Korona Kielce - Jagiellonia Białystok (1:1)
W pierwszym meczu kolejki Wisła Płock postanowiła zagrać w piłkarskie szachy, w drugim nie było mowy o takim scenariuszu. Korona przystąpiła do araku od początku i w kwadrans oddała cztery strzały, nękając gości raz za razem. Gospodarze doczekali się otwarcia wyniku po 20 minutach gry, gdy Pau Resta świetnie znalazł Matuszewskiego w polu karnym, a ten wrzucił piłkę w gąszcz zawodników. Główkę Pięczka wybił Abramowicz, ale Remacle zdołał dobić.
Belg uradował miejscowych, tyle że kilka minut później właśnie on pechowo zagrał piłkę ręką w polu karnym i podarował okazję do wyrównania. Afimico Pululu bezbłędnie uderzył przy ziemi, pokonując dobrze interweniującego Dziekońskiego. Korona była przekonana o ponownym prowadzeniu w 24. minucie, gdy Dawid Błanik wrzucił piłkę na głowę Rubezicia. Abramowicz był bez szans, tyle że Korona była bez gola – napastnik był wychylony na spalonym.
Korona była zdecydowanie lepsza w pierwszej połowie, a mimo to mogła schodzić do szatni na minusie. W 42. minucie Romanczuk wygrał przebitkę, Jesus Imaz świetnie poprowadził piłkę i tylko strzał Szmyta w ręce Dziekońskiego rozczarował. Po zmianie stron goście byli zdecydowanie aktywniejsi i Korona musiała zapomnieć o pressingu, którym imponowała w pierwszej połowie.
Gospodarze wytrwali kwadrans i ruszyli do ataku, który powinien przynieść prowadzenie w 65. minucie. Wtedy Dawid Błanik świetnie doszedł do sytuacji strzeleckiej, ale po uwolnieniu od obrońcy uderzył fatalnie, obok bramki. Kolejna okazja przyszła pięć minut później, jednak po strzale Davidovicia interwencję ułatwił rykoszet. Mecz stracił na temperaturze i zdawał się zmierzać do podziału punktów. W 83. minucie zablokowany był Mariusz Stępiński, a wracająca nisko obrona Korony gasiła wysiłki gości. W doliczonym czasie wygrana Korony była na wyciągnięcie ręki, jednak Cebula i Stępiński nie wykorzystali swoich okazji.

Wisła Płock - Lechia Gdańsk (1:0)
Pierwsze minuty 28. kolejki pokazały apetyty ofensywne Lechii. Wisła umie oddać inicjatywę rywalom i nie stracić kontroli nad spotkaniem, ale tym razem w 10 minut goście oddali już trzy uderzenia, z których jedno było celne. Drugie – główka Rodina w 20. minucie – mogłoby pokonać Leszczyńskiego, gdyby autor główki wybrał lepiej kierunek.
Wydawało się, że beniaminek igra z ogniem, dopuszczając Lechię tak blisko. Płocczanie na pierwszy groźny strzał kazali czekać prawie pół godziny. Za to gdy już uderzyli, trybuny ryknęły radością. Po akcji rozpoczętej przez Pacheco uderzenie Wiktora Nowaka zostało zablokowane. Piłkę przejął jednak Kyriakos Savvidis, przeszedł czterech obrońców i pokonał Alexa Paulsena.
Właśnie takim połączeniem szczelnej defensywy i mocnych, pojedynczych ciosów Wisła rozmontowywała rywali jesienią. Nie tylko dotrwali z prowadzeniem do przerwy, ale też nieźle weszli w drugą połowę, neutralizując Lechię. Była też szansa na 2:0, ale Deni Jurić w 55. minucie został zatrzymany przez Paulsena.
Jeśli naciski ze strony Lechii wydawały się jeszcze większe niż przed przerwą, to defensywa Wisły również wyglądała solidniej niż dotąd. Gdańszczanie zostali kompletnie odcięci od celnych strzałów i bezradni bili głowami w płocki mur. Dopiero w 90+2. minucie długą wrzutkę zgrał głową Matej Rodin, a Tomasz Neugebauer kilka metrów przed bramką uderzył ponad bramką i nie mógł uwierzyć, że tak zmarnował okazję na remis.

