Ratunek w postaci FFP
FFP wprowadzono w Hiszpanii w 2013 roku, gdy ponad 20 klubów w całym kraju zmagało się z zadłużeniem wynikającym z nierozważnego wydawania pieniędzy. Często oznaczało to, że zespoły takie jak Deportivo A Coruna czy Real Betis z opóźnieniem wypłacały pensje, a także nie były w stanie regulować zobowiązań podatkowych wobec państwa. Głównym celem FFP nie jest jednak rozwiązywanie problemów finansowych, lecz przede wszystkim zapobieganie ich powstawaniu.
Obecnie system FFP opiera się na regularnym przedstawianiu ksiąg rachunkowych, na podstawie których wyliczany jest limit budżetu na kadrę. Księgi rachunkowe wraz z projektem budżetu przedstawia się pod koniec maja, a limit obliczany jest na kolejny sezon. Władze LaLiga dokładnie analizują dokumenty, po czym odsyłają klubowi propozycję limitu na następny sezon. Mogą ją zaakceptować albo obniżyć jej wartość. To różni hiszpański system na przykład od angielskiej Premier League, gdzie finanse kontroluje się retrospektywnie.
Wysokość limitu kosztów kadry oblicza się, odejmując od całkowitych przychodów klubu wszystkie wydatki niezwiązane z pierwszym zespołem, czyli na przykład koszty funkcjonowania akademii, spłatę długów, pensje pozostałych pracowników czy inne inwestycje.
Wydatki są więc bezpośrednio powiązane z potwierdzonymi przychodami, gdyż kwota wynikająca z tego równania stanowi maksymalny limit kosztów pierwszego zespołu. Obejmuje on pensje piłkarzy i trenerów, ich premie oraz inne świadczenia, wydatki związane z transferami, takie jak prowizje dla agentów, a przede wszystkim bieżącą amortyzację kwoty transferowej.
Amortyzację oblicza się, dzieląc kwotę transferu zawodnika przez długość jego umowy. Otrzymana liczba pokazuje, jaką część limitu co roku zajmuje dana transakcja. Od 2023 roku obowiązuje jednak maksymalny okres pięciu lat, aby uniemożliwić długoterminowe rozkładanie kosztu dzięki wieloletnim kontraktom, jak robiła to chociażby londyńska Chelsea. W tym zakresie przewagę mają wychowankowie, których nie obejmuje amortyzacja. Dzięki temu są dla klubów nie tylko nadzieją na boisku, ale często również ratunkiem przy wypełnianiu limitu.
Po zakończeniu całego tego długiego procesu, na początku okna transferowego, wyliczana jest kwota stanowiąca różnicę między wcześniej ustalonym limitem a całkowitym kosztem kadry zarejestrowanej już w poprzednim sezonie. To właśnie ona tworzy przestrzeń na wzmocnienia i rejestrację nowych zawodników. Jeśli jednak zespół przekroczy limit, musi wyrównać różnicę poprzez zwiększenie przychodów albo ograniczenie wydatków, między innymi dzięki sprzedaży piłkarzy. LaLiga jest pod tym względem bardzo rygorystyczna, dlatego żadnego zawodnika nie można zarejestrować, zanim klub nie udokumentuje swojej sytuacji finansowej.
Dla przykładu, w obecnym sezonie najwyższy limit, jak niemal co roku, ma Real Madryt, który mógł przeznaczyć na kadrę łącznie 832 miliony euro. Druga była Barcelona, mająca do dyspozycji 582 miliony euro. Być może nieco zaskakująco, najniższy limit miała Sevilla. Andaluzyjski klub mógł wydać na kadrę niewiele ponad 20 milionów euro. Latem rozwiązał jednak ten problem, sprzedając Akora Adamsa, Juanlu Sancheza i Djibrila Sowa. Łącznie zarobiła na nich 31 milionów euro, wyraźnie zwiększając swój limit.
Jeśli zespół przekroczy limit, karą jest zakaz rejestracji nowych zawodników. To kolejna różnica w porównaniu z angielską Premier League, gdzie finanse kontroluje się wstecz, dlatego zakaz rejestracji piłkarzy nie jest możliwy. Na Wyspach Brytyjskich najczęściej stosuje się w zamian grzywny albo odejmuje punkty.
Limit budżetu na kadrę uzupełnia zasada 1:1. Mówi ona, że za każde euro przychodu zespół może wydać na kadrę najwyżej jedno euro. W praktyce oznacza to, że kluby nie mogą inwestować w pierwszy zespół więcej, niż zarabiają, a więc nie mogą żyć na kredyt. Zasada ta była jednak często obchodzona, ponieważ właściciele emitowali nowe akcje, dzięki którym wpompowywali do klubu własne pieniądze i zwiększali budżet na kadrę.
Od sezonu 2022/23 obowiązuje jednak limit, zgodnie z którym suma podwyższeń kapitału i zgromadzonego kapitału własnego przeznaczonego na zwiększenie budżetu kadry nie może przekroczyć 25%. Oznacza to, że niemal niemożliwe stało się nieograniczone pompowanie pieniędzy do klubu w celu szybkiego osiągnięcia sukcesu.
Efekty Financial Fair Play
Jak już wspomniano, FFP jest przede wszystkim zabezpieczeniem, które działa jeszcze zanim pojawią się problemy finansowe. Nie ulega wątpliwości, że jego wprowadzenie zmieniło finansowe oblicze hiszpańskiej piłki: z chaotycznego środowiska stało się ono profesjonalne, dokładnie monitorowane i przejrzyste. Mimo licznych krytyków system spełnia swoje główne zadanie i przynosi widoczne efekty. Zamiast bankrutujących klubów w LaLiga znajdziemy dziś finansowo zdrowe zespoły.
Tylko w latach 2013-2021 zadłużenie klubów wobec instytucji publicznych spadło z 650 milionów euro do 17 milionów euro. Hiszpańska najwyższa klasa rozgrywkowa była również jedyną dużą ligą, która w pandemicznym sezonie 2019/20 mimo pandemii wykazała zysk netto.
Jak FFP zmieniło LaLiga?
Oczywiście FFP ma również wady, najbardziej widoczne w ograniczonych inwestycjach w kadry. Wyraźnym problemem jest fakt, że limit znacznie mocniej wpływa na mniejsze kluby, które nie są w stanie generować tak dużych zysków. W efekcie mają znacznie mniej przestrzeni na inwestycje w pierwszy zespół.
Różnica między wielkimi klubami, umiejącymi generować ogromne zyski, a mniejszymi zespołami z roku na rok staje się coraz większa. Pokazuje to ewolucja wartości kadr, w której hiszpańska wielka trójka zdecydowanie odskoczyła reszcie ligi.
Obecnie kadra Realu Madryt jest warta 1,5 miliarda euro, Barcelony 1,3 miliarda, a Atletico Madrytu 700 milionów. Czwarty jest Villarreal, którego kadra ma "zaledwie" około 368 milionów euro wartości. We wrześniu 2023 roku różnice były jednak nieco mniejsze. Atletico Madryt było wówczas warte 520 milionów euro, czyli tylko o 114 milionów więcej niż czwarty Real Sociedad.
Nie chodzi jednak wyłącznie o to, że wielkie kluby co roku zwiększają wartość swoich kadr. Mniejsze zespoły, które nie generują tak wysokich zysków, często stoją w miejscu, a niekiedy wartość ich kadr nawet spada. Na przykład Getafe miało w 2023 roku kadrę wartą 112 milionów euro, a dziś jest to zaledwie 99 milionów. Od 2023 roku wartość kadry obniżyły również Sevilla, Osasuna oraz wspomniany wcześniej Real Sociedad. Oczywiście spadek wartości kadry nie musi wynikać wyłącznie z ustalonego limitu, ale z pewnością ma on w tej sprawie duże znaczenie.
W praktyce oznacza to, że mniejsze kluby muszą bardzo uważnie wybierać zawodników, w których inwestują pieniądze i którym przyznają miejsce w budżecie. Dla takich zespołów bardzo ważna jest również wszechstronność piłkarzy. Dzięki niej mogą mieć węższą kadrę, a jednocześnie nie ograniczać możliwości taktycznych.
Przemyślana budowa kadry
Dla przykładu, w letnim oknie transferowym 2026 roku wśród 50 najdroższych transferów znalazło się tylko sześciu zawodników, którzy trafili do Hiszpanii. Najdroższym wzmocnieniem spoza wielkiej trójki był Troy Parrott, który kosztował "zaledwie" 16 milionów euro. Pokazuje to, że hiszpańskie kluby często muszą szukać sposobów na uzupełnianie kadr w sposób jak najkorzystniejszy i efektywny, z uwzględnieniem przepisów oraz wymogów konkurencyjności.
Jedną z najlepszych i najczęściej wybieranych dróg są wychowankowie. Często błyskawicznie przebijają się do pierwszego zespołu, a ich nie obejmuje amortyzacja, więc dla budżetu obciążeniem pozostaje wyłącznie ich pensja. Przy ich sprzedaży kwota amortyzacji nie jest natomiast odejmowana, dzięki czemu klub wykazuje czysty zysk, co często bardzo pomaga w spełnieniu wymogów. Przekonał się o tym latem wychowanek Realu Betis Pablo Garcia, który w celu zwolnienia miejsca dla Daniego Ceballosa odszedł do Racingu Santander za 5,5 miliona euro.
