Światło czerwone. Oczywiście Feio. Oczywiście Radomiak
Pobicie i sprawa w prokuraturze? Oskarżcie mnie o stereotypy, śmiało, ale gdzie indziej miałoby się to wydarzyć, jak nie w Radomiu? I kto miałby być w to zamieszany, jeśli nie Goncalo Feio? Właściwie większą niespodzianką był fakt, że pierwsze śledztwo związane z Radomiakiem w tym sezonie nie dotyczyło w żaden sposób trenera.
Feio i kłopoty idą w parze jak… Radomiak i kłopoty. Dlatego już w chwili podpisania umowy z portugalskim trenerem uśmiechnąłem się pod nosem na widok daty 2028. Pierwszą myślą było „niech najpierw dotrwają do końca sezonu”. I naprawdę bardzo tego Radomiakowi i Feio życzyłem.
Ten klub wniósł wiele do Ekstraklasy i pokazuje większym od siebie, jak wypracować politykę transferową korzystną i na boisku, i w zyskach z transferów. Z kolei Feio jest znany z tytanicznej pracy i od pierwszych jego meczów w Radomiaku było jasne, że z tej drużyny może być coś fajnego. Może i może, tyle że nie z Feio. Portugalczyk poszedł na zwarcie z radnym po tym, jak został zawieszony za konfrontację z sędzią.
Światło pomarańczowe. Czy ten sezon może być bardziej nieprzewidywalny?
Polska liga stała się już przedmiotem memów na świecie, a przecież oni jeszcze tak wielu rzeczy nie widzieli. Na przykład krążącego dziś w sieci przypadku Cracovii, która po dwóch przegranych meczach awansowała o jedno miejsce.
Albo Górnika Zabrze, który potykał się pięciokrotnie z rzędu, a wciąż po jednej wygranej może wrócić na podium. Albo Wisły, która jako pierwsza w tym sezonie zaliczyła pięć porażek jedna po drugiej, przez co odżyły demony spadku mimo świetnej jesieni. Dziś czerwona strefa jest równie blisko Płocka, jak walka o Ligę Mistrzów.
A przecież jeszcze nie doszedłem do Zagłębia Lubin na szczycie tabeli, które samo wydaje się zdziwione, gdzie doszło. Właściwie tylko Nieciecza może być pewna swojej pozycji w najbliższym czasie (choć ona akurat wolałaby nie być). A nam wszystkim pozostaje śledzić ligę, w której od pucharów do spadku jest dziś tylko dziewięć punktów różnicy.
Światło zielone. Po takich przełamaniach powinno pójść z górki
Jeśli widzieliście naszą jedenastkę 24. kolejki Ekstraklasy, to formacja ataku z pewnością budzi dysonans. Mileta Rajović i Vladislavs Gutkovskis w końcu się odblokowali i po ludzki jest mi z tego powodu miło. Oglądanie obu – zwłaszcza Duńczyka z twarzą w dłoniach czy bijącego w murawę po kolejnej zmarnowanej okazji – było wyjątkowo przygnębiające.
Ale to już za nami, nawet jeśli Łotyszowi w zdobyciu pierwszej bramki w Ekstraklasie po prawie trzech latach pomógł wydatnie błąd obrońcy. Tymczasem w minionej kolejce Mileta i Vladislavs wyglądali, jakby ktoś uwolnił ich od klątwy. I oby tak było, liga będzie ciekawsza.

