"Pewnie liczył na to, że zagra od pierwszej minuty. Zdecydowałem inaczej, ale gdy wszedł na boisko wykazywał sportową złość i zdobył dwie bramki" – powiedział po meczu trener Portowców Thomas Thomasberg.
Hiszpan najpierw w 68. minucie doprowadził do wyrównania, a następnie – w doliczonym czasie i ostatniej akcji meczu - przechylił szalę zwycięstwa na korzyść Pogoni.
"Po meczu zadzwonił do mnie tata mówiąc, że zdobywanie zwycięskiego gola w ostatniej akcji meczu, to najlepszy sposób na wygraną, bo rywal już nie ma kiedy odwrócić losów meczu. Za takie akcje i takie mecze kochamy piłkę nożną. Ale zdają sobie sprawę, że za takie akcje i takie mecze rywale mają prawo nienawidzić piłki nożnej" – stwierdził duński szkoleniowiec.
Jego słowa potwierdził Jacek Zieliński prowadzący Koronę.
"Po takiej końcówce i takim horrorze ciężko mi zebrać myśli. Bardzo boli ta porażka. To było nasze frajerstwo w końcówce. Wiedząc, że to ostatnia akcja meczu, moi piłkarze źle się ustawili i straciliśmy wszystkie punkty. A ten mecz mógł się potoczyć znacznie inaczej" – ocenił trener Kielczan.
Szkoleniowiec Pogoni przyznał, że nie był zadowolony z gry swego zespołu w pierwszej połowie, zwłaszcza w ofensywie.
"Po zmianach, jakich dokonaliśmy w drugiej części, nasza gra już wyglądała tak, jak chciałem, by wyglądała. Zmiennicy wnieśli dużo jakości w ofensywie. W tym Jose Pozo, który wszedł na boisko, a wiemy dobrze, że jest doskonały z piłką przy nodze" – ocenił Thomasberg.

Po zdobyciu trzech punktów Portowcy awansowali na ósme miejsce w tabeli, a ich trener z wyraźną ulgą i zadowoleniem przyjął ten wynik.
"To dla nas niezwykle ważne zwycięstwo i sytuacja, w jakiej je odnieśliśmy. Jesteśmy szczęśliwi. Liga jest ciasna. Gdybyśmy nie wygrali, bylibyśmy na 14. miejscu, a jesteśmy na ósmym. Jednocześnie ta wygrana sprawiła, że jesteśmy najlepiej punktującym zespołem na własnym boisku. Jeszcze tylko musimy dołożyć zdobywanie punktów na wyjazdach i będzie dobrze" – zakończył Thomasberg.
