Barcelona Femeni wchodzi w wyjątkowo istotny moment sezonu: w ciągu niewiele ponad tygodnia rozegra aż trzy mecze przeciwko kobiecej drużynie Realu Madryt. Dwa spotkania rozstrzygną o półfinale Ligi Mistrzyń, a trzecie - ligowe - ma być przedostatnim krokiem Barcy do mistrzostwa Hiszpanii.
W żeńskiej odmianie El Clasico nie ma równie dużego ciężaru gatunkowego, ponieważ Real wyraźnie "zaspał" w inwestowaniu w piłkę kobiecą i tylko raz pokonał dominującą Blaugranę. Los skojarzył jednak oba zespoły w ćwierćfinale Ligi Mistrzyń, co oznacza szlagierowy dwumecz rozpoczynający się w środę w Madrycie (20:45). W kadrze Barcelony Femeni jest oczywiście Ewa Pajor.
Jeszcze przed rewanżem Real i Barca spotkają się w Lidze F, w spotkaniu zamykającym niedzielne zmagania o 21:00. Oba madryckie mecze odbędą się na Estadio Alfredo Di Stefano, czyli na rezerwowym obiekcie Realu. Tu widownia nie może przekroczyć 6 tysięcy widzów, ale kompaktowe rozmiary mają pomóc w stworzeniu atmosfery, którą piłkarki Realu bardzo sobie chwalą.
W Barcelonie mają zupełnie inny pomysł. Zawodniczki opuszczą równie mały Estadi Johan Cruyff i zamierzają zapełnić wielkie Camp Nou na rewanż w Lidze Mistrzyń. Ceny biletów ustalono na poziomie 25 euro i osiągnięcie obecnego sufitu w postaci 62 652 widzów wydaje się realne. Jak podało dziś Mundo Deportivo, już o poranku rozdysponowanych było ponad 25 tysięcy biletów, a mecz zaplanowano dopiero na 2 kwietnia (18:45).
Nawet przyciągnięcie kompletu nie będzie oznaczało rekordu dla meczu kobiecej Barcelony. Ten wynosi ponad 91,5 tysiąca i padł wiosną 2022 roku, gdy przebudowa Camp Nou dopiero ruszała.
Możemy za to w trzech najbliższych meczach stać się świadkami historycznego pułapu 100 goli strzelonych Realowi Madryt przez Dumę Katalonii. Dotąd Barca wbiła rywalkom ze stolicy 92 bramki, do czego walnie przyczyniła się Ewa Pajor – ma już na koncie 11 trafień do bramki Los Blancos.
