Lech Poznań - Lechia Gdańsk (1:3)
Mroźny wieczór przy Bułgarskiej chyba nie mógł zacząć się gorzej dla mistrzów Polski. Nie zdążyli nawet wejść z piłką na połowę Lechii, gdy stracili pierwszego gola. Camilo Mena wprowadził piłkę do środka po akcji lewą stroną, a tam Tomasz Neugebauer uderzył po ziemi na tyle kąśliwie, że pokonał Mrozka po 120 sekundach.
Kolejorz próbował pozbierać się w kolejnych minutach i zdołał uzyskać przewagę w rozgrywaniu piłki, lecz nic z tego nie wynikało – konkrety miała wciąż Lechia. W 20. minucie Wójtowicz przeszedł obrońców i tylko Mrozek uchronił gospodarzy przed golem. Przez 25 minut Lech nie zrobił nic sensownego, ale duet Bengtsson-Gholizadeh zmienił sytuację: Szwed wpuścił Irańczyka z piłką w pole karne, jego pierwszy strzał został zablokowany, ale utrzymał piłkę przy nodze i z bliska załadował pod poprzeczkę.
Wydawało się, że gospodarze złapali kontrolę. Pokazał się w końcu Pablo Rodriguez, przechodząc dwóch obrońców i oddając zablokowany strzał. Tymczasem do szatni z prowadzeniem mogła schodzić Lechia. W 40. minucie próbował Rodin, oddając piłkę Mrozkowi zbyt łatwo. Minutę później golkiper mógł tylko patrzeć, jak niekryty Mena huknął z 11 metrów w poprzeczkę. Ostatnim akcentem była interwencja Paulsena nogą po drugiej stronie, gdy swoich sił próbował Ishak.
Lechia wróciła z szatni na wysokich obrotach, natychmiast śląc strzały Meny (niecelny) i Sezonienki (doskonała parada Mrozka). Gościom gola nieoczekiwanie dał Antonio Milić, który próbował zatrzymać centrę, a wcisnął piłkę za plecy Mrozkowi. Kolejorz szukał odpowiedzi i w 53. minucie wyprowadził popisową akcję… aż do strzału. Kozubal do główki wyskoczył świetnie, tyle że piłkę posłał w środek bramki, w ręce golkipera. Kara za marnowanie okazji była okrutna, bo dwie minuty później Tomas Bobcek pokazał, jak się kończy atak: z bardzo ostrego kąta „złapał” dalszy słupek i po nim podwyższył na 3:1.
Frederiksen wprowadził Gumnego, Walemarka i Palmę, którzy natychmiast zaczęli walczyć w ofensywie. Niestety dla Lecha, goście trzymali się w defensywie zdecydowanie lepiej niż to wyglądało w pierwszej połowie sezonu. O ile Poznaniacy boksowali w miejscu, o tyle Gdańszczanie mogli dobić mistrzów Polski, gdy w 84. minucie Bobcek posłał strzał pod poprzeczkę, a Mrozek wielkim wysiłkiem wypchnął ją poza boisko. Dowiezienie wyniku nie było wyzwaniem dla Lechii, która wykorzystała kluczowe słabości rywali jak zespół z czołówki, do której traci już tylko sześć punktów.

Widzew Łódź - Jagiellonia Białystok (1:3)
Widzew od początku spotkania ruszył do ataku i chciał potwierdzić swoją dużą jakość, o której dużo się mówiło podczas przerwy między rundami. Początkowe minuty nie przyniosły jednak żadnej klarownej sytuacji, a w grze obu ekip z minuty na minutę oglądaliśmy coraz więcej nerwowości. W 28. minucie Jagiellonia domagała się podyktowania rzutu karnego, jednak Pululu w momencie przewinienia znajdował się przed polem karnym Widzewa. Mimo tego gracze Adriana Siemieńca mieli niezłą okazję, bowiem Bartłomiej Wdowik to prawdziwy fachowiec, jeśli chodzi o rzuty wolne. W tej sytuacji jednak fatalnie przestrzelił.
W 36. minucie na prowadzenie wyszli goście. Jesus Imaz wykorzystał złe zachowanie obrony łodzian, podał do Bartosza Mazurka, a 19-latek pewnym strzałem wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Widzew po stracie gola totalnie się podłamał i do końca połowy to gracze gości prowadzili grę i kontrolowali wydarzenia boiskowe. Finalnie obie ekipy zeszły na przerwę z wynikiem 1:0 dla gości.
Druga odsłona rozpoczęła się nieźle dla Widzewa, bowiem już w 48. minucie po dograniu Bergiera w niezłej sytuacji znalazł się Bukari, jednak jego strzał głową poszybował obok bramki. W 54. minucie arbiter po analizie VAR podyktował rzut karny, po tym jak Shehu sfaulował we własnym polu karnym Pululu. Do jedenastki podszedł sam poszkodowany, który strzałem w środek bramki podwyższył wynik na 2:0. Łodzianie w tym meczu mieli ogromne problemy z konstruowaniem akcji ofensywnych, a Jagiellonia totalnie wyłączyła ofensywnych piłkarzy Widzewa.
W 80. minucie było już 3:0. Wojtuszek znalazł się totalnie niepilnowany w odległości około 15 metrów od bramki rywala i ładnym, technicznym strzałem podwyższył prowadzenie gości. Gospodarze do samego końca starali się uratować swój honor chociaż jedną bramką i w końcówce ta sztuka im się udała. W 87. minucie w polu karnym Wojtuszek sfaulował Fornalczyka i arbiter nie miał wyjścia - wskazał na jedenasty metr. Bergier pewnym strzałem ustalił wynik na 1:3, który jednak w Łodzi na pewno nikogo nie satysfakcjonuje.

Górnik Zabrze - Piast Gliwice (2:1)
Mróz nie powstrzymał w Zabrzu kibiców żadnej z drużyn, którzy szczelnie wypełnili trybuny, by oglądać pierwsze tegoroczne śląskie derby. Zdecydowanie lepiej weszli w nie goście – Piast ruszył wysoko i miejscowi nie mogli sobie poradzić w pierwszych minutach. To jednak "Trójkolorowi" uderzyli pierwsi – w 8. minucie Plach zdusił piłkę przy murawie po uderzeniu Kubickiego. Minutę później poważny błąd zaliczył Marcel Łubik, oddając piłkę pośrednio Dalmau. Na szczęście ten spalił.
Dopiero w połowie pierwszej odsłony doczekaliśmy się gola. Fani Górnika byli pewni, że wynik otworzył Rafał Janicki, z główki pakujący piłkę do bramki gości. Nic z tego, gola nie uznano, a moment później Piast odpowiedział bezbłędnie – Quentin Boisgard szczupakiem skoczył do piłki od Sanki, wciskając ją pod słabo interweniującym Łubikiem.
Goście chcieli iść za ciosem, lecz ostatni kwadrans pierwszej połowy należał do Górnika. Brandon Domingues zmusił Placha do wybicia na bok mocnym uderzeniem, a do dobitki dopadł świetnie ustawiony Erik Janza, lekko po ziemi kierując piłkę za linię. Po powrocie z przerwy Zabrzanie byli jeszcze bardziej zmotywowani, „siadając” na rywali od początku. Efekt? W 50. minucie długie dogranie Kubickiego z lewej przed bramkę i Maksym Chłań precyzyjnie umieścił piłkę poza zasięgiem Placha na 2:1.
Daniel Myśliwiec szybko zareagował zmianami, lecz gospodarze trzymali kontrolę i nie było mowy o powrocie "Piastunek" do gry. Mało tego, na kwadrans przed końcem spotkania Maksym Chłań powinien mieć asystę. Prowadził atak i odegrał przed polem karnym do niekrytego na lewej Dominguesa. Ten uderzył mocno, tyle że w Placha. Minimalna przewaga gospodarzy mogła zemścić się dopiero w 89. minucie, gdy Jorge Felix nieoczekiwanie doszedł do strzału głową i posłał piłkę w poprzeczkę. Nerwy utrzymały się do końca, jednak nawet posłanie Placha w pole karne gospodarzy nie dało Piastowi nic.

