Flashscore: Dlaczego zdecydował się Pan objąć stanowisko selekcjonera Kirgistanu? Co Pana przekonało i jakie zmiany chce Pan wprowadzić w pierwszej kolejności?
Przede wszystkim dlatego, że nadal lubię pracować, a piłka nożna to moje życie. Po okresie w Czarnogórze pojawiła się oferta z Kirgistanu. Odwiedziłem kraj, zobaczyłem infrastrukturę i poznałem ich pomysły. Chcą się rozwijać i osiągnąć coś ważnego. W przyszłym roku zagramy w Pucharze Azji – dla nich to jak mistrzostwa Europy. Przyjąłem propozycję i teraz jestem selekcjonerem Kirgistanu.
Jaką drużynę Pan zastał?
Jest wielu młodych zawodników. Zespół jest bardzo dumny. Ci, którzy są w kadrze, to profesjonaliści. Może trzech lub czterech z U21 szczególnie się wyróżnia. Zobaczymy, czy uda się osiągnąć jeszcze więcej i poprawić się w każdym aspekcie.
Porozmawiajmy o Crvenie Zvezdzie. Gdy ktoś wspomina drużynę z 1991 roku, co przychodzi Panu na myśl?
Na pewno wszyscy, którzy wtedy byli w zespole, mają wspaniałe wspomnienia. Kadra pełna jakości, z piłkarzami z byłej Jugosławii, gdzie grali wszyscy najważniejsi zawodnicy. Spędziłem tam cztery lata i mam bardzo miłe wspomnienia. Grałem tam, to był chyba mój najlepszy czas w piłce, a Crvena Zvezda osiągnęła z nami największy sukces w swojej historii. Zdobycie Pucharu Europy to coś wielkiego, naprawdę wielkiego.
Czy uważa Pan, że Crvena Zvezda może jeszcze raz wygrać Ligę Mistrzów?
Drużyna się rozwinęła, ale pod względem finansowym nie aż tak bardzo. Różnica w stosunku do angielskich czy hiszpańskich klubów jest ogromna. Nie sądzę, by Crvena Zvezda lub jakikolwiek zespół z regionu był w stanie tego dokonać. Anglicy, Hiszpanie i Niemcy inwestują ogromne pieniądze i sprowadzają najlepszych piłkarzy. Za moich czasów mogło grać tylko trzech obcokrajowców, dziś wszystko wygląda zupełnie inaczej.
Co oznacza transfer Marco Arnautovica dla całej ligi i szczególnie dla klubu?
Crvena Zvezda przechodziła przez różne etapy: dobre lata około 1990 roku, potem niestabilność. Teraz znów gra w Lidze Mistrzów. Kto gra w Lidze Mistrzów, ten otrzymuje pieniądze. To, że Arnautovic po okresie w Interze trafił do Crveny Zvezdy, jest czymś wyjątkowym. Gra też w reprezentacji Austrii, która zakwalifikowała się na mundial. To daje drużynie dużą wartość. Uważam, że nie pokazał jeszcze pełni swoich możliwości, bo Arnautovic może dać jeszcze więcej. Dla Belgradu i dla kibiców to bardzo dużo znaczy.
Po okresie w Crvenie Zvezdzie trafił Pan z dużymi oczekiwaniami do Realu Madryt. Co zrobiło na Panu największe wrażenie? Intensywność, presja mediów, hierarchia w szatni? Co szczególnie zapadło Panu w pamięć?
Przyszedłem po erze 'Quinta del Buitre'. Hagi, Hugo Sánchez i ja byliśmy wtedy w zespole. W pierwszym roku w Realu Madryt miałem wiele problemów z kontuzjami. To był 1991 rok, wszyscy chcieli sprowadzić Roberta Prosineckiego, a ja bardzo chciałem grać w Realu Madryt. To było najlepsze, co mogło mi się przytrafić, ale kontuzje mnie zatrzymały. Nie wiem dlaczego, ale gdy wszyscy mówią, że jesteś ze szkła, nie grasz przez rok i ciągle się leczysz, presja jest ogromna. Wtedy w moim kraju trwała też straszna wojna. Moja rodzina była w Zagrzebiu, a ja martwiłem się o wszystko, co tam się działo.
Nie chcę tego traktować jako wymówkę, ale tak było. Życie toczy się dalej, a ja spędziłem trzy lata w Realu Madryt. Jestem trochę bardziej kibicem Realu niż Barcelony, bo Madryt był dla mnie najlepszym klubem.
Czy uważa Pan, że kariera potoczyłaby się inaczej, gdyby dziś podpisał Pan kontrakt z Realem Madryt?
Nie wiem. Jestem bardzo zadowolony ze swojej kariery. Może nie dałem z siebie wszystkiego, ale należę do nielicznych szaleńców, którzy grali w dwóch najlepszych klubach. Miałem szczęście być w Realu Madryt i Barcelonie. Niewielu piłkarzy może się tym pochwalić. Czy dziś byłoby inaczej? Na pewno, gdybym nie miał tylu kontuzji, wiele by się zmieniło.
Trzeba też pamiętać, że dziś sztab medyczny jest na zupełnie innym poziomie, więc sytuacja wyglądałaby inaczej.
Prowadzenie szatni w Realu Madryt na pewno nie jest łatwe. Chciałbym zapytać o byłego kolegę z drużyny, obecnego trenera: Luisa Enrique. Jaki był na co dzień?
Luis Enrique zawsze miał osobowość, grałem z nim trzy lata w Realu Madryt. Przyszedł z Gijón, miał dużo charakteru, był pracowity i potrafił grać na każdej pozycji: jako boczny obrońca, ofensywny pomocnik, w środku. Luis był bardzo dobrym kolegą z drużyny. Teraz z Paris Saint-Germain wygrał Ligę Mistrzów. Rozegrał imponujący sezon i wygrał wszystko. To człowiek pełen energii, świetny facet.
Jako trener pokazał ciekawe cechy: umiejętność przewodzenia, szczerość, pewność siebie. Czy miał te cechy także jako piłkarz?
Tak, dla mnie zdecydowanie. Wiesz, nie chcę nawet mówić o tym, co osiągnął z Barceloną, bo oni też grali imponująco, prawda? I osiągnęli niesamowite wyniki. Tiki-Taka, jego Barcelona to nie tylko Tiki-Taka. Z Cruyffem po raz pierwszy wygrali Ligę Mistrzów, cztery mistrzostwa z rzędu, wtedy wszystko się zaczęło. Po Guardioli Luis Enrique unowocześnił grę, gdzie potrzeba zawodników, którzy potrafią grać taki futbol. Nie jest łatwo grać w ustawieniu 4-3-3, jeśli nie masz odpowiednich piłkarzy, którzy potrafią utrzymać piłkę lub ofensywnych pomocników jak Lamine Yamal. Potrzeba też zawodników, którzy potrafią grać taki futbol, jak w La Masía.
Wspomniał Pan o Johan Cruyffie. Jaka była najważniejsza lekcja, którą wyniósł Pan z czasów w FC Barcelonie pod jego wodzą?
To on sprowadził mnie do Barcelony. Cruyff jest dla mnie prawdopodobnie najlepszym trenerem, jaki kiedykolwiek był. Był inny niż wszyscy. Najpierw był świetnym piłkarzem, z reprezentacją Holandii. Potem stworzył coś wyjątkowego w Barcelonie i w Ajaksie. Johan miał swoje specyficzne cechy, grał w piłkę, która nikogo nie pozostawia obojętnym – albo się ją kocha, albo nie. Dla mnie najlepszy futbol to ten, w którym utrzymuje się piłkę.
Był obsesyjny na punkcie szczegółów...
Był człowiekiem szczegółów. Gdy grałeś na skrzydle, musiałeś szukać pojedynków jeden na jeden, dośrodkowywać. W polu karnym miałeś więcej swobody. Na treningach zawsze była piłka, oglądaliśmy wiele nagrań. Analizowaliśmy, gdzie popełniliśmy błędy i co możemy poprawić. Johan Cruyff miał imponującą charyzmę.
Poznał Pan Guardiolę jako piłkarza i teraz jako trenera.
Jako zawodnik nie był szczególnie szybki, jeśli chodzi o tempo, ale jego głowa... Był bardzo inteligentny, pierwszy kontakt z piłką... Był bardzo bystry, tak jak teraz jako trener. Johan często zapraszał Pepa, żeby oglądać nagrania.
