Jak sobie radzisz? Czy wyjazd z Ukrainy do Polski jest nadal tak skomplikowany jak zawsze?
Przyjechaliśmy do Polski wczoraj wieczorem. Dzisiaj odpoczywaliśmy, a jutro (środa) wracamy do treningów. Podróż jest nadal tak samo skomplikowana, ponieważ musimy wszystko załatwić autobusem, a na granicy musimy czekać trochę dłużej, więc jest to trochę bardziej skomplikowane.
W drodze powrotnej Arda Turan powiedział, że na przejściu granicznym trzeba czekać 5-6 godzin.
Wczoraj czekaliśmy 3 lub 4 godziny na granicy, aby dostać się do Polski. To było skomplikowane. Ale my, starzy wyjadacze, jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Gramy w gry w autobusie, oglądamy filmy i seriale, aby zabić czas. Ale pozostajemy pozytywnie nastawieni, ponieważ mamy jeden cel w głowie, a jest nim wygrywanie meczów. Reszta to rzeczy poza futbolem, którymi się zajmujemy.
Czy wasi przeciwnicy zdają sobie sprawę, że gra w tych europejskich pucharach jest dla was bardziej skomplikowana?
Nie sądzę, by zdawali sobie sprawę z tego, jakie to trudne. Ale mówię sobie, że nasi przeciwnicy w Ukrainie wiedzą. Wiedzą, bo tam są, wiedzą, jak trudno jest podróżować. A szczególnie dla nas, którzy gramy w Europie, jest to jeszcze bardziej skomplikowane. W Lidze Konferencji wada jest bardziej po stronie stadionu, ponieważ nie gramy u siebie. Kibice zawsze są w gorszej sytuacji, ale tak to już jest.
Grasz z polską drużyną w Polsce...
To prawda, że gra z polską drużyną w Polsce, w innym mieście... To coś wyjątkowego. Zobaczymy, jak sobie poradzą, zobaczymy, jakie niespodzianki szykują dla nas mieszkańcy Krakowa. Poczekamy i zobaczymy, bo słyszałem też, że kibice w Krakowie i Poznaniu się nie dogadują. Więc może rywalizacja oznacza, że będą za Szachtarem. To jak Marsylia grająca w Paryżu.
W pierwszym meczu wygraliście 3:1. A jednak, jeśli spojrzeć na prognozy, mówiły one, że Lech Poznań wygra. Jak udało wam się pokonać przeciwników?
Nie wiem, kto robił prognozy, ale myślę, że jeśli weźmie się wszystko pod uwagę, to powinien to być Szachtar, ponieważ zajęliśmy miejsce w pierwszej ósemce i mamy większe doświadczenie w Europie. Mimo że to świetna drużyna, zeszłoroczni mistrzowie Polski i mamy do nich dużo szacunku. Podeszliśmy do meczu tak, jak powiedział nam trener, przygotowaliśmy się, spojrzeliśmy na naszych przeciwników, a następnie skupiliśmy się na ich słabych punktach.
Czego spodziewasz się w rewanżu?
Presji, dużej presji, ponieważ przyjadą z wielkim pragnieniem. Musimy być w stanie sobie z tym poradzić, a także nadal grać nasz futbol, starać się wygrać, ponieważ w dzisiejszym futbolu utrzymanie wyniku jest dość trudne. Musimy więc spróbować wygrać.
"Arda Turan to szalony trener, ale kocham go"
Jesteście ostatnim ukraińskim klubem, który wciąż walczy w Europie. Czy to dodatkowa odpowiedzialność?
Tak. Prawie co roku Szachtar jest ostatnim ukraińskim klubem w Europie i przywozimy wiele punktów UEFA do Ukrainy. To zawsze ten sam cel: przywieźć punkty, aby indeks wzrósł, a mistrz mógł zakwalifikować się bezpośrednio do Ligi Mistrzów.
Jak będzie wyglądał Szachtar w 2026 roku? Ponieważ jesteś tu już od pięciu sezonów, a drużyna bardzo się zmieniła.
To bardzo mieszana drużyna, ponieważ jest w niej sporo młodych zawodników, powiedziałbym nawet, że bardzo młodych, a także kilku doświadczonych graczy, którzy są tu od bardzo dawna. To dobra mieszanka. Grupa dobrze żyje ze wszystkimi pracownikami. To także nowy personel, więc poznajemy się nawzajem i uczymy się nowego życia razem.
Jesteś jednym z niewielu, którzy mówią po francusku? Jak dopasowujesz się do reszty grupy?
Zazwyczaj jest nas trzech. Jest jeden, który grał dla OGC Nice (Marlon Santos), którego językiem jest brazylijski, ale mówi trochę po francusku, a ze mną jest Tunezyjczyk (Alaa Ghram). Ale zazwyczaj staramy się rozmawiać po angielsku. Wszyscy, Ukraińcy, Brazylijczycy, staramy się mówić po angielsku, bo dla nich angielski też jest trudny. Staram się zachęcać wszystkich do mówienia po angielsku. Trener mówi po angielsku, ale są tłumacze angielskiego i portugalskiego. Na treningach wiele osób mówi, ponieważ są tłumacze i trener.

Jak to jest grać pod wodzą Ardy Turana? Jaki jest trener Arda Turan?
Myślę, że był wspaniałym zawodnikiem. Jest trochę szalonym trenerem, ale uwielbiam go. Uwielbiam go, ponieważ ma tę energię, która popycha drużynę, ma też tę komunikację, która wszystko ożywia. To świetny trener, który wykonuje swoją pracę.
O co przede wszystkim cię prosi?
Myślę, że jest fanem bezpośredniej gry. To jest dzisiejszy futbol, którego chce. Ponieważ grał w inny rodzaj piłki nożnej, grał w czasach tiki-taki z Pepem Guardiolą, z Luisem Enrique... Więc stara się dostosować swoją przeszłość do dzisiejszych czasów, aby wydobyć piłkę nożną, która jest nieco bardziej bezpośrednia, nieco bardziej spójna z dzisiejszym futbolem. Myślę, że jest mieszanką Diego Simeone i Luisa Enrique.
Czy to ci odpowiada?
Tak, to mi odpowiada. Nie mam nic przeciwko, dopóki idea jest jasna, dopóki gramy w piłkę i mamy posiadanie piłki, to wszystko, co się liczy.
Czy trener chciał zagrać rewanż 1/8 w Turcji, aby uniknąć konieczności gry w Polsce? Czy rozmawiał z wami o tym?
Wiedzieliśmy o tej prośbie, ale nie było żadnych dalszych działań. Mieliśmy nadzieję, że zagramy w Turcji, aby fani Ardy Turana i Galatasaray mogli nas wspierać. To by nam pomogło, a także poruszyłoby poznańskich piłkarzy... Ale UEFA tego nie chciała, ponieważ rozegraliśmy tutaj całą fazę grupową, więc będziemy kontynuować tutaj.
"Reprezentujemy walkę Ukrainy"
Od początku wojny na Ukrainie co sezon gracie na innym stadionie, a nawet w innym kraju, bo w zeszłym sezonie byliście w Niemczech. Jak to jest rozgrywać mecze u siebie, nigdy tak naprawdę nie będąc w domu?
To skomplikowane, ale trzeba się dostosować. Szachtar nie grał u siebie od prawie 12 lat, nie tylko od rosyjskiej inwazji w 2022 roku. Szachtar gra poza Donieckiem od 2014 roku i wojny w Donbasie. Więc nawet w lidze każdy mecz gramy na wyjeździe, ponieważ nie gramy w naszym rodzinnym mieście. Gramy albo we Lwowie, albo w Kijowie, który nie jest naszym miastem. Za każdym razem jesteśmy w gorszej sytuacji z kibicami, ale przyzwyczailiśmy się do tego i staramy się to nadrobić naszym talentem.
W Hamburgu było sporo kibiców Szachtara. Czy tak samo jest w Polsce?
Tak, mamy wystarczająco dużo kibiców w całej Polsce. Nawet na ostatnim meczu w Poznaniu było wielu kibiców, ponieważ w czasie wojny wiele osób schroniło się w Polsce, Niemczech czy Holandii. Więc kiedy Szachtar gra, wszyscy gromadzą się wokół ukraińskiej flagi, aby nas wspierać. Pod koniec meczu staramy się podpisywać autografy. Niektórzy z nich przychodzą też do hotelu, więc staramy się robić zdjęcia i rozmawiać.
Więc pełnisz również rolę społeczną, będąc Szachtarem w Europie?
Dokładnie. Naszą rolą jest reprezentowanie Ukrainy, siły Ukrainy, walki, którą Ukraina prowadzi, i wysyłanie wiadomości, aby powiedzieć, że pomimo wojny, czy to sportowej, czy gospodarczej, Ukraina poradzi sobie i będzie nadal walczyć.
A jeśli sam nie jesteś Ukraińcem, czy to przesłanie Cię porusza?
Tak, porusza. To przesłanie, które trzeba nieść ze sobą przez całe życie, ponieważ odporność to coś, co trzeba nieść ze sobą przez całe życie, coś, czego trzeba uczyć swoje dzieci, ponieważ życie nie jest łatwe. Musisz być odporny, aby dalej walczyć.
"Nie mamy czasu widywać się z rodziną, to dość skomplikowane"
Na początku wojny dużo mieszkaliście w hotelach, praktycznie cały czas razem, bez wiele czasu dla rodziny. Czy dziś nadal tak jest?
Tak, do tej pory cały czas jesteśmy w hotelach. Nie mamy czasu widywać się z rodziną, to dość skomplikowane. Zwłaszcza jeśli ma się rodzinę poza Ukrainą. Ale tak jest od początku wojny. Moja rodzina mieszka w Paryżu. Za każdym razem, gdy mamy wolne dni lub przerwy międzynarodowe, staram się ich odwiedzić.
Czy nie jest zbyt ciężko żyć tak daleko od swoich bliskich?
To bardzo trudne, zwłaszcza po narodzinach mojego dziecka. Patrzenie, jak dorasta z dala ode mnie, jest skomplikowane, ale to część bycia piłkarzem. Nawet gdybym był tam z nim, spędzałbym mniej czasu z tym terminarzem, meczami, wyjazdami... Możesz mieć tylko jeden pełny dzień w tygodniu w domu.
Patrząc na twoje historie, można odnieść wrażenie, że klub stara się pozwolić ci wrócić do domu na 3-4 dni, kiedy masz wolne.
Tak, robią to. Starają się dostosować, bo to rozumieją. Oni również przechodzą przez tę samą sytuację. Trener Arda i cały sztab przyjechali tutaj bez swoich rodzin, które zostały w Turcji. Więc jeśli mamy 2-3 dni wolnego, wszyscy starają się wrócić do swoich rodzin, aby odpocząć i wrócić, aby nabrać energii, ponieważ nie jest to łatwe.
A nie myślisz o przeprowadzce rodziny do Ukrainy?
Z moim dzieckiem to skomplikowane. Dużo podróżujemy, więc często znajdujemy się poza Ukrainą, gdyby oni tam byli, musieliby być sami. Lepiej dla nich, żeby były bezpieczne, miały spokój i wiedziały, że jak tylko masz wolny dzień, możesz do nich dołączyć.
Czy nadal jesteś w stanie nadążyć za swoim dorastającym dzieckiem?
Udaje mi się nadążyć. Moja żona bardzo mi pomaga. Jak tylko mam kilka dni wolnego, na Boże Narodzenie czy cokolwiek innego, staram się tam być i jak najlepiej to wykorzystać. Staramy się sobie radzić i idzie nam dobrze.
"Celem jest co najmniej półfinał Ligi Konferencji"
Nie grałeś przeciwko Lechowi w pierwszym meczu, ale mogłeś zobaczyć swoich najbliższych, czy to rekompensuje brak gry?
Zgadza się, to jest pozytywna strona. Trener przygotował mecz i poszło dobrze, więc nie ma problemu czy zagram czy nie. W następnym meczu zagrałem 80 minut. W czwartek będzie to zależało od konfiguracji. Mamy napastników o innych profilach. Jeśli trener będzie mnie potrzebował, to mnie wprowadzi. Oczywiście, każdy zawodnik chce grać, ale ważne jest, aby drużyna wygrywała. Jeśli trener uzna, że nie potrzebuję mnie na ten mecz, to nie ma problemu.
Byłeś kontuzjowany tej zimy przed Pucharem Narodów Afryki. Wróciłeś pod koniec lutego i strzeliłeś hat-tricka w 26 minut! Czujesz się w pełni sił?
Tak. Po kontuzji moim celem była gra w Pucharze Narodów Afryki. Nie byłem w 100% sprawny, ale pojechałem do CAN, aby rozegrać kilka meczów. Kontynuowałem przygotowania podczas przerwy zimowej i czułem się dobrze. Byłem na 100%. Siedziałem na ławce i trener zdał sobie sprawę, że mnie potrzebuje, więc wprowadził mnie i poszło dobrze. Gram jeden mecz za drugim i jestem w dobrej formie. To dobrze.
Jak to jest strzelić hat-tricka, gdy nie grało się od dłuższego czasu?
To zawsze jest dobre dla napastnika. Dodaje pewności siebie i energii. Pokazuje też, że zawsze jestem do dyspozycji kolegów z drużyny i że zawsze jestem gotowy do walki. Jestem w dobrej formie i wszystko jest otwarte na drugą połowę sezonu. Celem jest pomóc klubowi wygrać ligę i dotrzeć przynajmniej do półfinału Ligi Konferencji.
Co sądzisz o konkurencji ze strony Brazylijczyków? Wielu z nich przybyło na pozycję środkowego napastnika.
Nie postrzegam tego jako rywalizacji, ale bardziej jako okazję do nauki. Ci młodzi ludzie przybyli z Brazylii i musimy pomóc im się przystosować i odkryć europejski futbol. Nie postrzegam tego jako rywalizacji, ale jako szansę dla tych młodszych braci, aby kontynuować pisanie mojej historii z tym klubem. Najważniejszą rzeczą jest wygrywanie trofeów, co prawie zawsze robiliśmy, odkąd tu jestem, czy to z Brazylijczykami, czy nie.
"W końcu masz do czynienia z wojną, a nie przyzwyczajasz się do niej"
Powrót Brazylijczyków pokazuje, że Szachtar znów staje się Szachtarem, podczas gdy oni wszyscy odeszli na początku wojny.
Klub znów staje się atrakcyjny po nieco bardziej skomplikowanym okresie. Niektórzy z nich zostali, w tym ja, więc byłem w kontakcie z Brazylijczykami, którzy odeszli. Próbowałem przekonać ich do powrotu, mówiąc im, że wszystko idzie dobrze, a oni zaufali temu, co im powiedziałem. Wrócili, a to zachęciło nowych młodzików do podpisania kontraktu, widząc tutaj swoich rodaków.
Co im powiedziałeś, by przekonać ich do gry w kraju wojny?
Byliśmy tu razem przed wojną, a oni wyjechali, gdy wojna się zaczęła. Powiedziałem im prawdę, starałem się wyjaśnić, jak się sprawy mają, ale jesteśmy we Lwowie, blisko Polski, więc nie ma zbyt wielu problemów. To głównie podróżowanie jest skomplikowane. Zdecydowali się wrócić. Inni nie wrócili, ale jak tylko niektórzy z nich wrócili, młodsi ludzie tutaj przybyli.
Jak wygląda sytuacja na co dzień? Ostatnio często zdarzają się przerwy w dostawie prądu.
To skomplikowane. Zwłaszcza w dni meczowe, kiedy włączają się syreny. Trzeba przerwać mecz i poczekać, aż syreny ucichną, zanim będzie można go wznowić. Jeśli chodzi o elektryczność, jest to trudniejsze dla ludzi, ale dla nas w hotelu nie jest tak źle.
Udaje ci się do tego przyzwyczaić?
W końcu można się do tego przyzwyczaić, a nie przywyknąć. W tej chwili nigdzie na świecie nie jest łatwo, czy to na Ukrainie, czy w Afryce. Musimy dostosować się do każdej sytuacji.
Czy nadal się boisz?
Nie, nie boję się. Wszystko idzie dobrze. Po pierwszym roku wojny już się nie bałem. Między wiadomościami a rzeczywistością jest trochę inaczej. Sieci społecznościowe bardzo wzmacniają sytuację i jest to straszniejsze niż wtedy, gdy jesteś w samym centrum wydarzeń. Walki toczą się na wschodzie, a my jesteśmy na zachodzie.
Czy jesteś w stanie uspokoić swoich bliskich?
Na początku było ciężko. Gdy tylko widzieli jakieś wiadomości, nawet daleko od Kijowa czy Lwowa, mówili mi, żebym wyjechał z kraju. Próbowałem ich przekonać. Teraz wiedzą, że jeśli naprawdę nie będzie dobrze, to im powiem.
W ciągu ostatnich kilku sezonów byłeś dość często kontuzjowany. Jak radziłeś sobie z tym psychicznie?
Było ciężko. Wynika to z nagromadzenia podróży, meczów i braku odpoczynku, więc musimy być bardzo ostrożni. To właśnie spowodowało tak wiele kontuzji. I jak każdy dobry kontuzjowany zawodnik, zawsze musisz wrócić, walczyć, ciężko pracować i mieć wiarę. Mam nadzieję, że moje kontuzje są już za mną.
"Ukraina stała się moim drugim domem".
W 2022 roku powiedziałeś, że zostałeś w Szachtarze z wdzięczności za pomoc przy kontuzji. Dlaczego nadal tu jesteś trzy lata później?
To była początkowa decyzja. Potem miałem kontrakt do wypełnienia. Zdobyliśmy tytuły. Miałem możliwość odejścia, ale nie mogliśmy dojść do porozumienia, więc zostałem, aby dokończyć kontrakt. Wciąż cieszę się, że tu jestem.
Jesteś tu już od pięciu lat, a to bardzo długo. Czy czujesz się przywiązany do tego kraju?
Stał się moim drugim domem. Doświadczyłem tu wszystkiego. Uczę się tutaj każdego dnia. Przyzwyczajam się do kultury, mogę jeść ukraińskie jedzenie. Jestem tu bardzo szczęśliwy. Kiedy mamy wolne dni, uwielbiam spacerować ulicami Kijowa, jest po prostu wspaniały.
Widzieliśmy, jak śpiewasz hymn narodowy na wideo w sieciach społecznościowych.
Słyszę go już od pięciu lat. Słuchając go na początku każdego meczu, pokochałem go. Zacząłem szukać znaczenia zwrotów i przywiązałem się do niego. To sposób na uszanowanie i uhonorowanie kraju, który cię powitał i udostępnił ci wszystko.
Mówisz po ukraińsku?
Nie mówię płynnie, ale znam kilka słów, zwłaszcza związanych z piłką nożną. Alfabet jest zupełnie inny, więc to skomplikowane.
Kiedy wychodzisz na boisko z flagą na ramionach, czujesz się prawie Ukraińcem?
Tak, czuję się Ukraińcem, tak jak moi koledzy z drużyny, z którymi przeżyłem tu wszystko, nawet przed wojną. Staram się ich wspierać najlepiej jak potrafię w tym trudnym okresie.
Jesteś jednym z liderów, jednym z najstarszych teraz, gdy grupa bardzo się zmieniła. Jaka jest twoja rola w grupie?
Jestem jednym z trzech lub czterech weteranów. Trener prosi nas, abyśmy wspierali innych, dając przykład. Przede wszystkim muszę osiągać dobre wyniki, a następnie mam obowiązek pomagać młodszym zawodnikom lub tym, którzy mają trudności.
Jest wielu młodych zawodników z ośrodka treningowego, czy udaje ci się ich zintegrować?
Tak, staramy się dodać im pewności siebie i pomóc wyjść na boisko. Moim obowiązkiem jest pomóc i zintegrować wszystkich. W pierwszej drużynie jest duża presja i kiedy przychodzisz na trening, możesz poczuć, że ta presja uniemożliwia ci wyrażenie siebie. Staram się ich rozluźnić, trochę pożartować, żeby się nie bali i pokazali, na co ich stać.
A zagraniczni gracze pytają cię o radę na wojnie?
Dokładnie tak. Pytają, czy dane miasto jest niebezpieczne, ile godzin musimy podróżować, jak podróżujemy... Staram się ich uspokoić i podać dokładny program.
"Każdego dnia świętujemy urodziny członka personelu lub zawodnika"
Czy w grupie jest więcej solidarności niż gdzie indziej ze względu na kontekst?
Tak, jest o wiele więcej solidarności, lepiej się rozumiemy, pomagamy sobie nawzajem, ponieważ jesteśmy razem prawie cały czas. Robimy razem wiele rzeczy z dala od naszych rodzin. Poza piłką nożną stajemy się prawdziwymi przyjaciółmi. Świętujemy wszystko razem: narodziny, urodziny... Prawie każdego dnia obchodzimy urodziny członka personelu lub zawodnika. W każdej chwili budzisz się i okazuje się, że w grupie są urodziny tej czy innej osoby, ponieważ podróżuje nas tak wielu, że zapełniamy 2-3 autobusy.
Pod koniec sezonu kończy ci się kontrakt, jak widzisz swoją przyszłość?
To będzie zależało. Nie myślę o tym za dużo, myślę przede wszystkim o występach. Przekonamy się pod koniec maja. Nie rozmawiam jeszcze o przedłużeniu kontraktu. Muszę najpierw przedyskutować to z rodziną. Łatwiej byłoby mi wrócić do kraju, w którym nie ma wojny: powrót do Holandii, Belgii lub Francji byłby najłatwiejszy. Ale ciężko byłoby opuścić tę grupę, która jest jak rodzina. Staram się nie myśleć o tym za dużo, bo nie potrafię sobie nawet wyobrazić dnia, w którym to się stanie...
Ostatnie pytanie: za dziesięć dni Ukraina zagra w play-offach ze Szwecją. Jak wyobrażasz sobie ten mecz?
To będzie skomplikowane, zwłaszcza, że stracili naszego środkowego obrońcę Mykolę Matviyenko, ae naprawdę mam nadzieję, że się zakwalifikują, to byłoby bardzo dobre dla kraju, aby być na mistrzostwach świata. Jeśli przejdą dalej, będą musieli zagrać z Polską lub Albanią. Mam nadzieję, że pojadą do Stanów Zjednoczonych, dlaczego nie pojechać i nie wspierać ich tam.
