Brwi uniosły się w połowie marca, gdy Graham Potter został ogłoszony stałym trenerem reprezentacji Szwecji. W końcu jedyne dwa mecze jego tymczasowej kadencji zakończyły się remisem i porażką w listopadzie, potwierdzając miejsce drużyny w dolnej części czterozespołowej grupy.
Powierzenie mu pracy w pełnym wymiarze godzin, przed meczami baraży mistrzostw świata wydawało się ryzykowne. Po dwóch zwycięstwach i miejscu na mistrzostwach świata wygląda to na genialne posunięcie.
Hat-trick Viktora Gyokeresa w Walencji w wygranym 3:1 półfinale z Ukrainą był wspaniałym początkiem, ale nie miałby absolutnie żadnego znaczenia, gdyby Szwecja uległa Polsce w finale.
Jak to się mówi, mogło być różnie, ale "hokejowy gol" Gyokeresa w 88. minucie dał Szwecji awans do 13. finałów mistrzostw świata, po tym jak Anthony Elanga i Gustaf Lagerbielke dwukrotnie wyprowadzili Trzy Korony na prowadzenie.

Co więc spowodowało wzrost formy we właściwym czasie? Różni zawodnicy, w tym kapitan Victor Lindelof, wspominali przed meczem z Polską o tym, jak bardzo poprawiła się atmosfera w obozie pod wodzą byłego trenera West Hamu, Chelsea i Swansea.
Potter nie był skory do przypisywania sobie zasług po meczu, ale mówił o tym, jak ważne było stworzenie odpowiedniej atmosfery.
"Zawodnicy bardzo dobrze zareagowali. Pokazaliśmy, na co nas stać jako zespół przeciwko bardzo dobrej Polsce. Większość rzeczy w piłce nożnej zależy od tego, ile masz pieniędzy. Ale jeśli uda się stworzyć odpowiednie środowisko i prawidłowo współpracować, może to przynieść wiele korzyści" - powiedział.
Szwecja zakwalifikowała się pomimo długiej listy kontuzji, która wydłużyła się w trakcie tego międzynarodowego okienka. Angielski trener zastanawiał się nad tym, jak jego drużyna została zraniona fizycznie i psychicznie, ale mimo to przeszła przez ten test, mówiąc, że zespół był kontuzjowany "na więcej niż jeden sposób".
"Kiedy wyniki idą przeciwko tobie, widzisz, jak piłka nożna może się zmienić, zmienia się życie. Myślisz, że osiągnąłeś dno. To ciemność. Nie tak dawno zespół był mocno krytykowany. To część tej pracy. Teraz wsparcie tłumu było ogromne. Nie byliśmy idealni, ale jako zespół byliśmy znakomici".
Szwedzi wezmą udział w trudnej grupie F w finałach - zaczynając od starcia z doświadczoną Tunezją w Guadalajarze 14 czerwca, zanim zmierzą się z trzykrotnymi finalistami Holandią w Houston 20 czerwca, a następnie zakończą kampanię grupową w Arlington przeciwko twardej drużynie Japonii 25 czerwca.

Na razie jednak Potter skupia się na cieszeniu się momentem, w którym kwalifikację potwierdził gol Gyokeresa, w którego prawdziwość trudno było mu uwierzyć.
"Spojrzałem w stronę bramki i nagle cała ławka wbiegła na boisko, a ja pomyślałem: "Czy ja tu jestem?" To było jak doświadczenie poza ciałem. Moment, w którym było się wdzięcznym za bycie jego częścią" - przyznał.
Potter był już częścią jednego magicznego doświadczenia w szwedzkiej piłce nożnej, prowadząc Ostersund z niższych szczebli do Ligi Europy. Teraz, po powrocie do swojego drugiego domu, może z niecierpliwością oczekiwać, że zabierze naród, w którym urodziły się jego dzieci, na wielki turniej.
"I to na mistrzostwa świata, i jestem bardzo szczęśliwy z powodu zawodników! Ciężko się z tym pogodzić. Jestem bardzo wdzięczny".
