Piątkowy mecz otwierający 25. kolejkę PKO BP Ekstraklasy zaczął się nadspodziewanie dobrze dla Bruk-Bet Termaliki Nieciecza. Szybko objętego prowadzenia nie udało się jednak utrzymać.
"Zdobyta bramka dodała nam dużo pozytywnej energii, liczyłem że pójdziemy za ciosem. Martwią natomiast dwie kolejne akcje, po których straciliśmy bramki. To było do uniknięcia. Gra w piłkę polega jednak na decyzjach indywidualnych" - powiedział Marcin Brosz, trener gospodarzy.
Motor przejął kontrolę nad spotkaniem i odrobił straty, uzyskując przewagę 2:1 jeszcze przed przerwą. Przyjezdni mogli prowadzić nawet wyżej. "Wiedzieliśmy, że to się może wydarzyć. Pracowaliśmy nad tym, ale co innego trening, a co innego mecz, gdy pojawia się adrenalina i odpowiedzialność za wynik" - ocenia trener.
Trzeba przyznać, że zawodnicy beniaminka z Niecieczy walczyli do końca, by przynajmniej urwać punkt przyjezdnym. "Dążyliśmy do samego końca, bo bramka mogła dać impuls, który odwróciłby losy meczu. Szkoda, bo na pewno – podobnie jak w poprzednich meczach – moi zawodnicy ciężko pracują na to, aby mieć sytuacje. Oddaliśmy 20 strzałów. W każdym meczu więcej biegamy, ale nie przekłada się nam na to, o czym marzymy. Zdajemy sobie sprawę, że tylko pracą, wytrwałością i wiarą w to, co robimy, jesteśmy w stanie powalczyć w kolejnych spotkaniach" – ocenił Brosz.

Według statystyka piłkarskiego Piotra Klimka piątkowa porażka w praktyce kończy kwestię utrzymania dla Niecieczy. W tej chwili klub traci siedem punktów do wyjścia ze strefy spadkowej, a żaden z bezpośrednich rywali w tej walce jeszcze nie grał swojego meczu.
Biorąc pod uwagę, jak słabo punktuje małopolska ekipa, nie odrobi takiego dystansu w dziewięć kolejek. Oczywiście futbol widywał nie takie historie i matematyczne szanse pozostają, ale w praktyce utrzymanie jest mało realne.
