Trzecia siła Malty nie brzmi jak zagrożenie dla grającego w Europie z powodzeniem Rakowa, jednak pierwszy oficjalny mecz sezonu oznacza znaki zapytania. Zwłaszcza dla gospodarzy, którzy właśnie tracą najlepszego napastnika i w ataku postawili na debiutanta Mahira Emrelego.
Sprawdź szczegóły meczu Raków – Valletta
Pierwsza połowa do zapomnienia, jak najszybciej
Już po minucie Michael Ameyaw doszedł do strzału z dystansu – obronionego – i wydawało się, że czeka nas jednostronny pojedynek. Rywale nabrali jednak wigoru i przed upływem 10 minut zaczęli szukać swojej okazji. Początkowo niezdarnie, a pierwszy strzał z połowy boiska w 16. minucie mógł jeszcze bawić.
Za to proste straty Rakowa na pewno nie były powodem do śmiechu i dwie minuty po pierwszym uderzeniu Andrea Zammit doszedł już do mocnego strzału po rzucie rożnym, zmuszając Trelowskiego do szybkiej parady. Pięć minut później ratunku nie było, gdy Thaylor z prawej flanki wrzucał na dalszy słupek, a tam w powietrzu kopnął w dłuższy róg Manuel Morello.
Medaliki musiały się otrząsnąć, tymczasem to im piłka odskakiwała. Próby wyprowadzenia ataku wyglądały nieźle do pola karnego, gdzie szybka konsolidacja obrony nie zostawiała prześwitów. Przekonał się o tym Molnar, zablokowany w 23. minucie. Moment później zespołowa akcja skończyła się próbą kiwki Koczerhina, bez powodzenia.
Mecz stał się ponownie jednostronny, a kolejne fale ataków Rakowa nie dawały gola. W 31. minucie główkę Racovitana zatrzymał Maringa, a w 39. minucie Emreli tyłem do pustej bramki przerzucił piłkę nad sobą, dając czas obrońcy na wybicie z linii bramkowej. Tuż po wejściu w doliczony czas Molnar szukał miejsca, jednak noga rywala i rękawica golkipera wypchnęły piłkę na róg. Tę odsłonę zwieńczył strzał w niebo Jeana Carlosa, dobrze ilustrujący nerwy po stronie gospodarzy.
Wynik odwrócony mimo karnego dla gości
Pieńko zastąpił Molnara po przerwie, a gra Rakowa wydawała się stale poprawiać. W 53. minucie przyszedł efekt, choć dopiero trzeci strzał w jednej akcji dał przełamanie. Ameyaw mocno ze skrzydła dał się zatrzymać, dobitka Pieńki też jeszcze nie minęła Maringi, ale Emreli dostał piłkę jako trzeci i ustawił sobie strzał, którego rywale nie zatrzymali.
Gol w debiucie brzmi nieźle, szkoda że Azer nie umiał pójść za ciosem w kolejnych okazjach. Jeszcze większy żal do siebie może mieć Jean Carlos, który w 55. minucie dostał wymarzone wycofanie od Pieńki. Nie był kryty, stał przed bramką, a posłał piłkę (znów) nad widownią.
Prawie niewidoczni po przerwie, goście przypomnieli o sobie w 70. minucie. Wtedy stały fragment dał im wrzutkę na dalszy słupek, gdzie Patryk Makuch zagrał piłkę ręką. Świeżo wprowadzony Petar Sekulović ułożył piłkę na 11. metrze, ale spalił się i huknął w piłkochwyt.
Bliższy szczęścia był Emreli w 76. minucie, z dystansu posyłając piłkę tuż nad poprzeczką. Wreszcie, w 78. minucie pierwszy raz Medaliki znalazły się na prowadzeniu. Cierpliwe rozgrywanie po wrzucie z autu pozwoliło Emrelemu dograć do Makucha na linii szesnastki, a ten przymierzył pod sam słupek i po ziemi dał prowadzenie.
Kamień spadł z serca kibicom i piłkarzom Rakowa, choć do pełni szczęścia było wciąż daleko. Przybliżył miejscowych Stratos Svarnas już w 90. minucie. To on głową pod dalszy słupek zdobył trzeciego gola, wykorzystując świetnie wkręconą z prawej przez Makucha górną piłkę. To sprawia, że przed rewanżem na wyjeździe Medaliki są znacznie bliżej awansu, choć do poprawy jest naprawdę sporo.

