Mistrz Polski rozgromił Radomiaka, choć już w 16. sekundzie stracił gola. Frederiksen był usatysfakcjonowany występem, choć zwrócił uwagę na pewne mankamenty.
"Cieszę się, że właśnie po takim zwycięstwie udajemy się na długą przerwę reprezentacyjną. Jestem zadowolony z naszego występu, stworzyliśmy bardzo dużo okazji i mogliśmy pokusić się o więcej goli. Z drugiej strony współczynnik goli oczekiwanych mieliśmy na poziomie około czterech, czyli bardzo wysokim. To, co mnie chyba najbardziej usatysfakcjonowało, to nasza reakcja po szybkiej stracie bramki. Także Radek Murawski, który popełnił błąd, potrafił też dobrze się zachować. Był jednym z najlepszych zawodników na boisku" – podkreślił Duńczyk.
Jego zdaniem były momenty, w których jego zespół grał niechlujnie zarówno będąc w posiadaniu piłki, jak i bez piłki.
"Radomiak ma bardzo szybkich ofensywnych piłkarzy, groźnych w fazach przejściowych. My powinniśmy szybciej je „zabijać”. Zakładaliśmy, że rywale wyjdą w nieco innym ustawieniu - 4-4-2, natomiast dobrze wiedzieliśmy, że często zostawiają wolne pola między liniami. Generalnie, spodziewaliśmy się mniej więcej takiej gry Radomiaka" - podkreślił.
Frederiksen pozytywnie ocenił początek sezonu w wykonaniu jego podopiecznych. Porównując do poprzedniego roku, obecny jest znacznie lepszy przede wszystkim pod względem wyników.
"Gramy w Lidze Europy, a nie jak rok temu w Lidze Konferencji. W poprzednim sezonie mieliśmy trochę kłopotów w ekstraklasie, a teraz mamy sześć zwycięstw i jeden remis w ośmiu meczach. A do tego wywalczyliśmy Superpuchar, którego w poprzednim sezonie nie zdobyliśmy" - podsumował.
Trener Radomiaka Rafał Grzyb przyznał, że jego zespół nie mógł wymarzyć sobie lepszego otwarcia tego spotkania, ale jak się później okazało, to były miłe złego początki.
"Niestety, zbyt szybko i łatwo straciliśmy dwie pierwsze bramki. Popełnialiśmy błędy, które pozwalały Lechowi się napędzić. A jak ten zespół się nakręci na swoim stadionie, to już trudno go zatrzymać" - zaznaczył.
Grzyb przyznał, że martwi go również to, że jego drużyna miała spore kłopoty z utrzymanie się przy piłce.
"Chcieliśmy wyjść na Lecha bardzo wysoko i w tych pierwszych momentach nam się to udało. Lech jednak skrupulatnie wykorzystywał te przestrzenie, które mu zostawialiśmy. Do tego nie potrafiliśmy się dłużej utrzymać przy piłce, a rywal to wykorzystywał i łatwo otwierał sobie drogę do bramki. Nie ma co ukrywać, ale zasłużyliśmy na porażkę" - ocenił.
