Kapitalny Betis rozbija Panathinaikos w rewanżu i melduje się w ćwierćfinale Ligi Europy

Sofyan Amrabat z Realu Betis świętuje gola z kolegami z drużyny
Sofyan Amrabat z Realu Betis świętuje gola z kolegami z drużynyReuters / Marcelo Del Pozo

Real Betis po raz pierwszy od sześciu domowych spotkań 1/8 finału europejskich pucharów odniósł zwycięstwo, pewnie pokonując Panathinaikos 4:0 w rewanżowym meczu Ligi Europy UEFA na Estadio de La Cartuja. Gol i asysta Aitora Ruibala przyczyniły się do wygranej 4:1 w dwumeczu, która ostatecznie pogrzebała nadzieje gości na pierwszy od 2003 roku awans do ćwierćfinału europejskich rozgrywek.

Po skromnej wygranej 1:0 siedem dni temu Panathinaikos przystępował do rewanżu w uprzywilejowanej pozycji. Jednak już po siedmiu minutach sytuacja się zmieniła, gdy po strzale z dystansu Cucho Hernandeza piłka odbiła się od poprzeczki i trafiła pod nogi występującego w ataku Ruibala, który spokojnie opanował futbolówkę i mocnym strzałem wyrównał stan rywalizacji.

Panathinaikos nie potrafił wejść w mecz, a Verdiblancos powinni byli podwyższyć prowadzenie już trzy minuty później. Tylko idealnie wymierzony wślizg Sverrira Ingi Ingasona powstrzymał Pablo Fornalsa przed zdobyciem gola z bliskiej odległości po tym, jak znalazł się w polu karnym.

Andrews Tetteh był jedynym jasnym punktem w drużynie gości, ale zmarnował dobrą okazję, uderzając prosto w Pau Lopeza tuż po upływie 30 minut. Zostało to zresztą surowo ukarane tuż przed przerwą, gdy Sofyan Amrabat dał Betisowi prowadzenie w dwumeczu.

Myśląc, że jest na spalonym podczas wymiany podań z Ricardo Rodriguezem, Marokańczyk z irytacją – i niechcący – posłał piłkę wysoko do swojego rodaka Abde Ezzalzouliego. Ten próbował odegrać do Rodrigueza, ale nieudana interwencja Renato Sanchesa sprawiła, że piłka wróciła pod nogi Amrabata, który pięknym technicznym strzałem w okienko nie dał szans Albanowi Lafontowi.

Betis po raz drugi w sześciu ostatnich oficjalnych meczach zdobył więcej niż jedną bramkę, więc po przerwie oczekiwano, że rozgromi Panathinaikos. I już osiem minut po wznowieniu gry gospodarze byli pewni awansu, gdy Cucho Hernandez idealnie wbiegł w pole karne do precyzyjnie zagranej górą piłki od Marca Bartry i spokojnie pokonał bezradnego Lafonta.

To niemal natychmiast skłoniło ławkę Panathinaikosu do podwójnej zmiany, ale nie wpłynęło to na przebieg spotkania, które coraz bardziej zamieniało się w pogrom.

W rzeczywistości Betis to zyskał na sile po własnej podwójnej roszadzie i zdobył czwartego gola, pokazując różnicę klas – Cucho podał do Ezzalzouliego, który popędził lewą stroną i ruszył w kierunku bramki. Zamiast jednak próbować szczęścia z ostrego kąta, wykazał się altruizmem i wyłożył piłkę Antony’emu, który dopełnił formalności i zwieńczył efektowną akcję zespołu.

Tylko szybka interwencja Lafonta uchroniła Marca Rocę przed zdobyciem piątej bramki na kwadrans przed końcem. Podobna postawa bramkarza sprawiła, że Antony nie skompletował dubletu, gdy były zawodnik Manchester United znalazł się sam na sam.

Chociaż Betis nie szczędził wysiłków, by wygrać różnicą pięciu goli – co byłoby pierwszym takim zwycięstwem w głównej fazie europejskich rozgrywek od 1998 roku – ostatecznie poprzestał na czterech trafieniach, mając już w głowie zbliżający się ćwierćfinał z innym pogromcą strat z dwumeczu, Bragą.

9 i 16 kwietnia to daty, które Verdiblancos już zaznaczyli w kalendarzu na starcie z czwartą siłą Portugalii, po heroicznym występie, który zakończył dziewięciomeczową serię Panathinaikosu bez porażki.

Statystyki meczu Betis - Panathinaikos
Statystyki meczu Betis - PanathinaikosOpta by Stats Perform
Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen