Turcja – Włochy 1:4
Włoski zespół po raz pierwszy wystawił w składzie obok jego brata Sebastiano także Pio Esposito. Debiutant już w 10. minucie mógł uczcić premierowy występ golem, ale jego strzał znakomicie obronił Altay Bayindir. Po rzucie rożnym piłka pechowo odbiła się jednak w kierunku bliższego słupka, gdzie minął się z nią niepilnowany Zeki Celik. Futbolówka trafiła więc na środek pola karnego, skąd Alessandro Bastoni bezkompromisowo posłał ją pod poprzeczkę.
Od tego momentu Włochy w pierwszej połowie były nie do zatrzymania. Po fenomenalnej, koronkowej akcji na jeden kontakt piłka trafiła do Michaela Kayode. Jego strzał co prawda odbił Bayindir, ale Davide Frattesi znalazł się we właściwym miejscu i dobił futbolówkę do siatki. Turcy nie wyciągnęli wniosków z pierwszego błędu i pięć minut później pozwolili rywalom przeprowadzić niemal identyczną akcję.
Pio Esposito podał do Kayode, który tym razem mocnym, płaskim strzałem uczcił swój debiut w kadrze golem. Padający podczas przerwy deszcz nie ustawał, przez co murawa stała się nieprzewidywalna, a to pomogło Turcji zmniejszyć straty. Oguz Aydin otrzymał na prawej stronie długie podanie i wyłożył piłkę przed bramkę, gdzie Baris Yilmaz bez trudu skierował ją do siatki.
Turecki napór trwał jednak krótko. Po taniej stracie piłki Sandro Tonali trafił w słupek, a Pio Esposito z zimną krwią dobił futbolówkę do bramki. Dla gospodarzy był to bolesny cios, choć ich gra zaczęła się poprawiać. W jednej z sytuacji radość z gola po trafieniu Yilmaza odebrała im jednak chorągiewka sędziego asystenta sygnalizująca spalonego. Turecka przewaga w końcówce osiągnęła apogeum, ale kibice w Bursie opuszczali stadion rozczarowani, ponieważ okazji nie wykorzystali Kerem Akturkoglu i Arda Guler.

Włochy pod wodzą trenera, który doprowadził je do triumfu w Euro 2020, sygnalizują zwyżkę formy. Ich występ w pierwszej połowie w pełni zasługiwał na zwycięstwo. Debiut Turcji w dywizji A Ligi Narodów na razie nie przebiega zgodnie z planem, a Vincenzo Montella nie będzie zadowolony z faktu, że jego zespół przegrał cztery z ostatnich pięciu meczów o stawkę.
Belgia – Francja 0:1
Początek meczu nieco się opóźnił, ponieważ goście musieli szybko zmienić getry na wersję w innym kolorze. Po pierwszym gwizdku gospodarze wybiegli jednak na murawę w wielkim stylu i już w drugiej minucie zablokowali główkę Brandona Mechele. Debiutujący w reprezentacji Francji pomocnik Lucas Da Cunha pomógł swojej drużynie zyskać przewagę, ale wynik pozostał bez zmian, gdy Desire Doue po wejściu w pole karne Belgów trafił tylko w poprzeczkę.
Skrzydłowy odnalazł następnie Estebana Lepaula, który podczas pierwszego uderzył prosto w bramkarza Senne Lammensa. Czerwone Diabły również stwarzały zagrożenie. Kevin De Bruyne spróbował odważnego strzału niemal z połowy boiska, ale piłka minęła bramkę, a po drugiej stronie zablokowana została próba Eduardo Camavingi.
Goście byli blisko objęcia prowadzenia tuż przed upływem pół godziny. Lammens najpierw odbił rzut wolny Maghnese'a Akliouche'a, a następnie dobitkę Lepaula. Chwilę później Romeo Lavia wybił z linii bramkowej strzał Pierre'a Kalulu. Mika Godts i De Bruyne po drugiej stronie uderzali niecelnie, dlatego pierwsza połowa, w której oddano łącznie 14 strzałów, zakończyła się bez goli.
Po zmianie stron gra nadal była dynamiczna, ale groźniejsza stała się Francja. Doue zakręcił piłkę tuż obok słupka, a Da Cunha był jeszcze bliżej szczęścia, gdy jego kapitalne uderzenie z dystansu zatrzymało się na słupku.

Dalsze techniczne wyczyny Doue zakończyły się rozczarowaniem, gdy jego strzał został obroniony przez bramkarza. Chwilę później kara mogła być jeszcze surowsza, ale Diego Moreira uderzył obok. Mike Maignan musiał następnie wykazać się po próbie wprowadzonego z ławki Dodiego Lukebakio, który wpadł w pole karne Francji. Tielemans po zwiększeniu presji przez Belgię uderzył natomiast niecelnie.
Lukebakio znalazł się w kolejnej obiecującej sytuacji, ale ponownie przegrał pojedynek z Maignanem, zanim Maxence Lacroix zablokował próbę Charlesa De Ketelaere. W 88. minucie o losach spotkania przesądził jednak Olise. Łatwo przedarł się środkiem boiska i precyzyjnym strzałem przy słupku zapewnił Les Bleus prowadzenie w grupie A1. Ten wynik przedłużył serię Francji bez porażki na wyjazdach do sześciu meczów, a jednocześnie zakończył trwającą sześć spotkań domową passę Belgii bez przegranej.
