Wygrana przedłużyła serię zwycięstw w tych rozgrywkach do pięciu, a Sporting dołączył do listy pokonanych rywali, na której są już Manchester City, Atletico Madryt oraz dwukrotnie Inter Mediolan.
Zapytany, czy ten rezultat wywoła poruszenie w europejskiej piłce, Knutsen zachował spokój, nie pozwalając, by pojedynczy wynik wpłynął na jego ocenę postępów klubu.
"Uważam, że jesteśmy teraz na świetnej drodze i nie powinniśmy zbyt długo się nad tym zastanawiać – powinniśmy przeanalizować mecz, zobaczyć, co było dobre, co mniej dobre, a potem nad tym pracować" – powiedział dziennikarzom.
"Łatwo być zadowolonym, gdy osiąga się to, gdzie jesteśmy teraz, ale nie możemy wpaść w tę pułapkę. Przeanalizujemy, co było dobre, a co mniej, i tak właśnie postępowaliśmy zarówno w dobrych, jak i trudnych okresach" – dodał.
To już stało się normą – większy klub przyjeżdża z drużyną pełną gwiazd do rywali z rybackiego miasteczka za kołem podbiegunowym i niespodziewanie, lecz zasłużenie, przegrywa z zespołem złożonym z dziewięciu Norwegów, duńskiego napastnika i rosyjsko-izraelskiego bramkarza.
Nic, co Bodo robi na boisku, nie jest tajemnicą. Zaprasza rywali do ataku, broni wąsko, a potem kontruje – i ta strategia przynosi znakomite efekty.
"Widać głód wśród zawodników i widać, jak dobrze potrafią się uczyć. Jest w tym coś wyjątkowego, a do tego mamy kulturę, która daje ludziom szansę na rozwój i bycie coraz lepszym" – wyjaśnił Knutsen.
W czwartek rano on i jego sztab usiądą w biurach pod trybuną główną na stadionie Aspmyra, by zaplanować strategię na rewanż w Lizbonie, który odbędzie się we wtorek, a stawką będzie awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.
"To wszystko jest bardzo złożone, ale musimy pozostać równie pokorni i głodni tego, co przed nami" – powiedział Knutsen.
