Zgodnie z terminarzem to spotkanie miało zostać rozegrane 9 sierpnia, ale o zmianę poprosił poznański klub, z racji występów w kwalifikacjach Ligi Mistrzów.
Gliwiczanie w grudniu w zaległym meczu pokonali na wyjeździe Legię Warszawa 1:0, we wtorek u siebie ograli mistrza Polski po golu rezerwowego Andreasa Katsantonisa, który wrócił na boisko po rocznej przerwie.
Wtorkowe starcie było dla zespołu trenera Daniela Myśliwca okazją do rewanżu za porażkę 3 grudnia u siebie z "Kolejorzem" 0:2 w 1/8 finału Pucharu Polski. Wtedy zawodnicy rywalizowali na dość sfatygowanej murawie, tym razem zagrali na nowym boisku, ułożonym zimą. Na wypadek opadów śniegu linie zostały wymalowane na czerwono.
Z racji mroźnej pogody i późnej pory rozgrywania meczu organizatorzy zachęcali kibiców do zabrania na stadion koców i termosów z ciepłymi napojami.
Gliwiczanie przegrali na inaugurację drugiej części rozgrywek w Zabrzu 1:2, Lech u siebie uległ Lechii Gdańsk 1:3.
Trener gospodarzy dokonał w wyjściowym składzie czterech zmian, w porównaniu z pierwszym wiosennym spotkaniem, szkoleniowiec Poznaniaków Niels Frederiksen – trzech.
Przed rozpoczęciem gry spiker ciepło przywitał najwierniejszych kibiców, którzy stawili się w liczbie ponad trzech tysięcy. Informował też, że na stadionie są wykwalifikowani ratownicy medyczni, na wypadek upadku na śliskich podestach i schodach.
Lechici mogli prowadzić już po kilkudziesięciu sekundach, gdyby Mikael Ishak tuż przed bramką Piasta lepiej trafił w piłkę. W 12. minucie zakończył występ zawodnik gospodarzy Quentin Boisgard, który na noszach opuścił murawę.
Gliwiczanie mieli w pierwszej części świetną okazję do objęcia prowadzenia, bowiem Patryk Dziczek egzekwował rzut karny po zagraniu ręką Luisa Palmy. Pomocnik Piasta strzelił jednak lekko po ziemi i golkiper "Kolejorza" obronił.
Później blisko zdobycia gola byli przyjezdni. Leo Bengtsson przegrał pojedynek z Frantiskiem Plachem, a uderzenia Palmy i Pablo Rodrigueza były niecelne.
Sześć minut po przerwie blisko pokonania bramkarza Piasta był znów Bengtsson. Tym razem uderzył głową i ponownie górą był Słowak. Chwilę potem w podobnej sytuacji niecelnie strzelił Juande Rivas.
Po kwadransie obaj szkoleniowcy zdecydowali się na zmiany, u gospodarzy dwie, u rywali – trzy. Krótko potem powinno być przynajmniej 0:1, tyle że kapitan atakującego coraz częściej Lecha Ishak nie zdołał pokonać bramkarza w sytuacji jeden na jeden, a Rodriguez spudłował z kilku metrów, mając pustą bramkę.

W końcówce spotkania na boisku – po rocznej przerwie spowodowanej kontuzją – pojawił się napastnik gospodarzy Andreas Katsantonis. Cypryjczyk, który zerwał więzadła krzyżowe 8 lutego 2025 r., w mroźny wtorkowy wieczór został bohaterem miejscowych kibiców. Po dośrodkowaniu innego rezerwowego Jorge Felixa zdobył głową zwycięskiego gola. To było jego drugie w historii trafienie dla Gliwiczan. To pierwsze "zaliczył" dokładnie rok wcześniej.
Goście rzucili się jeszcze do natarcia, także z udziałem swojego bramkarza, ale nie zdołali wyrównać.
