Podczas niedzielnego meczu FC Porto z Moreirense 17-letni Oskar Pietuszewski mógł zostać główną postacią. Zdobył swojego trzeciego gola dla nowego klubu, miał udział przy jeszcze jednym, a do tego nikt nie oddał tak wielu strzałów, jak on.
Tyle że Białostoczanin zaledwie kilka minut po rozpoczęciu drugiej połowy kucnął i zasygnalizował, że nie jest w stanie kontynuować gry. Trener Francesco Farioli podczas pomeczowej konferencji zaprzeczył nieoficjalnym doniesieniom, że może chodzić o uraz mięśniowy.
"Był osłabiony przez dwa czy trzy dni z powodu wirusa i dzisiaj znów poczuł problemy z żołądkiem w przerwie, dlatego musieliśmy go zdjąć" – odpowiedział od razu włoski szkoleniowiec. Wszystko wskazuje na to, że zawodnik będzie do dyspozycji w kolejnym meczu.
"Oskar jest wspaniałą osobą i zawsze ma przy sobie Jana (Bednarka) i Jakuba (Kiwiora), którzy pomagają mu na co dzień. Przybył niedawno i jest na początku tego, co zapowiada się jako wspaniała kariera. Ale musi to robić krok po kroku i dalej nam pomagać, bo mamy wciąż wiele meczów przed sobą" – powiedział 36-letni Włoch.
Po zwycięstwie 3:0 w 26. kolejce FC Porto utrzymało stabilną przewagę siedmiu punktów na szczycie tabeli Ligi Portugal, choć lizboński Sporting ma o jeden mecz rozegrany mniej.
