Havertz studzi nadzieje Leverkusen. "Dobrze znam ten stadion"

Havertz po swoim golu nie zdecydował się na długą celebrację
Havertz po swoim golu nie zdecydował się na długą celebrację ČTK / imago sportfotodienst / Celina Leiers

Kai Havertz kilka razy głęboko odetchnął, w głowie miał mnóstwo myśli. Nic dziwnego. Czas między gwizdkiem a jego rzutem karnym wydawał mu się "wiecznością", jak powiedział napastnik Arsenalu dla uefa.com: "Ale ostatecznie w takich momentach trzeba być mentalnie gotowym". I Havertz był gotowy.

Reprezentant Niemiec bezbłędnie wykorzystał dość kontrowersyjny rzut karny tuż przed końcem meczu, ratując swojemu klubowi remis 1:1 (0:0) w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów na stadionie swojego byłego klubu Bayer Leverkusen.

To właśnie "syn marnotrawny" podczas powrotu do Leverkusen pokrzyżował plany Bayerowi na wielki sukces. Wicemistrz Niemiec długo prowadził po golu Roberta Andricha (46.). Jednak później Kai Havertz zachował pełen spokój przy rzucie karnym dla faworyta. "Dobrze znam ten stadion i już wiele razy strzelałem karne z tego miejsca", powiedział Havertz. "Dlatego czułem się pewnie".

Jeden z kibiców Bayeru prezentuje dawną koszulkę Havertza
Jeden z kibiców Bayeru prezentuje dawną koszulkę HavertzaREUTERS/Thilo Schmuelgen

Pokonał problemy zdrowotne

W ostatnich miesiącach Havertz wielokrotnie zmagał się z kontuzjami. Trener Arsenalu Mikel Arteta posadził napastnika, który po raz pierwszy od odejścia w 2020 roku wrócił do BayAreny, początkowo na ławce. Ostatecznie to właśnie jego wejście z ławki okazało się kluczowe.

"Futbol pisze szalone historie. To naprawdę wyjątkowe, że Kai po tylu latach wrócił tutaj i zdobył bramkę z rzutu karnego na 1:1", powiedział Arteta. "To naprawdę wspaniała historia".

Havertz zachował pełen spokój
Havertz zachował pełen spokójREUTERS/Wolfgang Rattay
Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen