Norweska drużyna debiutowała w 1/8 finału LM po wyeliminowaniu zeszłorocznego finalisty Interu w rundzie play-off, a Sporting walczył o pierwszy awans do ćwierćfinału Pucharu Europy od czterdziestu trzech lat.
Po wczesnej okazji dla Luisa Suareza, Glimt stopniowo przejmował kontrolę nad spotkaniem. Jens Petter Hauge minimalnie chybił przy bliższym słupku, a Hakon Evjen uderzył prosto w Rui Silvę, gdy znalazł się sam na sam z portugalskim bramkarzem.
Gospodarze wyglądali na tych, którzy jako pierwsi zdobędą bramkę, i tak się stało w trzydziestej drugiej minucie. Georgios Vagiannidis został ukarany za popchnięcie Sondrego Brunstada Feta w polu karnym, a ten pewnie wykorzystał jedenastkę, myląc Silvę.
Ole Didrik Blomberg pogłębił jeszcze rany Sportingu, podwyższając prowadzenie Glimt precyzyjnym strzałem prawą nogą, kończąc tym samym bardzo udaną pierwszą połowę zespołu Kjetila Knutsena.
Pierwsza połowa była trudnym doświadczeniem dla drużyny Rui Borgesa, lecz po przerwie Sporting wrócił na boisko z nową energią. "Leoes" mogli zmniejszyć straty, gdy po rzucie rożnym Luisa Guilherme piłkę przedłużyli Joao Simoes i Ousmane Diomande w polu karnym, a Suarez był o włos od skutecznego zamknięcia akcji przy dalszym słupku.
Jednak wszelkie nadzieje na odrobienie strat zostały rozwiane, gdy Kasper Hogh znalazł się pomiędzy dwoma obrońcami Sportingu i skierował do siatki dośrodkowanie Hauge, powiększając przewagę Glimt.

Hauge mógł jeszcze bardziej podkreślić dominację gospodarzy, ale jego mocny strzał z dystansu tuż przed końcem meczu minimalnie minął słupek.
Ten gol przypieczętował kolejną świetną noc dla "Superlaget" w najważniejszych europejskich rozgrywkach, a drużyna jest o krok od zostania dopiero drugą norweską ekipą w ćwierćfinale od czasów Rosenborga w sezonie 1996/97.

Tymczasem szanse Sportingu na awans do najlepszej ósemki wiszą na włosku, gdyż klub nie wygrał żadnego wyjazdowego meczu na tym etapie lub później w europejskich rozgrywkach od 2005 roku (6R, 10P).
