GKS Katowice - Pogoń Szczecin (2:0)
Spotkanie w Katowicach przez długi czas było zagrożone, nad Górnym Śląskiem unosiła się bowiem spora mgła, która mocno ograniczała widoczność. Ostatecznie jednak warunki nieco się polepszyły, więc piłkarze mogli przystąpić do rywalizacji.
W tych okolicznościach od pierwszych minut lepiej odnajdywali się goście, którzy otworzyli wynik już w siódmej minucie, kiedy Adam Zrelak wykorzystał fantastyczne dośrodkowanie Galana, zdobywając piątą bramkę w sezonie.
Podopieczni Thomasa Thomasberga ruszyli do odrabiania strat, dominując statystykę posiadania piłki. Ataki "Portowców" napędzał oczywiście Kamil Grosicki, który nieustannie szukał kolegów podaniami w pole karne.
Rywale wytrzymali jednak ten napór i korzystając z okazji, przeprowadzili szybki kontratak, podwyższając prowadzenie w 37. minucie. Do siatki tym razem trafił niezawodny Bartosz Nowak, dla którego był to piąty gol w sezonie. Z kolei Zrelak do bramki dołożył także asystę.
W drugiej połowie obraz gry nie zmieniał się. Piłkarze Pogoni wciąż przeważali, ale nadal brakowało im skuteczności. Zawodnicy Rafała Górka grali rozważnie, skupiając się głównie na defensywie.
Trener przyjezdnych próbował pomóc drużynie serią zmian, wprowadzając na boisko m.in. Jose Pozo, Patryka Paryzka czy Leonardo Koutrisa. Grecki obrońca zastąpił Benjamina Mendy'ego, który po raz pierwszy w barwach Pogoni pojawił się wyjściowym składzie.

Rezerwowi zapewnili zastrzyk dodatkowej energii, ale na świetnie zorganizowaną defensywę zespołu z Katowic to wciąż było za mało. Dodatkowo refleksem popisywał się Rafał Strączek.
Ostatecznie rezultat nie uległ już zmianie, co oznaczało, że GKS wydostał się ze strefy spadkowej i awansował na 12. miejsce w tabeli, zrównując się punktami właśnie z Pogonią. Warto jednak dodać, że "Trójkolorowi" mają o jeden mecz rozegrany mniej.
Korona Kielce - Cracovia (0:1)
Sobotni mecz na stadionie przy ulicy Ściegiennego rozpoczął się od ataków gości. Najpierw jednak obrońcy gospodarzy zablokowali strzał Filip Stojilkovica, a później wrzutkę w pole karne Mateusza Praszelika pewnie wyłapał Xavier Dziekoński. Odpowiedź kielczan była natychmiastowa. Będący w "szesnastce" Cracovii Slobodan Rubezic podał do Antonina Cortesa, ale uderzenie Hiszpana zostało zablokowane. Chwilę później po rzucie wolnym, wykonywanym przez Marcela Pięczka, główkował Pau Resta, ale piłka minimalnie minęła słupek.
Pierwszy kwadrans był bardzo emocjonujący, ale później tempo gry nieco spadło. Aktywniejsi byli gospodarze, ale defensywa zespołu trenera Luki Elsnera spisywała się bez zarzutu. Po okresie przewagi Korony, groźnie zaatakowali krakowianie. W 26. min. piłka wpadła nawet do bramki po strzale Mikkela Maigaarda, ale wcześniej biorący udział w akcji Stojilkovic był na spalonym.
Na minutę przed końcem pierwszej połowy doskonałą okazję do objęcia prowadzenia mieli podopieczni Jacka Zielińskiego. Kielczanie domagali się rzutu karnego po zagraniu ręką we własnym polu karnym Praszelika. Sędzia Patryk Gryckiewicz początkowo puścił grę, ale po interwencji wozu VAR podyktował "jedenastkę". Do piłki podszedł Antonin Cortes, ale jego sygnalizowane uderzenie bez problemu obronił bramkarz "Pasów" Sebastian Madejski. Niewykorzystana sytuację mogła się zemścić bardzo szybko. W doskonałej sytuacji znalazł się pomocnik gości Martin Minczew, ale strzał Bułgara w kapitalnym stylu obronił Dziekoński.
Zaraz po rozpoczęciu drugiej połowy dwa razy groźnie było pod bramką Korony. Najpierw świetnie interweniował bramkarz kielczan, a później piłkę wzdłuż bramki zagrał Maigaard, odbiła się ona od jednego z obrońców gospodarzy i przeszła minimalnie obok słupka. Ostrzeżenia te nie poskutkowały i w 56. min. obecni na stadionie kibice "Pasów" mieli powody do radości. Przed własnym polem karnym fatalny błąd popełnił Kostas Sotiriou i z prezentu skorzystał Ajdin Hasic. Co prawda po strzale Bośniaka cypryjski obrońca usiłował na linii bramkowej ratować jeszcze całą sytuację, ale piłka wpadła do bramki.

