Legia Warszawa - Górnik Zabrze (na żywo od 20:15)
Zagłębie Lubin - Radomiak Radom (1:0)
Po trzech porażkach z rzędu Zagłębie miało jasny cel: przerwać tę serię i wrócić do walki o czołowe lokaty. Radomiak miał zupełnie inne zmartwienia, zerkając do strefy spadkowej za plecami. A jej widmo stało się jeszcze bardziej realne po trzech minutach, gdy Romario Baro stracił piłkę, Adam Radwański świetnie się z nią utrzymał i dograł do Marcela Reguły, który pierwszą próbą dał prowadzenie.
Świetny start rozochocił Miedziowych – po dwóch minutach Reguła uderzał zza pola karnego, ponownie testując Majchrowicza. W 8. minucie golkiper uprzedził z kolei Levente Szabo i udało się przetrwać pierwszy napór gospodarzy.
Radomiak stanął mocniej na nogach i tuż po kwadransie Rafał Wolski huknął z dystansu niecały metr nad bramką. Udało się oddalić grę od swojej bramki, ale nie zagrozić Zagłębiu. Przeciwnie, to gospodarze do przerwy mogli podwyższyć wynik, gdy po dobrej akcji strzał Radwańskiego z 45. minuty został wybity po rykoszecie.
Czyhający na okazję do kontry Lubinianie dopięli swego w 67. minucie, tyle że Levente Szabo uderzał niecelnie. Choć zmiany wyniku nie było, to tylko oni mieli konkrety, zmuszczając Radomian do coraz większego ryzyka w poszukiwaniu wyrównania. Skończyło się na całej serii wrzutek w doliczonym czasie, po których ręce w geście triumfu mogli wznieść zawodnicy Zagłębia.

Widzew Łódź - Bruk-Bet Termalica Nieciecza (1:0)
Prawie godzinę przed pierwszym gwizdkiem trybuny grzmiały dopingiem, by przypomnieć piłkarzom Widzewa o prostym fakcie: ten mecz musieli wygrać. Najgorsza drużyna ligi przyjechała do naszpikowanej wzmocnieniami drużyny, która ruszyła do przodu od pierwszych kontaktów z piłką. Widzew pokazał kwadrans kompletnej dominacji… z którego kompletnie nic nie wynikało.
Najbliżej celu był Mariusz Fornalczyk, którego smakowite uderzenie wybił obrońca. Pięć niecelnych strzałów, pięć rzutów rożnych, do tego parę wolnych – tyle uzbierali faworyci, zanim w 20. minucie Igor Strzałek wszedł w pole karne po raz pierwszy. Jeszcze bez strzału, ale tak rozpoczął się okres równowagi, później ze wskazaniem na Niecieczę. W 27. minucie goście byli centymetry od gola, gdy Ambrosiewicz wstrzelił piłkę z wolnego, a Zapolnik prawie przeciął lot przed bramką. Próbował ponownie w 29. minucie, dobitka Guerrero z dystansu zablokowana.
Zamiast drżeć przed faworytami, goście radzili sobie nieźle, zaś Widzew dopiero po 10 minutach drugiej części doczekał się celnego uderzenia – główki Kornviga wprost w ręce Chovana. Bramkarz gości wygrał też wyścig do piłki z Bergierem w 66. minucie. Z pomocą przyszedł Kasperkiewicz, który zarobił drugą żółtą kartkę, ale nawet to nie poderwało Widzewa. Po rogu Chovan wybił główkę Kapuadiego, a Bergier został zablokowany.
Słowacki bramkarz wszedł w ostatni kwadrans serią niesamowitych interwencji. W 74. minucie zatrzymał Baenę, moment później wyciągniętą dłonią wybił uderzenie Kornviga, po czym Kapuadiego powstrzymał kolanem. Gdy wybiła 80. minuta, po główce Kornviga piłka obiła poprzeczkę! Bramka "Słoni" była jak zaczarowana, a czas uciekał nieubłaganie.
Ale w 89. minucie doszło do eksplozji radości: Fornalczyk z lewej flanki wrzucił piłkę na głowę Sebastiana Bergiera, a ten wsunął piłkę przy słupku! Doliczony czas przyniósł nerwy pod bramką RTS-u, ale bez zagrożenia - 33 punkty oznaczają balans na granicy strefy spadkowej dla wygranych, a pokonani mogą żegnać się z Ekstraklasą.

