W niedzielę Raków Częstochowa po raz drugi z rzędu uratował remis 1:1 w doliczonym czasie. Karny wykorzystany przez Brunesa zepsuł nieco nastroje w Lublinie. Gdyby nie on, Motor byłby najlepiej punktującą ekipą ligowej wiosny z 20 punktami w 10 meczach od początku roku.
Dokładnie tyle wywalczył Lech Poznań, z którym Motor ma zagrać na swoim stadionie 2 maja. W klubie najwyraźniej uznano, że to odpowiedni moment, by wymusić na władzach miasta zmianę murawy, która od dłuższego czasu sprawia problemy zawodnikom. Szczególnie południowa część boiska straszy gołym piachem.
W niedzielny wieczór klub opublikował oświadczenie, w którym zapowiedział wstrzymanie sprzedaży biletów na hit przeciwko Kolejorzowi. Pierwotnie właśnie dziś wejściówki miały trafić do sprzedaży.
"Z uwagi na bardzo zły stan murawy na stadionie w Lublinie jesteśmy zmuszeni do wstrzymania zaplanowanej na jutro otwartej sprzedaży biletów na mecz Motor Lublin - Lech Poznań. Nie wykluczamy rozegrania meczu na innym stadionie. O zmianach w przedmiotowej sprawie będziemy informować w oficjalnych komunikatach" – zagroził klub.
Trudno oczywiście wyobrazić sobie, by Motor realnie rozważał ciąganie własnych kibiców po innych miastach z powodu murawy, którą przez trzy tygodnie bez eksploatacji można znacząco poprawić. Jedyne racjonalne uzasadnienie dla komunikatu to próba wywarcia presji na MOSiR Lublin, by wymienił nawierzchnię.
W tym miejscu warto przypomnieć, że dzięki podobnej publicznie wyrażonej groźbie przeniesienia meczu udało się ostatnio wymóc zmianę nawierzchni w Radomiu. Wtedy jednak chodziło o mecz reprezentacji U21, a interweniował PZPN. W przypadku Lublina mecz młodzieżowej drużyny - w ramach Elite League UEFA - odbył się raptem dwa tygodnie temu, choć też z narzekaniem na stan boiska.
Pytanie, czy lubelski MOSiR zdecyduje się zainwestować środki w kosztowną operację wymiany nawierzchni w trybie pilnym, gdy do zakończenia sezonu zostały już tylko dwa mecze na własnym stadionie.