Kielczanie ruszyli do odrabiania strat i dwie dobre okazje na doprowadzenie do remisu miał Antonin Cortes. Za pierwszym razem po podaniu Wiktora Długosza strzelił jednak zbyt słabo i w środek bramki, dlatego Madejski nie miał żadnych problemów z interwencją. Przy drugiej próbie piłka po uderzeniu Hiszpana przeszła nad poprzeczką.
Gospodarze momentami zamykali rywali na ich połowie, ale niewiele z tego wynikało. Grali bardzo nerwowo, popełniając też przed własnym polem karnym proste i niewytłumaczalne błędy. Kilka razy pod bramką Dziekońskiego było gorąco, ale tym zawodnicy Cracovii nie skorzystali z prezentów. Tuż przed końcem regulaminowego czasu gry świetną okazję na doprowadzenie do remisu miał Tamar Svetlin, ale jego strzał Madejski obronił nogami, ratując swój zespół przed stratą bramki. Wynik już się nie zmienił i goście wyjechali z Kielc z trzema punktami.
Lechia Gdańsk - Bruk Bet Termalica Nieciecza (5:1)
W konfrontacji zespołów z najgorszą defensywą (przed tym spotkaniem lechiści pozwolili sobie strzelić 34 gole, goście 29) zanotowano sześć trafień. Pierwsi z objęcia prowadzenia cieszyli się późniejsi triumfatorzy.
W 16. minucie po składnej akcji Kacpra Sezonienko i Tomasza Wójtowicza w znakomitej sytuacji znalazł się Tomas Bobcek. Słowacki napastnik uderzył z siedmiu metrów, jednak piłkę na linii bramkowej zablokował Gabriel Isik. A że niemiecki defensor uczynił to także ręką, arbiter podyktował rzut karny.
Z 11 metrów Bobcek pokonał swojego rodaka Adriana Chovana i zapisał na swoim koncie 10. ligowe trafienie. Za chwilę golkiper beniaminka obronił groźny strzał z dystansu Iwana Żelizki.
W 32. minucie przyjezdni doprowadzili do remisu. Morgan Fassbender, Damian Hilbrycht i Rafał Kurzawa "wyklepali" obronę rywali, dzięki czemu Jesus Jimenez mógł umieścić piłkę z trzech metrów w pustej bramce.
Na przerwę drużyny zeszły jednak przy stanie 2:1 dla Lechii. W 39. minucie wyjątkową bierność defensorów Termaliki wykorzystał Rifet Kapic, który efektownie uderzył lewą nogą z 25. metrów.
Biało-zieloni w znakomitym stylu rozpoczęli również drugą połowę. Tym razem Kapic wykazał się znakomitym podaniem na "nos" na prawym skrzydle do Camilo Meny, który wygrał biegowy pojedynek z Maciejem Wolskim. Kolumbijczyk zagrał na środek pola karnego do Bobcka, a ten uprzedził Lucasa Masoero i w 54. minucie podwyższył rezultat.
Trener ekipy z Niecieczy Marcin Brosz natychmiast po stracie trzeciego gola przeprowadził trzy zmiany, ale zdało się to na nic, bo za chwilę Chovan dwa razy musiał wyciągać piłkę z siatki. Autorami tych bramek byli środkowi defensorzy gdańskiej drużyny.
W 61. minucie po rzucie rożnym Żelizki skuteczną główką, pomimo asysty Macieja Ambrosiewicza, popisał się Matej Rodin. Cztery minuty później po centrze Kapica Rodin przedłużył piłkę, a Maksym Diaczuk, także głową, wpakował ją z bliska do siatki.
Defensywa gości nadal spisywała się fatalnie i biało-zieloni mieli jeszcze kilka dogodnych okazji, jednak wynik już się nie zmienił.

A powinien chociażby w 86. minucie, kiedy dwóch lechistów biegło na jednego rywala, ale Bohdan Wjunnyk zachował się wyjątkowo egoistycznie i nie zagrał do zdecydowanie lepiej ustawionego Dawida Kurminowskiego.
