Sobota z Ekstraklasą: Emocje w Katowicach i Częstochowie, wygrana Górnika. Bez goli w hicie

Zaktualizowany
Sobota z Ekstraklasą:
Sobota z Ekstraklasą:PressFocus / Sipa USA / Profimedia

Sobota z Ekstraklasą rozpoczęła się w Katowicach, gdzie GKS podejmował Wisłę Płock, a spotkanie zakończyło się golem dla gospodarzy w ostatniej akcji! Równie emocjonująco było w Częstochowie, gdzie Raków podzielił się punktami z Widzewem Łódź także po dwóch bramkach w doliczonym czasie gry. W trzecim spotkaniu Górnik Zabrze rozbił 3:0 Cracovię i przesunął się na podium, bramek nie zobaczyli za to kibice w hicie kolejki w Białymstoku.

Jagiellonia Białystok – Lech Poznań (0:0)

Stawka tego spotkania była bardzo wysoka, w końcu obie drużyny wciąż zmieniają się na szczycie tabeli i celują w mistrzostwo. Każda strata wszystkich punktów mogła zatem oddalić od celu przegranych i napędzić rywali.

Starcie rozpoczęło się od mocnego i precyzyjnego strzału Patrika Walemarka skierowanego tuż obok słupka, ale fantastyczną interwencją popisał się Sławomir Abramowicz. 

W kolejnym fragmencie nastąpiła krótka przerwa z powodu zadymienia wywołanego racami, a po powrocie do gry na boisku było sporo walki. Sam Afimico Pulu do 24. minuty był faulowany aż pięć razy, najwięcej ze wszystkich zawodników.

Przed przerwą doskonałą okazję zmarnował Kajetan Szmyt. Pomocnik gospodarzy znalazł się w sytuacji sam na sam, ale z pojedynku zwycięsko wyszedł Bartosz Mrozek.

Po zmianie stron rywalizacja stała się jeszcze bardziej zacięta. W końcu przed szansą stanął Bartosz Mazurek, jednak bramkarz Lecha popisał się refleksem, odbijając po chwili także dobitkę głową Jesusa Imaza. Po drugiej stronie boiska odpowiedział z kolei Mikael Ishak, ale i Szwed nie znalazł sposobu na golkipera przeciwników, który po jego mocnym uderzeniu odbił futbolówkę na słupek.

Statystyki meczu
Statystyki meczuFlashscore

W końcówce obaj trenerzy dokonali kilku zmian, licząc na zwycięstwo ostatnich sekundach. Ostatecznie jednak żadnemu zawodnikowi nie udało się trafić do siatki i mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Podział punktów z pewnością bardziej satysfakcjonuje Lecha, który pozostał na pierwszym miejscu w tabeli. Awans zanotowała drużyna Adriana Siemieńca, który właśnie przedłużył umowę z klubem, wskakując na drugą pozycję.

Górnik Zabrze – Cracovia (3:0) 

W Wielką Sobotę w Zabrzu mierzy się drużyny, które w tabeli przed tą kolejką dzieliło pięć pozycji, ale tylko trzy punkty. Czwarty w tabeli Górnik podejmował dziewiątą Cracovię. Goście w przypadku zwycięstwa zrównaliby się punktami z gospodarzami. 

Od początku meczu inicjatywę przejęła Cracovia i miała dogodne okazje do strzelenia gola, w 6. minucie powinno być 1:0, ale Ajdin Hasic w bardzo dogodnej sytuacji uderzył tuż obok bramki. Goście nie wykorzystali swojego momentu, a gospodarze wyszli na prowadzenie w 11. minucie. Strzał zza pola karnego oddał Lukas Sadilek, piłkę nad siebie podbił Sebastian Madejski, następnie bramkarz Cracovii nie kontrolował, gdzie jest piłka, co wykorzystał Yvan Ikia Dimi i dał prowadzenie Górnikowi. 

W 25. minucie znakomitą akcję przeprowadził Paweł Olkowski, który po samotnym rajdzie od środka boiska, zdecydował się na strzał, ale ten zatrzymał się na słupku i nie było podwyższenia prowadzenia. Cracovia mogła odpowiedzieć jeszcze w pierwszej części gry, ale uderzenie Hasicia z dystansu obronił Marcel Łubik i do przerwy było 1:0 dla gospodarzy. 

Druga połowa miała podobny przebieg, jak pierwsza, bo Cracovia szukała swoich okazji do strzelenia gola, a to Górnik trafił do siatki. W 60. minucie Maksym Chłań „zatańczył” z obroną gości i pięknym strzałem podwyższył prowadzenie na 2:0. Tak się wydawało, bo jednak we wcześniejszym fragmencie akcji był spalony i wciąż gospodarze mieli tylko gola przewagi. 

