"Przegraliśmy po golu rywali zdobytym w sytuacji, w której też powinniśmy się lepiej zachować w defensywie. Doznaliśmy drugiej porażki z rzędu. To nam się nie zdarza często. Taka jest piłka, że czasem trzeba wrócić na właściwe tory i my teraz musimy zrobić" – dodał.
Goście wypracowali wiele dobrych okazji do zdobycia gola, ale mieli bardzo rozregulowane „celowniki”. Rzutu karnego dla Gliwiczan nie wykorzystał z kolei Patryk Dziczek.
Trzy punkty Piastowi zapewnił Andreas Katsantonis, który wrócił na boisko po rocznej przerwie spowodowanej leczeniem poważnej kontuzji. Zadowolenia po meczu nie ukrywał trener gospodarzy Daniel Myśliwiec.
"Bardzo często komplementuję moim zawodników i mam ku temu powody także dziś. Choć uważam, że stać nas na jeszcze lepszą grę. Miałem poczucie, że z Frantiskiem Plachem (bramkarz) w takiej formie, gola nie stracimy, a wierzyłem, że ktoś dla nas strzeli" – stwierdził.
Dziękował ekipie, która w tych trudnych, zimowych warunkach dobrze przygotowała boisko.
Jeden z zawodników Piasta Quentin Boisgard w 13. minucie został zniesiony z boiska na noszach. Początkowa diagnoza była niepokojąca, ale prawdopodobnie uraz nie okaże się groźny.
"Mamy rezerwy w polu karnym przeciwnika, powinniśmy lepiej kontrolować grę. Piękna jest historia Katsantonis. Cieszymy się, że wrócił, ale to nie on sam wygrał mecz" – stwierdził.
Podkreślił, że jego piłkarze po krótkiej regeneracji i w trudnych warunkach pogodowych „gonili, jak wściekli”. Odnosząc się do zmarnowanego rzutu karnego żartował, że grając z takim rywalem jak Lech, nie powinno się zbyt szybko strzelać gola.
"Zrobiliśmy to w takich okolicznościach, że – być może – ludzie częściej i chętniej będą przychodzili na stadion, wiedząc, że nawet jeśli gra się nam nie klei, dostarczymy emocje" – podsumował.
