Radomiak Radom - Legia Warszawa (1:1)
Na trybunach przyjaźń, ale na boisku w Radomiu obie ekipy czekał poważny test. Czy Legia umie wygrywać seryjnie? Czy Radomiak po nagłej zmianie trenera i sprzedaży Capity sobie poradzi? Zaczęło się od ostrej wymiany ciosów po stałych fragmentach. Już po dwóch minutach Maurides pokonał Hindricha głową po wstrzeleniu przez Rafała Wolskiego z rogu. Nie minęło pięć minut, a jeszcze efektowniej róg na gola zamienił Radovan Pankov, wykorzystując wrzutkę Elitima.
Choć szybko na tablicy znów zapanowała równowaga, to o zachowawczej grze nie było mowy. Dobry, otwarty mecz szybko przyniósł szansę Milecie Rajoviciowi, którego mocne uderzenie wybił Majchrowicz. Ataki Radomiaka w większości rozbijały się o obronę, podczas gdy Rafał Adamski w 27. minucie zamienił piłkę od Elitima na mocny strzał z dystansu, piąstkowany przez Majchrowicza.
W kolejnych fragmentach gra utknęła nieco w środku, aż po 40 minutach Wahan uderzał po dobrej akcji Legii nad bramką. To właśnie goście mogli schodzić na przerwę z prowadzeniem: w 43. minucie Adamski huknął z 18 metrów i zmusił Majchrowicza do świetnej interwencji. Minutę później Pankov główkował nad poprzeczką, a dogrywający mu Elitim mógł w doliczonym czasie dać prowadzenie – piłka z dystansu przeleciała minimalnie nad bramką.
Druga połowa bardzo wyrównana, ale długo bez fajerwerków – żadna z drużyn nie mogła oddać celnego strzału. Stało się jasne, że jedna bramka może rozstrzygnąć spotkanie rozgrywane na wyjątkowo nierównym boisku. Ostatecznie okazało się, że oglądaliśmy tylko jedno celne uderzenie na bramkę. I choć oddała je Legia, to bliżej wygranej był Radomiak. Choćby w 83. minucie, gdy Elves Balde uderzył z główki w słupek. Albo dwie minuty później – wówczas Tapsoba nie doskoczył do przecięcia lotu piłki, a na dalszym słupku Grzesik nie zdołał domknąć akcji. Ostatecznie kończy się po przyjacielsku, podziałem punktów.

Bruk-Bet Termalica Nieciecza - Motor Lublin (1:2)
Beniaminek z Niecieczy musi grać o pełną pulę z każdym rywalem, by nie pożegnać się z ligą po jednym sezonie. Widać to było od pierwszych minut, które upłynęły pod dyktando gospodarzy. Pierwszy groźny strzał stworzyli jednak goście, gdy w 6. minucie Jacques Ndiaye huknął z dystansu i zmusił Chovana do dobrej interwencji.
Po kwadransie gry wynik udało się otworzyć, gdy Fassbender naciskał na Brkicia, ten odegrał do Matthysa, a odegraną przez niego piłkę przechwycił Krzysztof Kubica i sam finalizował akcję. Radość miejscowych trwała raptem 11 minut, bowiem w 27. minucie Ambrosiewicz faulował Fabio Ronaldo i oddał Motorowi rzut karny. Karol Czubak pewnie podniósł piłkę nad interweniującym Chovanem.
Inicjatywa była wyraźnie po stronie gości, którzy coraz pewniej rozgrywali piłkę i w ciągu sześciu minut od gola uzyskali prowadzenie. Tym razem nie potrzebowali stałego fragmentu, Ndiaye zgrał krótko z wchodzącym prawą stroną Bartoszem Wolskim, a ten z bardzo ostrego kąta wcisnął piłkę pod pachą Chovana.
Jeszcze przed zejściem do szatni Motor mógł podwyższyć prowadzenie, ale Luberecki uderzał nad bramką. Po powrocie do gry zaczęły się schody: Igor Strzałek wszedł z ławki i dał dobrą zmianę, a „Słoniki” szybko zaczęły naciskać w poszukiwaniu wyrównania. Ivan Durdov w 54. minucie ciekawie przymierzył pod słupek z dystansu i Ivan Brkić ratował się wybiciem. Chorwacki bramkarz szybko stał się bohaterem drugiej połowy, ratując Motor także przed główką Putiwcewa.
Lublinianie rzadko zapuszczali się pod bramkę Chovana, a Nieciecza mogła tylko żałować, że po 13 strzałach w drugiej połowie wchodziła w ostatnie minuty bez wyrównania. Pech był ogromny, bo świetny strzał Bińka zatrzymał się na koledze z drużyny, Kamilu Zapolniku. Do końca doliczonego czasu Nieciecza nie zdołała odrobić straty, a straciła jeszcze Macieja Ambrosiewicza, który tuż przed ostatnim gwizdkiem złapał czerwoną kartkę.

