Początek meczu rozpoczął się dla gospodarzy dość słabo. Już w drugiej minucie Robert Andrich w nieprzepisowy sposób zatrzymywał pędzącego w stronę bramki Viktora Gyokeresa, za co otrzymał żółtą kartkę. Kapitan i tak miał szczęście, że po chwili arbiter oszczędził go, jedynie ostrzegając po kolejnym faulu na szwedzkim napastniku.
Arsenal miał nieznaczną przewagę w posiadaniu piłki, ale pierwsi celni strzał oddali rywale. Ostrzeżenie wysłał Christian Kofane, jednak David Raya nie dał się zaskoczyć. Po chwili doskonałą szansę po drugiej stronie boiska zmarnwoał Gabriel Martinelli, którego z pola karnego uderzył w poprzeczkę.
Hiszpański bramkarz uratował gości tuż po zmianie stron, odbijając strzał głową Martina Terriera, ale już po chwili musiał wyciągać piłkę z siatki. Podopieczni Kaspera Hjulmanda zaskoczyli Kanonierów ich własną bronią, gdyż po rzucie rożnym wynik starcia otworzył Andrich.
Liderzy Premier League natychmiast przejęli inicjatywę i rozpoczęli poszukiwanie swoich szans, ale defensywa "Aptekarzy" była na to przygotowana. Trener Mikel Arteta wprowadził na murawę rezerwowych, m.in. Kaia Havertza, który jako były zawodnik Bayeru został przywitany brawami, a także Noniego Madueke. I to właśnie ta dwójka pomogła doprowadzić do wyrównania.
W 86. minucie Malik Tillman sfaulował w szesnastce dynamicznego Anglika, a sędzia bez wahania podyktował rzut karny. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł z kolei niemiecki napastnik i strzałem przy słupku ustalił wynik na 1:1, choć nie celebrował swojego trafienia.

Wynik remisowy kwestię awansu pozostawia otwartą. Arsenal z pewnością na Emirates będzie jeszcze groźniejszy, ale zawodnicy Bayeru udowodnili, że stać ich na sprawienie sensacji.
