Po bardzo dotkliwej porażce w Lidze Mistrzyń kilka dni temu, Real Madryt do ligowego Clasico przystępował z postanowieniem poprawy. A Barca? Z wymienioną całą formacją ataku – a więc bez Ewy Pajor – przed rewanżem w europejskich rozgrywkach na wielkim Camp Nou.
Sprawdź szczegóły meczu Real femenino – Barcelona Femeni
Zanim zdążyliśmy przekonać się o atutach nowego ataku Barcy, zawodniczki Realu rozbudziły nadzieje gospodarzy. Dobry pressing na połowie przyjezdnych pozwolił zbliżyć się do bramki Caty Coll, a Linda Caicedo wydawała się bliska oddania strzału przy co najmniej dwóch okazjach. Tak – tylko bliska strzału, bowiem defensywa Barcelony natychmiast wracała na miejsce i rozmontowywała ataki.
Mistrzynie Hiszpanii nie pokazywały wiele przez kwadrans, a jednak stosunkowo łatwo postawiły na swoim. W 18. minucie rozprowadzany przed polem karnym atak Barcy skończył się potężnym strzałem Ony Batlle z 20 metrów, który po rykoszecie wsunął się wysokim łukiem w okno bramki Realu.
Prowadzenie mogło być podwojone już dwie minuty później. Alexia Putellas uderzała wtedy w otwarte światło bramki po zamieszaniu w polu karnym i tylko heroiczna interwencja Rocio Galvez Luny wybiła piłkę z linii bramkowej. Przed upływem półgodziny z dystansu tuż obok słupka strzelała także Patricia Guijarro i mecz trwał na warunkach Barcy.
Pewne ożywienie wniosła akcja z 37. minuty, w któej Athenea del Castillo oddała pierwszy – choć boleśnie niecelny – strzał Realu w tym meczu. Do przerwy udało się jeszcze wypracować drugi, lecz i on nie zagrażał faworytkom. A jeśli stołeczna drużyna liczyła na odmianę losu w drugiej połowie, Barca szybko postawiła sprawę jasno: Caroline Graham miała masę miejsca i z prawej flanki weszła wzdłuż linii końcowej, by wyłożyć piłkę Alexii Putellas pod świetny strzał do otwartej bramki.
Jakby nieszczęść Realu było mało, po 10 minutach drugiej odsłony było już 3:0. Tym razem Batlle dogrywała do środka, a rykoszet od Maelle Lakrar zaskoczył bramkarkę Realu i Misa wraz z piłką wylądowała w bramce. Zdeprymowane strata gospodynie miały problem z ponownym szukaniem choćby jednej groźnej kontry.
W ostatnie 20 munut Barcelona weszła ze świeżymi siłami za sprawą m.in. Ewy Pajor, choć to Esmee Brugts pierwsza była blisko czwartego gola, zatrzymana przez Misę. Odbijała też kąśliwy strzał Vicky Lopez, a w 89. minucie Lopez była o włos od asysty... gdyby tylko Claudia Pina ustrzeliła więcej niż boczną siatkę. Mistrzynie naciskały do końca doliczonego czasu, ale musiało je zadowolić 3:0.
