut przed końcem Ivan Romero otrzymał piłkę w świetnym położeniu, jednak zamiast bramki kontaktowej zaliczył tylko uderzenie nad poprzeczką. A propos poprzeczki – dający dobrą zmianę Mastantuono huknął w nią w 75. minucie, zaś w 89. minucie Ryan błysnął refleksem, zatrzymując strzał Bellinghama przy bliższym słupku.
Pierwsze zwycięstwo Arbeloi na koncie, ale do całkowitego zażegnania kryzysu droga wciąż wydaje się odległa. Wygrana nad outsiderem była absolutnym minimum i choć w szatni dokonał udanych zmian, to znacznie więcej o pomysłach nowego trenera powie wyjazd do Villarrelu 24 stycznia.