Bardzo ważnym czynnikiem są również transfery wolnych zawodników oraz korzystne zakupy. Kluby często podpisują umowy z piłkarzami, z których zrezygnowano gdzie indziej, zawodnikami z niedocenianych lig albo tymi, którzy mają pozornie bardzo niskie klauzule odstępnego. W Hiszpanii często sprowadza się także wychowanków wielkich akademii, takich jak Real Madryt czy Barcelona. Nie przebili się oni do pierwszych zespołów, ale wciąż są bardzo wysokiej jakości zawodnikami.
Gwiazdy spoza radaru
Świetnym przykładem udanego transferu z niedocenianej ligi jest Artiom Dovbyk, który przed rozpoczęciem sezonu 2023/24 trafił do katalońskiej Girony z ukraińskiego Dnipro-1 za niespełna 8 milionów euro. Ukraiński napastnik już wtedy miał znakomite statystyki strzeleckie, które potwierdził w kolejnym sezonie. Strzelił 24 gole w lidze i dołożył osiem asyst, dzięki czemu został królem strzelców. Już następnego lata za 30,5 miliona euro przeniósł się do AS Romy, co bardzo pomogło Gironie w dalszym wzmacnianiu zespołu.
Kolejnym zawodnikiem z nieco niedocenianych rozgrywek był stoper David Affengruber, który przed sezonem 2024/25 za darmo przeniósł się ze Sturmu Graz do występującego wówczas na drugim poziomie Elche. Już w tamtym sezonie pomógł Los Franjiverdes awansować do hiszpańskiej elity. Austriak wywalczył sobie mocną pozycję w podstawowym składzie i przez cały sezon prezentował stabilną formę. Dzięki temu tego lata zapracował na transfer do londyńskiego Fulhamu, który zapłacił za niego Elche 12 milionów euro.
Udany restart
To, że zawodnik pozornie odrzucony przez jeden klub może stać się skarbem dla innego, pokazuje hiszpański pomocnik Isco. Obecnie zachwyca w barwach Realu Betis, gdzie pełni nawet funkcję kapitana. Były zawodnik Realu Madryt i Malagi przed podpisaniem umowy z Los Verdiblancos pozostawał bez klubu przez pół roku, po przedwczesnym rozstaniu z lokalnym rywalem z Sewilli.
Betis zdecydował się jednak podpisać z Isco roczny kontrakt, który praktycznie nie wiązał się z ryzykiem, ponieważ tylko w minimalnym stopniu obciążał limit budżetowy. Okazało się to znakomitym ruchem. Isco odzyskał w Betisie dawną formę, a w biało-zielonej koszulce rozpoczął już czwarty sezon, w którym miał również okazję zasmakować rywalizacji w Lidze Mistrzów.
Podobnie wygląda sytuacja Nicolasa Pepe, który w 2024 roku po rozstaniu z Trabzonsporem za darmo przeniósł się do Villarrealu. Mimo niskich oczekiwań wynikających z nieprzekonujących występów iworyjski skrzydłowy już trzeci sezon regularnie występuje w podstawowym składzie Żółtej Łodzi Podwodnej. W poprzednim sezonie ligowym miał nawet udział przy 16 golach.
Wychowankowie dla reszty ligi
Jak już wspomniano, wiele klubów polega także na piłkarzach wyszkolonych w superakademiach, na czele z La Masią i La Fabricą. Jednym z takich zawodników jest Takefusa Kubo, który przeszedł przez obie akademie, lecz w żadnym z klubów nie zdołał się przebić. Zamiast tego wędrował na wypożyczenia, co skończyło się dopiero w 2022 roku, gdy Real Sociedad kupił go za 6,5 miliona euro. W tym klubie utalentowany Japończyk w pełni rozwinął swój potencjał, stał się jednym z kluczowych filarów zespołu w ostatnich sezonach, a w poprzednim sezonie wygrał z baskijskim klubem Copa del Rey.
Innym wychowankiem Realu Madryt jest obrońca Fran Garcia, który tego lata trafił do Realu Betis za zaledwie cztery miliony euro. Kwota była niska również dlatego, że Real zachował prawo do 50% zysku z kolejnego transferu. Mimo to Betis za stosunkowo niewielką sumę pozyskał obrońcę, który rozegrał ponad 100 meczów w barwach Królewskich, ma doświadczenie w Lidze Mistrzów, a także jest członkiem reprezentacji Hiszpanii.
Jednym z głównych powodów, dla których Deportivo Alaves po ośmiu kolejkach zajmuje siódme miejsce w lidze, jest kapitan Antonio Blanco, również wychowanek Realu Madryt. Hiszpański pomocnik na stałe przeniósł się do baskijskiej Vitorii-Gasteiz latem 2023 roku za cztery miliony euro i od tamtej pory jest pewnym punktem drugiej linii.
Aktywowanie klauzuli
Od czasu do czasu na rynku pojawia się okazja w postaci korzystnej klauzuli odstępnego. Dokładnie tak było w przypadku Ayoze Pereza latem 2024 roku. Wcześniej strzelił dla Betisu dziewięć goli w sezonie ligowym, a nawet wystąpił na mistrzostwach Europy. Villarreal odkrył jednak, że w jego kontrakcie znajduje się klauzula odstępnego wynosząca zaledwie 4 miliony euro, i szybko ją aktywował. Bardzo się to opłaciło. Perez w kolejnym sezonie eksplodował pod względem skuteczności i zdobył w lidze 19 bramek, znacząco pomagając Żółtej Łodzi Podwodnej zająć ostatecznie piąte miejsce i awansować do Ligi Mistrzów.
Zakupy piętro niżej
Kluby hiszpańskiej najwyższej klasy rozgrywkowej mogą również szukać zawodników w niższych ligach, gdzie często znajdują się utalentowani piłkarze kosztujący ułamek ceny. Jednym z nich był Andrei Ratiu, który w 2023 roku za 500 tysięcy euro przeniósł się z Hueski do Rayo Vallecano. W klubie z Vallecas rumuński piłkarz wyrósł na jednego z najlepszych prawych obrońców w lidze. Obecnie jego wartość wynosi 24 miliony euro i nie bez powodu jest łączony z transferem do angielskiej Premier League.
Z drugiej ligi hiszpańskiej do Deportivo Alaves trafił również argentyński napastnik Lucas Boye, który przeniósł się na północ Hiszpanii z Granady za 5,8 miliona euro. Wychowanek River Plate również w Kraju Basków pokazuje instynkt strzelecki. W obecnym sezonie niesie Alaves na swoich barkach. W siedmiu dotychczasowych meczach zdobył pięć bramek i udowadnia, że zachował formę z poprzednich rozgrywek, w których strzelił aż 11 goli.
Obiecujące transfery lata
Latem 2026 roku również doszło do kilku korzystnych transferów, które mogą okazać się naprawdę świetnymi zakupami. Pierwszym z nich jest włoski pomocnik Lorenzo Amatucci, który tego lata przeniósł się z włoskiej Fiorentiny do Deportivo A Coruna za 2,5 miliona euro. 22-letni pomocnik, który poprzedni sezon spędził już w Hiszpanii, konkretnie w Las Palmas, swoją wagę dla galicyjskiego zespołu udowodnił w pierwszych sześciu meczach ligowych. Nie opuścił w nich ani minuty.
Świetnym wzmocnieniem wydaje się również Juan Iglesias, który latem za darmo zamienił Getafe na Sevillę. Hiszpański obrońca zastąpił na prawej stronie defensywy Juanlu Sancheza, który odszedł do angielskiego Bournemouth. W nowym klubie rozpoczął karierę znakomicie i również dotąd nie opuścił na boisku ani minuty.
Perspektywy na sukces ma również turecki napastnik Enes Unal, który po niezbyt udanym pobycie w Bournemouth za darmo wrócił do Getafe. To właśnie w tym klubie rozgrywał swoje najlepsze pod względem liczby goli sezony. W przypadku Unal kluczowe będzie jednak to, czy zdoła uniknąć problemów zdrowotnych, które towarzyszyły mu podczas gry na Wyspach Brytyjskich.
Niezależnie od tego, czy chodzi o odbudowywanie dawnych gwiazd, zakupy w niedocenianych ligach czy wykorzystywanie talentów z ławek wielkich klubów, wszystkie te drogi łączy konieczność dostosowania się do ram FFP. System jest często krytykowany za to, że krępuje mniejsze kluby i jeszcze bardziej pogłębia różnicę między wielką trójką a resztą ligi. Nie ulega jednak wątpliwości, że z punktu widzenia zdrowego zarządzania finansami jest po prostu skuteczny.
Otrzymuj wszystkie wiadomości o ulubionych drużynach i piłkarzach
Transfery, newsy, wywiady: Włącz powiadomienia dla artykułów o Twoich ulubionych zawodnikach i drużynach.

