Benfica wygrała swój mecz w ciężkim boju, Sporting przełożył spotkanie z powodu gry w Lidze Mistrzów, ale Porto w niedzielę musiało zrobić swoje w walce o mistrzostwo Portugalii: wygrać z Moreirense.
Sprawdź szczegóły meczu Porto – Moreirense

W ostatniej dekadzie tylko trzykrotnie zespół dzisiejszych gości dawał radę pokonać „Smoki”, ale gospodarze wyszli z nastawieniem, że trzeba jak najszybciej pokazać wyższość. Już po pięciu minutach Pepe uderzał obok lewego słupka, a w 14. minucie błysnął Oskar Pietuszewski. Niekryty Polak otrzymał piłkę od Deniza Gula i bez przyjęcia huknął na bramkę. Andre Ferreira wypluł piłkę przed siebie, gdzie do dobitki doszedł Gabri Veiga i otworzył wynik.
Nastolatek nie tracił w żadnym razie animuszu i doczekał się gola podpisanego własnym nazwiskiem. Piłka od Froholdta przeszła całe pole karne i znalazła go po lewej stronie. Przyjął, przymierzył i huknął, podwajając prowadzenie w 25. minucie.
Na tym nie kończyły się okazje 17-latka, ponieważ zaledwie pięć minut później miał okazję doskoczyć do luźnej piłki z granicy pola karnego. Tym razem posłał ją nad bramką. Jeszcze bardziej brakło mu zimnej krwi w 34. minucie – wtedy piłka sama „znalazła” go przed otwartą bramką. Raz jeszcze nad bramką. Ten opis meczu nie jest skupiony wyłącznie na grze Pietuszewskiego, po prostu on był absolutnie najjaśniejszą postacią pierwszej połowy, w której Moreirense nie miało do powiedzenia nic.
Natomiast niewykorzystane okazje pozwoliły rywalom mieć nadzieję nad powrót do walki po zmianie stron. I faktycznie w 53. minucie zrobiło się gorąco: Landerson wszedł w obronę jak w masło i odpalił rakietę w słupek bramki Diogo Costy.
Do ostrzeżenia gości doszły kłopoty: najpierw konieczność zmiany zasygnalizował Pietuszewski, a chwilę później analizowano czerwoną kartkę dla jednego z miejscowych. Ze sporymi problemami Porto przeszło przez tę fazę, stopniowo wygaszając impet gości. Nieoczekiwanie, bronią gospodarzy okazały się kontry, a w 69. minucie Terem Moffi postraszył Ferreirę.
Dopiero w ostatnich 10 minutach gospodarze wyraźnie mocniej stanęli na nogach i wyprowadzili atak, który zamknął mecz. W 83. minucie Froholdt dograł do Williama Gomesa przed polem karnym, a ten zszedł na wolne pole i cudownie zmieścił piłkę w bramce od poprzeczki. To ostatecznie ostudziło spotkanie, a pełne trybuny Estadio do Dragao fetowały utrzymanie siedmiu punktów przewagi nad Benficą i Sportingiem (ten ostatni ma o mecz rozegrany mniej).