To zmieniło się w 78. minucie. Wtedy Górnik już rzeczywiście wyszedł na dwubramkowe prowadzenie. Piłkę z prawej strony w pole karne dośrodkował Sadilek, a tam kapitalnie odnalazł się Jarosław Kubicki, który wyszedł wysoko w powietrze i nie dał szans Madejskiemu. 

Nie był to koniec strzelania, bo Maksym Chłań napędził kolejną akcję, podał do Michała Rakoczego, który chwilę wcześniej wszedł na murawę i "zapakował" gola swojemu byłemu zespołowi, dobijając bezradną już Cracovię. Taki wynik sprawia, że Górnik przesuwa się "wskakuje" na podium PKO BP Ekstraklasy. Cracovia znajduje się w środku tabeli i ma 6 punktów straty do drugiego miejsca, ale tylko tyle samo przewagi nad strefą spadkową. 

Raków Częstochowa – Widzew Łódź (1:1)

Podziałem punktów zakończyło się spotkanie w Częstochowie. Wynik 1:1 na pewno nie satysfakcjonuje żadnej z drużyn, chociaż trzeba przyznać, że to goście byli bliżej zwycięstwa, a miesjcowi nie powinni narzekać, bo zremisowali dosyć szczęśliwie, a od 36. minuty grali w dziesiątkę.

W obu zespołach zabrakło kilku podstawowych zawodników. W Rakowie na ławce rezerwowych znaleźli się m.in. Stratos Svarnas i Ivi Lopez, a także Fran Tudor, który według wcześniejszych oficjalnych komunikatów klubowych, miał być wyłączony z gry i treningów do drugiej połowy kwietnia. Jeśli chodzi o Widzew, to w ogóle poza kadrą meczową znaleźli się: Steve Kapuadi, Lukas Lerager, Christopher Cheng czy Osman Bukari.

Początek spotkania był wyrównany, ale żadna z drużyn nie potrafiła przeprowadzić jakiejś groźniejszej akcji. Jednak mniej więcej po kwadransie inicjatywę na boisku zaczęli przejmować Łodzianie i to oni wypracowali pierwszą okazję do zdobycia gola, gdy w 24. min lewą stroną przedarł się Mariusz Fornalczyk, ale uderzoną przez niego piłkę Kacper Trelowski zdołał odbić na róg.

W 28. minucie niebezpieczną sytuację pod własną bramką sprokurowali goście, ale ostatecznie skutecznie interweniował Bartłomiej Drągowski. Potem dwie kolejne okazje miał Widzew, ale najpierw gospodarze zablokowali strzał Juljana Shehu, a Mateusz Żyro nie zdołał minąć Jeana Carlosa.

W 36. minucie sytuacja Rakowa mocno się skomplikowała, bo w odstępie 13 minut drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną, zobaczył kapitan Zoran Arsenić, który pierwsze upomnienie otrzymał za faul na Przemysławie Wiśniewskim, a drugie za przewinienie na Fornalczyku.

Od tego momentu goście mieli więc przewagę liczebną, a trener Łukasz Tomczyk wzmocnił defensywę Rakowa wprowadzając do gry Svarnasa. Zaraz po wznowieniu gry pięknym uderzeniem na bramkę gospodarzy popisał się Ricardo Visus, ale piłka przeleciała tuż obok słupka. Raków odpowiedział w 44. minucie, gdy na czystą pozycję wychodził Jonatan Brunes, ale został powstrzymany ostrym wejściem przez Wiśniewskiego. Z trybun wydawało się, że norweski snajper był faulowany, a reprezentant Polski zobaczy kartkę, ale sędzia Paweł Raczkowski był innego zdania i gra była kontynuowana.

Po przerwie mecz zrobił się ciekawszy i już na początku dwukrotnie musiał interweniować Trelowski, a raz Drągowski, zaś w 51. minucie Samuel Kozlovsky strzelił z dystansu tuż obok bramki.

Kolejne dwie okazje mieli Łodzianie, ale najpierw Andi Zeqiri dał się uprzedzić Pawłowi Dawidowiczowi i skończyło się tylko na rzucie rożnym, a potem swój efektowny rajd lewym skrzydłem Marcel Krajewski próbował wykończyć mocnym strzałem, ale na drodze piłki znalazł się Svarnas.

W 79. minucie kolejną kontrę wyprowadził Widzew, a w sytuacji sam na sam z Oliwierem Zychem, który wcześniej zastąpił kontuzjowanego Trelowskiego, znalazł się Angel Baena, ale piłkę spod nóg Hiszpana wybił na róg Jean Carlos Silva. Były jednak wątpliwości co do tego, czy Baena nie został sfaulowany i Widzew nie dostanie rzutu karnego, ale po sprawdzeniu sytuacji na VAR okazało się, że wcześniej piłkę zagrał ręką Sebastian Bergier i to Raków zaczynał od rzutu wolnego.

W 85. min wydawało się, że będzie karny dla Rakowa, bo w polu karnym Widzewa piłka - zanim wyszła na róg - trafiła w rękę jednego z obrońców, ale arbiter tej sytuacji nie sprawdzał przez VAR.

Statystyki meczu
Statystyki meczuFlashscore

Do drugiej połowy sędzia Raczkowski doliczył osiem minut (ostatecznie było to 13 i pół minuty) i dopiero wtedy emocje sięgnęły zenitu. W czwartej minucie czasu doliczonego Bergier z prawej strony dograł piłkę do Alvareza, a ten z 16 metrów kapitalnym strzałem pokonał Zycha - piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do bramki.

Raków zdołał jednak jeszcze odpowiedzieć - trzy minuty później Lamine Diaby-Fadiga przedarł się prawym skrzydłem i mimo wyjścia Drągowskiego podał do Svarnasa, który z bliska skierował piłkę do siatki. Przy tej interwencji mocno ucierpiał bramkarz Widzewa, ale mimo protestów gości sędzia nie dopatrzył się faulu ze strony Gwinejczyka. Gol został uznany, a Baena i Drągowski zobaczyli jeszcze żółte kartki. Więcej goli już nie padło. 

GKS Katowice – Wisła Płock (1:0)

W pierwszym sobotnim meczu 27. kolejki PKO BP Ekstraklasy grały ze sobą największe zaskoczenie i rozczarowanie na polskich boiskach na początku 2026 roku. Wisła Płock do wiosny przystępowała jako lider tabeli, a GKS Katowice zimował w strefie spadkowej. Nikt w styczniu by nie przypuszczał, że już w marcu obie drużyny będą sąsiadami w tabeli i miały tyle samo punktów na koncie. Świetna forma katowiczan poprowadziła ich w górę, a fatalna płocczan ciągnęła ich w dół. W efekcie w połowie marca GKS był siódmy, a Wisła ósma mając po 36 punktów. Aktualnie to gospodarze mają dwie porażki z rzędu, a goście dwa ostatnie mecze wygrali i w tabeli znowu dzielą ich trzy "oczka".

Niepokonany w tym roku przed własną publicznością GKS miał problemy na początku i mógł przegrywać już w 9. minucie, ale Łukasz Sekulski uderzył w słupek, a dobitka Quentina Lecoeuche trafiła w boczną siatkę. Niecałe dziesięć minut później blisko fenomenalnego gola bezpośrednio z rzutu rożnego był Bartosz Nowak, ale Marcus Haglind-Sangre zdołał wybić piłkę z linii bramkowej. 

Po kilku próbach wymian ciosów gra nieco się uspokoiła, a w 27. minucie skomplikowała się sytuacja Wisły Płock, ponieważ z powodu kontuzji plac gry musiał opuścić Said Hamulic, a jego miejsce zajął Deni Juric. W 35. minucie Arkadiusz Jędrych zdecydował się na mocny strzał z ponad 25 metrów i z ogromnymi problemami, ale obronił to uderzenie Rafał Leszczyński. Chwilę później swoich sił z drugiej strony spróbował Wiktor Nowak, ale był rykoszet i "tylko" rzut rożny. Mimo bardzo ciekawej połowy nie oglądaliśmy w niej goli. 

Ogromne szczęście mieli goście w 54. minucie meczu. Dośrodkowanie Mateusza Wdowiaka przeciął Nemanja Mijuskovic, zrobił to bardzo niefortunnie, ale na jego szczęście piłka po jego interwencji trafiła w słupek. W drugiej części oba zespoły nie były już tak aktywne i brakowało wielu okazji do strzelenia gola. Do 70. minuty wciąż na tablicy wyników było 0:0. Jednak można było liczyć na zmianę rezultatu, bo GKS zremisował tylko trzy mecze w tym sezonie, a Wisła w 2026 roku nie podzieliła się jeszcze punktami z nikim. 

Goście wyszli ze znakomitą akcją na niecałe dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu. Tuż po wejściu na murawę dwóch rezerwowych mogło odmienić losy spotkania. Gallapeni wszedł w pole karne, uruchomił Jimeneza, ale ten tuż przed strzałem się potknął i nic z tego nie wyszło. W 89. minucie Wiktor Nowak miał znakomitą szansę, żeby dać trzy punkty Nafciarzom, ale uderzył prosto w bramkarza. Daniel Stefański do regulaminowego czasu doliczył trzy minuty. 

I wtedy w końcu wynik się zmienił! GKS ostatecznie pokonał Wisłę Płock, a gola w ostatniej akcji meczu strzelił Lukas Klemenz, który dobił z najbliższej odległości do siatki uderzenie Bartosza Nowaka. Dla stopera gospodarzy to był już szósty gol w tym sezonie Ekstraklasy, ale jakże ważny, bo dający zwycięstwo. Taki wynik sprawia, że GKS znowu zrównuje się punktami z Wisłą Płock. Oba zespoły mają po 39 punktów. 

Piłka nożna

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen