Już po sześciu minutach okazało się, że Tottenham nie zdołał odciąć się od słabej formy w Premier League. Antonín Kinský poślizgnął się przy próbie rozegrania piłki, oddając ją prosto do Ademoli Lookmana. Nigeryjczyk zagrał do Juliána Alvareza, który bezinteresownie przekazał piłkę Marcosowi Llorente, a ten pokonał bramkarza jako pierwszy.
Sprawdź szczegóły meczu Atletico - Tottenham
Osiem minut później kolejny błąd popełnił Micky van de Ven, co pozwoliło Antoine’owi Griezmannowi swobodnie ruszyć na bramkę i zdobyć drugiego gola. Tuż po wznowieniu gry koszmar Tottenhamu pogłębił się: Kinský skiksował przy próbie wybicia, oddając piłkę Alvarezowi, który bez problemu trafił do pustej bramki.
To był koniec trudnej nocy dla czeskiego bramkarza, który został zmieniony przez Guglielmo Vicario tuż po kwadransie gry. Jednak już po pięciu minutach pobytu na boisku także Vicario musiał wyciągać piłkę z siatki, gdy po rzucie wolnym Griezmanna Pape Matar Sarr skierował ją w stronę własnej bramki. Vicario zdołał wybić piłkę z linii, ale Robin Le Normand głlową dobił ją do siatki.
Igor Tudor apelował o spokój. Niezależnie od tego, czy jego słowa podziałały, goście szybko zdobyli bramkę kontaktową. Richarlison zagrał do Pedro Porro, który utrzymał się przy piłce i sprytnie wykończył akcję. Lookman zmusił Vicario do dobrej interwencji, ratując Tottenham przed kolejnym golem, a chwilę później Cristian Romero trafił w słupek po rzucie rożnym.
Dziesięć minut po przerwie mecz zmienił się z potencjalnego powrotu Tottenhamu w pogrom Atletico w kilka sekund. Jan Oblak świetnie obronił strzał Richarlisona, a po nerwowym wybiciu Griezmann zgrał piłkę do Alvareza, który przebiegł prawie pół boiska i zdobył swoją drugą bramkę, pokonując Vicario.
Ten gol rozwiał wszelkie wątpliwości co do wyniku, ale Dominic Solanke nie odpuszczał i na kwadrans przed końcem wykorzystał niecelne podanie Oblaka. Porro zagrał do angielskiego napastnika, który mocnym strzałem ustalił wynik na 5:2.
Van de Ven zmarnował świetną okazję, posyłając piłkę nad poprzeczką na nieco ponad dziesięć minut przed końcem, co mogło jeszcze rozgrzać emocje w tym starciu. Tottenham notuje jednak już sześć porażek z rzędu we wszystkich rozgrywkach, choć zaczynał ten wieczór z nadzieją na czwarte zwycięstwo i czyste konto w LM.
Los Colchoneros mają teraz 16 zwycięstw w ostatnich 18 domowych meczach i w przyszłą środę pojadą do Londynu z trzybramkową zaliczką. W drugiej połowie wykazywali się jednak kilka razy niefrasobliwością, która mogła ich kosztować roztrwonienie prowadzenia. W Londynie na to nie mogą sobie pozwolić.

