Wisła Płock - Widzew Łódź (0:2)
Pierwsze sobotnie mecze skończyły się bez żadnej bramki, a w Płocku pewnie nie mieliby nic przeciwko takiemu wynikowi z przypartym do muru Widzewem. Łodzianie muszą przecież zacząć wygrywać i od początku próbowali napierać na Nafciarzy, by otworzyć wynik. Doskonałą okazję zbudował Mariusz Fornalczyk w 7. minucie, posyłając piłkę idealnie na głowę Kornviga. Ten uderzył tylko w poprzeczkę!
Widzew zdecydowanie przeważał, jednak nie było konkretów. Dopiero po półgodzinie zagranie ręką Haglinda-Sangre zaowocowało interwencją VAR i przyznaniem rzutu karnego. Bergier posłał Leszczyńskiego w przeciwną stronę i spokojnie wpakował na 1:0 w 38. minucie.
Do przerwy przewaga Widzewa była wyraźna mimo niezłego rzutu wolnego autorstwa Daniego Pacheco, po powrocie z szatni Wisła zdołała wykazać inicjatywę zanim Łodzianie znów złapali kontrolę. Dobrze wyglądająca lewa flanka RTS-u znów się pokazała, gdy Fornalczyk w 57. minucie efektownie strzelił… w poprzeczkę. Prześladują go te obramowania, a jeszcze jeden strzał w poprzeczkę zaliczył Juljan Shehu na 20 minut przed końcem.
Dopiero w ostatnim kwadransie Wisła wyraźnie przejęła kontrolę, penetrując tercję Łodzian. To otworzyło miejsce do kontry i na finiszu Zeqiri z Kornvigiem rozegrali to modelowo: Szwajcar wyłożył do Duńczyka, a ten domknął mecz w 89. minucie. Pod koniec goliczonego czasu gry blisko honorowego trafienia byli Sekulski i Matchoi Djalo, lecz bez efektu.

Zagłębie Lubin - Raków Częstochowa (0:0)
Raków w pierwszych wiosennych meczach pokazał, że wszystkie medialne "power rankingi" i analizy superkomputerów mogą zostać boleśnie zweryfikowane. Jeden punkt w trzech meczach sprawił, że w Lubinie musieli wygrać, by nie stracić dystansu do podium. A na podium chciało zostać Zagłębie i było blisko pierwszego kroku po siedmiu minutach, gdy Sebastian Kowalczyk niespodziewanie doszedł do strzału, ale źle uderzył i piłka wyszła obok słupka.
Dobry start gospodarzy nie dał kolejnych efektów, zaś "Medaliki" błyskawicznie przejęły kontrolę nad meczem. Najbliżej otwarcia wyniku było w połowie pierwszych 45 minut – Brunes uderzył z główki, a Jasmin Burić zbił piłkę na poprzeczkę, następnie wyłapując dobitkę. Kapitalna interwencja uratowała Lubinian do przerwy, a po niej wrócili z aż trzema zmianami. Marcel Reguła momentalnie pokazał się pierwszym strzałem dla miejscowych, zresztą z dystansu postraszył jeszcze Zycha, jednak to wciąż Raków dyktował warunki. Z dyktowania nic jednak nie wyszło - "Medaliki" znów zawodzą, a nam grozi sobota bez gola w Ekstraklasie.

Cracovia - Jagiellonia (0:0)
Jeśli któryś mecz 21. kolejki mógł być uznany za starcie na szczycie, to właśnie ten. I Cracovia zaczęła go w imponującym tempie, już po 30 sekundach Martin Minczew doszedł do pierwszego strzału. Ostre i niskie uderzenie Abramowicz zatrzymał instynktownie, a kibice zacierali ręce. Tyle że kolejne szturmy nie przyszły – Jagiellonia złapała swój rytm i to ona w 13. minucie mogła objąć prowadzenie. Madejski zatrzymał uderzenie Pulu.
Przełamanie mógł dać rzut karny, gdyby arbiter faktycznie uznał kontakt ręki Henrikssona z piłką za wystarczający. A że gwizdka nie było, piłkarze próbowali kolejnych ataków. Próby Hasicia pod jedną i Alexa Pozo pod drugą bramką były boleśnie niecelne, a uderzenie Wdowika z wolnego w 38. minucie przeszło nad poprzeczką. Mecz „siadł” na tyle, że Piotr Lasyk nie doliczał nic do pierwszej połowy.
Luka Elsner nie wprowadził zmian w przerwie i mógł żałować, bo jego zespół grał znacząco poniżej oczekiwań. Jagiellonia wyraźnie przejęła kontrolę, mogła nawet prowadzić już na starcie drugiej połowy – błąd Sutalo oddał piłkę Pululu, który w 48. minucie posłał piłkę po złej stronie dalszego słupka. Z kolei w 67. minucie Samed Bazdar mocno sprawdził Madejskiego. Ten wybił przed siebie, a Romanczuk dobijał niecelnie. Kapitan Jagi pudłował też z dystansu w 78. minucie.
Cracovia szukała okazji głównie ze stałych fragmentów i na 10 minut przed końcem powinna prowadzić: Traore z główki trafił w słupek, a dobitkę Zahiroleslama zasłonił Abramowicz. Z kolei w 84. minucie popisał się Madejski, zatrzymując kiwkę Pululu. Końcówka wyglądała tak, jakby miała wynagrodzić gorsze momenty. Już po upływie trzeciej doliczonej minuty Cracovia otrzymała piłkę meczową: wolny tuż zza pola karnego. Al-Ammari posłał piłkę nad poprzeczką, zatem podział punktów. Największym problemem Jagiellonii nie jest strata punktów, lecz fakt, że trzema żółtymi kartkami straciła trzech defensorów na kolejny mecz.

