Lechia Gdańsk - Korona Kielce (4:2)
Dwóch solidnych ligowców spotkało się w Gdańsku (i w środku tabeli) w ostatnim meczu poniedziałku. Żywy początek wskazywał na przewagę gości – po dwóch minutach Długosz szczupakiem rzucił się do główki i posłał piłkę obok słupka. Swoją okazję miał też Błanik, ale wynik nie drgnął. Z kolei w 8. minucie Lechia świętowała gola wprost z rzutu rożnego. Radość nie trwała długo – Bobcek faulował Dziekońskiego.
Przed upływem kwadransa mocny strzał Bobcka zatrzymał Dziekoński, ale w 19. minucie wynik został otwarty. Szybka kontra pozwoliła Menie wejść w pole karne Korony, dograć do Bobcka idącego pod linię końcową, a ten wycofał do środka, gdzie niekryty Cirković mógł strzelać na pustą bramkę.
Gdańszczanie naciskali nadal i na początku 25. minuty powinni mieć drugiego gola – Bobcek przy próbie przecięcia posłał piłkę nad bramką. VAR przywołał jednak sędziego, Słowak był ciągnięty za koszulkę. To oznaczało czerwień dla Sotiriou, a dla napastnika okazję do strzału, którą pewnie wykorzystał. Bobcek trafił też w 32. minucie, tym razem jednak spalił.
Ostatni kwadrans pierwszej odsłony należał do Korony, która jednak była za słaba na zadanie ciosu. Za to po zmianie stron już w 51. minucie powinno być 3:0. Rifeta Kapicia zatrzymał ofiarnym blokiem Matuszewski na linii bramkowej. W odpowiedzi Długosz również został zablokowany, a główkę Stępińskiego złapał Paulsen. Wreszcie jednak w 59. Matej Rodin dograł do Kapicia na linii pola karnego. Ten przymierzył i huknął na 3:0.
Gdy mecz zaczynał stygnąć, w ostatnim kwadransie VAR ponownie się odezwał - Pau Resta był faulowany i Dawid Błanik pewnie zdobył gola dla Korony. Bliski kontaktu był z kolei w 80. minucie Marcin Cebula, a czego nie zrobił on, to załatwił Pau Resta w 83. minucie! W pierwszej chwili była podniesiona chorągiewka, jednak VAR poprawił decyzję. Cirković w 86. minucie mógł odrzeć rywali ze złudzeń, Dziekoński wybił jednak jego strzał. Dopiero Dawid Kurminowski w 90+4. minucie dostał długie podanie od Neugebauera i podciął poza zasięgiem bramkarza Korony.
Pogoń Szczecin - Legia Warszawa (0:2)
Niepokonana wiosną Legia lepiej rozpoczęła spotkanie w Szczecinie, choć po 10 minutach to Pogoń wydawała się przejmować inicjatywę, gdy Damian Szymański blokował strzał Sama Greenwooda. Ostatecznie jednak obrona Wojskowych pozostała niepokonana w pierwszej połowie, a znacznie więcej działo się po drugiej stronie boiska.
W 20. minucie Biczachczian uderzył ze skraju szesnastki, a dobitkę Adamskiego wybił obrońca. Stołeczni ponawiali ataki po odbiorach na połowie Pogoni i w 29. minucie Wszołek huknął obok dalszego słupka. Wreszcie, w 33. minucie wrzut z autu dotarł do Milety Rajovicia w polu karnym. Duńczyk mimo asekuracji Loncara uderzył z półobrotu, a broniący pod słońce Cojocaru przepuścił piłkę po rękach.
Pogoń nie wróciła do przerwy do gry, a na domiar złego straciła jeszcze Mendy’ego, który nie dotrwał do gwizdka. Czy mogło być gorzej? Owszem, było już w 46. minucie, gdy Adamski przy linii końcowej minął Keramitsisa i dograł przed bramkę, gdzie Rajović dostawił nogę na 2:0. Czyli jego niedawny hat-trick w sparingu nie był przypadkiem!
Legia wciąż wyglądała lepiej, a gdy w 57. minucie Wahan urwał się rywalom i oddał strzał, zamiast trzeciego gola oglądaliśmy niestety kontuzję Ormianina, który natychmiast padł i sygnalizował zmianę. Dopiero w 63. minucie Hindrich musiał bronić, gdy z dystansu uderzał Greenwood. To nie był początek naporu Pogoni, a jedna z nielicznych okazji. Obrona Legii wyglądała tak, jak chciałby Marek Papszun, choć gospodarzep rzesadnie nie utrudniali zadania.
Portowcy grali tak słabo, że wyprzedane trybuny zaczęły pustoszeć długo przed ostatnim gwizdkiem. Kto wyszedł, nie zobaczył uderzenia Koutrisa w spojenie w 90+1. minucie. Niestety, nawet dziewięć doliczonych minut nie dało gospodarzom powodów do radości - Legia odskakuje na trzy punkty od strefy spadkowej, a Pogoń ma już tylko oczko przewagi.

Radomiak Radom - Motor Lublin (1:1)
Regionalny pojedynek w Radomiu był debiutem nowej murawy i powrotem Bruno Baltazara jako trenera Radomiaka. Po niezłym starcie gospodarze dali się zaskoczyć po 20 minutach, gdy Karol Czubak zaliczył pierwszy kontakt z piłką w polu karnym rywali. Tyle wystarczyło mu, by górną piłkę skierować wysokim łukiem do bramki gospodarzy.
Próba błyskawicznego rewanżu Vasco Lopesa skończyła się niecelnym strzałem, nic też nie dały jego sugestie, że Radomiakowi należał się rzut karny. Z kolei w 25. minucie akcja lewą stroną skończyła się strzałem ze środka Joao Pedro, który przeszedł tuż nad poprzeczką. Próby miejscowych kończyły się niczym, tymczasem Majchrowicz ratował Radomiaka w 44. minucie, gdy Luberecki dośrodkował pod nogi Ndiaye. Bramkarz zatrzymał piłkę centymetry wcześniej.
Po zmianie stron Radomiak wrócił zdeterminowany i błyskawicznie odrobił straty. Joao Pedro co prawda uderzył obok słupka w 47. minucie, ale rozegranie od bramki poszło Motorowi kompromitująco. Pressing Vasco Lopesa zmusił Brkicia do błędu – dograł do Rafała Wolskiego, a ten z łatwością wyrównał.
Obie strony szukały kompletu punktów po przywróceniu status quo i w 56. minucie Jacques Ndiaye z dystansu obił słupek. Pięć minut później Maurides i Wolski ośmieszyli obronę Motoru, ale Brkić zatrzymał tego drugiego w pojedynku jeden na jednego. Z kolei w 70. minucie Blasco wybiciem ratował Brkicia przed niebezpieczną centrą Ivo Rozdriguesa. Wreszcie, mecz mógł się zamknąć w 89. minucie. Wtedy Majchrowicz genialnie wyciągnął na linii piłkę po główce Marka Bartosa. To była ostatnia wielka okazja meczu zakończonego podziałem punktów.

Bruk-Bet Termalica Nieciecza - Piast Gliwice (3:2)
Pierwszy z meczów w lany poniedziałek rozpoczął się od rosnącej optycznej przewagi Piasta Gliwice, ale po 10 minutach w polu karnym gości doszło do starcia Lewickiego z Zapolnikiem. Do gry wszedł VAR i przyznał gospodarzom karnego, którego Jesus Jimenez zamienił na gola lekkim strzałem blisko środka.
Dopiero po 20 minutach oglądaliśmy celny strzał Piastunek, gdy Chovan z trudem bronił uderzenie Tomasiewicza z dystansu. Strzałek odpowiedział podobną próbą parę minut później, zmuszając do wybicia Szymańskiego. Z kolei w 26. minucie Patryk Dziczek ustrzelił poprzeczkę z 17 metrów, by po upływie półgodziny obić potężnie pięści Chovana.
Piast bił głową w mur bardzo długo, ale na przerwę zszedł w jeszcze gorszych nastrojach. Oto w 42. minucie Vallejo za krótko podawał do Szymańskiego i Kamil Zapolnik przejął piłkę. Minął golkipera i z prawie zerowego kąta zmieścił piłkę za linią. Goście szukali powrotu do meczu za sprawą Barkouskiego po przerwie, ale w 52. minucie spalił, a w 60. minucie nie zaskoczył Chovana z dystansu.
Moment później Damian Hilbrycht powinien był dobić rywali, gdy zgasił piłkę klatką i huknął, trafiając w dalszy słupek. To utrzymało Piasta w grze, a moment później goście mieli róg Chrapka, który głową zgrał Drapiński, a Adrian Dalmau dobił pod poprzeczkę. Kontakt? Tak, ale nie na długo – Hilbrycht po czterech minutach przywrócił dwie bramki różnicy, gdy fenomenalnie wpakował piłkę za kołnierz Szymańskiego wprost z rzutu rożnego.
To nie był jeszcze koniec meczu - w 82. minucie wrzut z autu dał Piastowi drugie trafienie, gdy Juande Rivas dopchnął wślizgiem piłkę po zamieszaniu przed bramką. Moment później Adrian Dalmau próbował wyrównać przewrotką, a doliczony czas przyniósł kolejne emocje: Durdov pokonał Szymańskiego, ale zagrał piłkę ręką, a moment później okazji nie wykorzystał Juande. Zanim wybrzmiał ostatni gwizdek, jeszcze Ivan Lima zdążył złapać dwie żółte kartki w dwie minuty.

