Lech Poznań – Radomiak Radom (godz. 20:30)
Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa (godz. 17:30)
Zagłębie Lubin – Wisła Płock (0:2)
Początek meczu był bardzo obiecujący i to w wykonaniu obu zespołów. Nie minęła jeszcze minuta, a idealną sytuację mieli gospodarze. Po przejęciu piłki Filip Szymczak dograł do Mateusza Grzybka, który bez namysłu huknął z narożnika pola karnego i Rafał Leszczyński musiał ratować swój zespół.
Kilka chwil później w dogodnej sytuacji znalazł się Samuel Akere, ale zamiast strzelać chciał jeszcze przyjąć piłkę i Zlatan Alomerović zdążył z interwencją. Minęło kilkadziesiąt sekund i szanse ponownie miało Zagłębie - Szymczak przedarł się lewą stroną i dograł do niepilnowanego Marcela Raguły, ale podanie było niedokładne i młodzieżowiec „Miedziowych” nie miał jak oddać precyzyjny strzał.
Na odpowiedź Wisły trzeba było poczekać dwie minuty, kiedy po dośrodkowaniu z lewej strony sprytnie uderzył Łukasz Sekulski, ale Alomerović popisał się świetną interwencją. To wszystko wydarzyło się w pierwszym kwadransie.
Po tym okresie impet obu zespołów zmalał i gra toczyła się głównie w środkowej strefie. Nie brakowało walki, ostrych starć, fauli, ale w polach karnych działo się zdecydowanie mniej.
Wraz z mijającymi minutami ciężar gry przesuwał się na połowę Zagłębia i w końcówce pierwszej połowy naciskani Lubinianie mieli olbrzymie problemy z wyjściem spod własnego pola karnego. Podopieczni trenera Leszka Ojrzyńskiego notowali mnóstwo prostych strat i w końcu goście to wykorzystali.
Piłkę stracił Szymon Łyczko, Żan Rogelj dograł płasko na środek pola karnego, gdzie największym sprytem wykazał się Łukasz Sokulski i było 1:0 dla gości. Wydaje się, że lepiej też mógł się w tej sytuacji zachować bramkarz miejscowych.
Po zmianie stron Zagłębie podeszło wysokim pressingiem, szybciej odbierało piłkę i uzyskało optyczną przewagę, ale niewiele z tego wynikało. Lubinianie nie mieli pomysłu na przebicie się przez defensywę gości i posyłali seryjnie dośrodkowania, które padały łupem Leszczyńskiego.
Trener Ojrzyński szybko zareagował i po niecałym kwadransie zdecydował się na aż poczwórną zmianę. Na boisku pojawił się m.in. Sebastian Kerk i kilka minut później miał szansę zdobyć gola, ale po uderzeniu przewrotką piłka minęła bramkę Wisły.
Naprawdę groźnie pod bramką gości zrobiło się dopiero w samej końcówce. Najbliższy doprowadzenia do remisu był Reguła, ale świetnie uderzenie z linii pola karnego odbił Leszczyński. Kilka chwil później młodzieżowy reprezentant Polski przebojem wdarł się w pole karne, ale zamiast zostawić piłkę Michalisowi Kosidisowi, zdecydował się na strzał i trafił w trybuny.

Wisła całą drugą połowę skupiała się na defensywie i od czasu do czasu wyprowadzała kontrataki. Po jednym z nich, już w doliczonym czasie gry, zadali drugi cios. Piłka trafiła do Saida Hamulicia, który huknął precyzyjnie zza pola karnego i ustalił wynik spotkania.
Zagłębie przegrało po raz pierwszy w tym sezonie na własnym stadionie, a Wisła wygrała drugi mecz z rzędu.
Piast Gliwice – Pogoń Szczecin (1:2)
W otwierającym niedzielę meczu 9. kolejki PKO BP Ekstraklasy mierzyły się dwie drużyny z górnej części tabeli, które do tej pory dzielił tylko punkt na korzyść gospodarzy. Gliwiczanie mieli serię czterech meczów bez porażki, w tym trzech zwycięstw z rzędu. Goście w rozgrywkach ligowych są niepokonani od sześciu pojedynków, ale połowę z nich zremisowali. Na początku spotkania brakowało jakichkolwiek okazji do strzelenia gola. Jednym strzałem popisał się z dystansu Hugo Vallejo.
Alessandro Riccio mógł zaskoczyć Grila po dośrodkowaniu w pole karne, kiedy próbując zgrać piłkę, prawie trafił do siatki. Chwilę później po drugiej stronie boiska swoją szansę miał Samuel Ntamack, ale dobrze interweniował Cojocaru. W 26. minucie przewrotką gola strzelił Jordi Sanchez, którego radość została jednak wstrzymana przez Daniela Stefańskiego, ale po długiej analizie VAR zdecydowano się uznać trafienie. Dla lidera klasyfikacji strzelców był to 8. gol w sezonie.
Piast odpowiedział bardzo szybko. Jakub Lewicki dośrodkował piłkę z lewej strony w pole karne, tam Ntamack idealnie wbiegł między stoperów i wyrównał wynik. Pogoń mogła znowu prowadzić chwilę później. Dobre podanie w kierunku Paula Mukairu zaprezentował Jordi Sanchez, ale fenomenalnie "przeczytał" to Jakub Łabojko. Do przerwy był remis 1:1.
Gospodarze w 52. minucie stworzyli składną akcję, która jednak nie przyniosła spodziewanego efektu, bo w końcowej fazie słaby strzał zaprezentował Łabojko. Pogoń ponownie wyszła na prowadzenie w 57. minucie. Rewelacyjnym podaniem popisał się Mukairu, sam na sam wyszedł Darko Churlinov, minął Grila i trafił do siatki. Chwilę później Portowcy mogli podwyższyć wynik, ale tym razem Gril obronił uderzenie Mukairu, a chwilę później dwukrotnie z pustej bramki wybijał Jakub Czerwiński.
Lewicki na kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry próbował zaskoczyć bramkarza Pogoni, ale uderzył nad bramką. Sanca prawie zaskoczył Cojocaru "centrostrzałem", ten zdołał wybić piłkę, a świetną szansę na dobitkę miał Lokilo, ale uderzył obok. Gospodarze byli bardzo blisko wyrównania. Swoje okazje miał wprowadzony z ławki Levis Pitan, ale też nie zdołał trafić do siatki. Ostatecznie Piast nie zdołał wyrównać i Pogoń wróciła do Szczecina z trzema punktami.
