Trubin ma dwa metry wzrostu, chwalił bohatera Mourinho. Według niego stadion prawie runął

Mourinho nie mógł uwierzyć własnym oczom.
Mourinho nie mógł uwierzyć własnym oczom.REUTERS

Takich nerwów Liga Mistrzów dawno nie widziała. Benfica musiała zdobyć bramkę w ostatnich sekundach, by awansować w tabeli na miejsca premiowane awansem, a jej wybawcą został bramkarz Anatolij Trubin (24). Jego główka ostatecznie pogrążyła słynny Real Madryt i zapewniła Benfice zwycięstwo 4:2.

Kiedy Mourinho zabiera głos, warto go posłuchać. Zwłaszcza gdy jego drużyna właśnie pokonała Los Blancos, a o awansie przesądził gol bramkarza w doliczonym czasie gry. Portugalski trener po meczu przyznał, że końcówka była dla niego prawdziwą huśtawką emocji, wywołaną błędną informacją od sztabu szkoleniowego.

"Szczerze mówiąc, gdy robiłem ostatnie zmiany przy wyniku 3:2, myślałem, że mamy to pod kontrolą i ten rezultat nam wystarczy. Ale po kilku sekundach usłyszałem: 'Nie, to za mało, potrzebujemy jeszcze jednej bramki'" opisywał Mourinho nerwowe chwile w rozmowie ze stacją Movistar. "Wysłałem więc Nicolasa Otamendiego do ataku i podczas stałego fragmentu gry modliłem się" - relacjonował.

Ostatecznie w pole karne pobiegł także ukraiński bramkarz Anatolij Trubin. To właśnie jego główka przesądziła, że Benfica zagra w fazie pucharowej najbardziej prestiżowych rozgrywek.

"Stadion prawie się zawalił, to był historyczny moment. Trubin ma dwa metry wzrostu, jest rosłym facetem. Wiedzieliśmy, że jest do tego zdolny," chwalił swojego podopiecznego Mourinho i w rozmowie z CBS przypomniał niedawną sytuację: "Już gdy przegrywaliśmy w Porto, w ostatniej minucie pobiegł do przodu i prawie strzelił gola. Wiedzieliśmy, że ma to w sobie. Ale kluczowe jest dośrodkowanie, ktoś musiał mu idealnie zagrać na głowę."

Dla Mourinho był to wyjątkowy wieczór także z osobistego punktu widzenia. W swojej karierze wielokrotnie mierzył się z Realem Madryt, ale pokonać go udało się dopiero teraz. "Dla Benfiki to ogromny prestiż. Ostatni raz wygrała z Realem w czasach dawnych historycznych finałów" - dodał, nawiązując do złotej ery klubu z lat 60. ubiegłego wieku.

Piątkowe losowanie w Nyonie zapowiada więc ciekawą rywalizację. W kolejnej fazie play-off Benfica trafi albo na Inter Mediolan, albo ponownie na Real Madryt. W obu przypadkach Mourinho zmierzy się ze swoim byłym klubem.

"Wiem, że dostaniemy jednego z nich. Nie mogę powiedzieć, którego bym wolał" - wzruszał ramionami Special One z uśmiechem. "Lubię jeździć do Madrytu i do Mediolanu, ale rzadko mam okazję, więc spotkać starych znajomych to zawsze przyjemność. Obie drużyny mają potencjał, by wygrać całą Ligę Mistrzów. My jesteśmy zespołem, który raz na jakiś czas może zrobić coś niesamowitego. Tak jak dziś" - cieszył się.

Benfica – Real Madryt 4:2

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen