"Chciałbym pogratulować zawodnikom, bo wygraliśmy ważny mecz w trudnym dla nas momencie. Mieliśmy w tym spotkaniu też ciężkie chwile, ale suma summarum nasze zwycięstwo jest jak najbardziej zasłużone. Oczywiście Radomiak cisnął w drugiej połowie, próbował nas wcisnąć do bramki, ale mądrze broniliśmy się i rywale nie stworzyli zbyt wielu klarownych okazji" - zauważył kielecki szkoleniowiec, odnosząc się do sportowej części widowiska w Radomiu.
Zupełnie inne nastroje w ekipie gości zapanowały po zakończeniu meczu, ponieważ doszło do aktów przemocy. Trener Zieliński wspomina to następująco: "Chciałem podziękować sędziom i zawodnikom Radomiaka, a tymczasem jeden z piłkarzy radomskich zaczął mi wymachiwać pięścią przed nosem. To jest najwyraźniej koloryt tych spotkań derbowych. To, co się potem wydarzyło woła o pomstę do nieba" - relacjonował trener i trudno się z nim nie zgodzić.
Z trybuny w Radomiu zszedł człowiek - nieoficjalnie z loży VIP - i zaczął atakować Tamara Svetlina. Na pomoc rzucili się koledzy z drużyny, na czele z Marcinem Cebulą. Zaczęły się długie przepychanki, które miały parę ognisk.
Z kolei gdy piłkarze Korony ruszyli pod sektor gości - pusty z powodu kary sprzed lat - by symbolicznie podziękować swoim kibicom, butelką z trybuny został trafiony dyrektor Marketingu z Kielc, Michał Siejak. Z zakrwawioną rozciętą głową wymagał pomocy medycznej i został odwieziony do szpitala.
Ostatecznie dopiero wprowadzenie wezwanego na pomoc oddziału zwartego uspokoiło sprawę. Należy się spodziewać, że sprawa będzie teraz analizowana i Radomiak otrzyma karę dyscyplinarną za błędy organizacyjne i incydenty, do których doszło.
Czerwonych kartek może być sporo, a ile było?
Mimo bardzo napiętej atmosfery, w trakcie meczu żaden z zawodników nie otrzymał czerwonej kartki. Jedyną obejrzał trener Radomiaka Goncalo Feio, który miał (według wersji potwierdzonej u delegata przez Canal+) sugerować, że sędziowie są skorumpowani. Sam Portugalczyk zdecydowanie zaprzecza takiej wersji.
"Kiedyś byłem nerwowy, gestykulowałem i dostałem czerwoną kartkę. Dzisiaj nerwów po mnie na pewno nie było widać, a i tak dostałem czerwoną kartkę. Sędzia techniczny twierdzi, że coś powiedziałem. Chciałbym, żebyście byli sprawiedliwi. Jak będziecie chcieli wrócić do „łatki”, którą mam, że jestem nerwowy i tak dalej. To nie jest prawda. Dzisiaj nie było żadnego momentu, żeby nie panował nad sobą. Po tej czerwonej kartce starałem się nadal robić wszystko, aby pomóc drużynie" - twierdził trener, choć jednoznacznie widać na nagraniach z transmisji meczu, że nie chciał opuścić placu gry i dopiero po chwili zaakceptował czerwoną kartkę.
Feio ostatecznie zszedł do szatni i zapewnia, że nie był świadom sytuacji, do których doszło po ostatnim gwizdku. Na ten moment nie jest do końca jasne, jaki może być bilans dyscyplinarny zajść. Według relacji trenera Zielińskiego czerwoną kartkę zobaczył rezerwowy Cebula, z kolei nagranie upublicznione przez Szymona Janczyka z Weszło sugeruje kolejną dla Elvesa Balde. Ostateczny bilans zostanie z pewnością ustalony dopiero po analizie zachowania piłkarzy z kamer video.
