Niedzielny mecz Alhamy z Barceloną nie mógł mieć innego faworyta, skoro liderki przyjechały do jednej z ostatnich drużyn z jednocyfrową liczbą punktów. Mało kto jednak spodziewał się aż takiej dysproporcji w grze: gospodynie przez ponad pół godziny miały też tylko jednocyfrowe posiadanie piłki, zaliczając tylko pojedyncze celne podania.
Sprawdź szczegóły meczu Alhama - Barcelona
Widok zawodniczek Barcy na połowie Alhamy był więc stałym elementem, ale ustawiona bardzo nisko defensywa gospodyń skutecznie zatrzymywała rywalki. Swoje robiła także Soledad Belotto w bramce. Paragwajka tylko w pierwszym kwadransie zgasiła dwie groźne okazje.
Zwłaszcza Kika Nazareth była blisko, ale zamiast gola doczekała się asysty. W 22. minucie to ona wykonała rzut rożny, posyłając piłkę na dalszy słupek, wprost na nogę Claudii Piny, która wpakowała ją mocno pod poprzeczkę.
Mimo bardzo licznej widowni gospodynie grały wyjątkowo biernie, nie ruszając do pressingu do końca pierwszej połowy. Wyglądały na zadowolone z przetrwania 45 minut z tylko jedną straconą bramką. Może była w tym taktyka? Już w pierwszym kwadransie drugiej części Alhama wyglądała zupełnie inaczej, ruszając wyżej w grze bez piłki i stawiając opór faworytkom znacznie bardziej odważnie.
Niestety dla nich, szczytem osiągnięć w ofensywie okazało się wywalczenie rzutu rożnego, bez konsekwencji dla Barcelony. Za to kolejny korner zawodniczek Blaugrany w 72. minucie pozwolił zamknąć mecz. Po nisko bitym kornerze piłkę odbiły Schertenleib i Vicky Lopez, a przed bramką nogę dołożyła Caroline Graham Hansen.
Ustawiona na środku ataku Martine Fenger nie doczekała się zmiany z Ewą Pajor, a trochę szkoda – Norweżka była nieskuteczna, czego przykładem była zwłaszcza zmarnowana sytuacja z 84. minuty, gdy nie pokonała Belotto z paru metrów.
Dla Barcelony to ósma wygrana z rzędu w Lidze F, zaś dla Alhamy – ósmy kolejny mecz przegrany, wliczając Copa de la Reina.

