Jagiellonia Białystok – Lech Poznań (20:15)
Górnik Zabrze – Cracovia (17:30)
Raków Częstochowa – Widzew Łódź (14:45)
GKS Katowice – Wisła Płock (1:0)
W pierwszym sobotnim meczu 27. kolejki PKO BP Ekstraklasy grały ze sobą największe zaskoczenie i rozczarowanie na polskich boiskach na początku 2026 roku. Wisła Płock do wiosny przystępowała jako lider tabeli, a GKS Katowice zimował w strefie spadkowej. Nikt w styczniu by nie przypuszczał, że już w marcu obie drużyny będą sąsiadami w tabeli i miały tyle samo punktów na koncie. Świetna forma katowiczan poprowadziła ich w górę, a fatalna płocczan ciągnęła ich w dół. W efekcie w połowie marca GKS był siódmy, a Wisła ósma mając po 36 punktów. Aktualnie to gospodarze mają dwie porażki z rzędu, a goście dwa ostatnie mecze wygrali i w tabeli znowu dzielą ich trzy "oczka".
Niepokonany w tym roku przed własną publicznością GKS miał problemy na początku i mógł przegrywać już w 9. minucie, ale Łukasz Sekulski uderzył w słupek, a dobitka Quentina Lecoeuche trafiła w boczną siatkę. Niecałe dziesięć minut później blisko fenomenalnego gola bezpośrednio z rzutu rożnego był Bartosz Nowak, ale Marcus Haglind-Sangre zdołał wybić piłkę z linii bramkowej.
Po kilku próbach wymian ciosów gra nieco się uspokoiła, a w 27. minucie skomplikowała się sytuacja Wisły Płock, ponieważ z powodu kontuzji plac gry musiał opuścić Said Hamulic, a jego miejsce zajął Deni Juric. W 35. minucie Arkadiusz Jędrych zdecydował się na mocny strzał z ponad 25 metrów i z ogromnymi problemami, ale obronił to uderzenie Rafał Leszczyński. Chwilę później swoich sił z drugiej strony spróbował Wiktor Nowak, ale był rykoszet i "tylko" rzut rożny. Mimo bardzo ciekawej połowy nie oglądaliśmy w niej goli.
Ogromne szczęście mieli goście w 54. minucie meczu. Dośrodkowanie Mateusza Wdowiaka przeciął Nemanja Mijuskovic, zrobił to bardzo niefortunnie, ale na jego szczęście piłka po jego interwencji trafiła w słupek. W drugiej części oba zespoły nie były już tak aktywne i brakowało wielu okazji do strzelenia gola. Do 70. minuty wciąż na tablicy wyników było 0:0. Jednak można było liczyć na zmianę rezultatu, bo GKS zremisował tylko trzy mecze w tym sezonie, a Wisła w 2026 roku nie podzieliła się jeszcze punktami z nikim.
Goście wyszli ze znakomitą akcją na niecałe dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu. Tuż po wejściu na murawę dwóch rezerwowych mogło odmienić losy spotkania. Gallapeni wszedł w pole karne, uruchomił Jimeneza, ale ten tuż przed strzałem się potknął i nic z tego nie wyszło. W 89. minucie Wiktor Nowak miał znakomitą szansę, żeby dać trzy punkty Nafciarzom, ale uderzył prosto w bramkarza. Daniel Stefański do regulaminowego czasu doliczył trzy minuty.
I wtedy w końcu wynik się zmienił! GKS ostatecznie pokonał Wisłę Płock, a gola w ostatniej akcji meczu strzelił Lukas Klemenz, który dobił z najbliższej odległości do siatki uderzenie Bartosza Nowaka. Dla stopera gospodarzy to był już szósty gol w tym sezonie Ekstraklasy, ale jakże ważny, bo dający zwycięstwo. Taki wynik sprawia, że GKS znowu zrównuje się punktami z Wisłą Płock. Oba zespoły mają po 39 punktów.
