Światło czerwone. Radom nie ma szczęścia czy ręki do trenerów?
Szczęściu trzeba czasem umieć pomóc, a w Radomiu o taką pomoc trudno. Odejście Goncalo Feio w atmosferze skandalu wydawało się niejako zapisane w kontrakcie, choć chyba wszyscy szacowali, że bomba wybuchnie trochę później. Ale skoro już Radomiak zdecydował się na powierzenie misji jego asystentowi, to chyba powinni byli lepiej rozeznać się w jego zamiarach taktycznych.
Bo że z Piastem można przegrać, przekonali się nawet silniejsi od Radomian. Ale żeby honor ratował raz za razem Majchrowicz, a potem dostawał gole po prostych stratach kolegów na własnej połowie, to jednak boli. Cała drużyna miała narzekać na pomysły hiszpańskiego trenera, który zamiast kontynuacji szukał sporych zmian. W efekcie po dwóch meczach ma zostać zwolniony, choć jest akurat na urlopie i oficjalnie nic o tym nie wie.
Światło pomarańczowe. Miło, że rywale czekają na Bobcka
Na tym etapie sezonu rzadko dochodzi do sytuacji, w której żaden z czołowych strzelców nie dokłada ani jednego trafienia w dziewięciu meczach kolejki. Tymczasem w 26. kolejce nikt z pierwszej dziesiątki klasyfikacji nie poprawił swojego dorobku.
To otworzyło Hasiciowi, Ndiaye i Sowowi szansę walki o top 10 (i dobrze, mają na to potencjał!), ale wszyscy strzelcy mający już na koncie co najmniej osiem goli w sezonie „pauzowali” w miniony weekend. Jakby czekali aż Tomas Bobcek wróci do gry po przerwie reprezentacyjnej i będzie mógł rywalizować o koronę na równych zasadach. Bardzo koleżeńska postawa!

Światło zielone. Lech w końcu na wierzchu, ale czy na długo?
Pierwszy raz w tym sezonie w Poznaniu znów uwierzyli, że obrona korony jest możliwa. Wygrana nad Niecieczą była wprawdzie traktowana jak obowiązek, ale i styl, i entuzjazm oglądany w grze Lecha muszą się podobać. Może trawa przy Bułgarskiej nie chce rosnąć, ale nadzieje wyraźnie poszły w górę.
W połączeniu z godnym pożegnaniem z Europą (choć mecz przy Bułgarskiej trudno przeboleć…) aktualna forma Lecha w lidze zostawia daleko w tyle Górnika czy Jagiellonię. W tak nieprzewidywalnej lidze nie powinno się tego mówić, ale sądny powinien być kwiecień. Trudne wyjazdy do Białegostoku i Szczecina, GieKSa i Legia u siebie – dopiero one dadzą nam odpowiedź, czy sześć ligowych zwycięstw z lutego i marca pozwoli myśleć o kolejnym majstrze.

